04.07.2024, 00:01 ✶
Rozpieszczam Lorraine, udaję, że nie widzę Anthony'ego
Eden się nie uśmiechała. Z czego się miała cieszyć? Z rychłego roztrwonienia pieniędzy?
Ku odświeżeniu swojej pamięci przeczytała nie jedną, a dwie publikacje na temat pokera. Gwoli pewności, że będzie pamiętać zasady gry i nie ośmieszy się na wejściu. Już wystarczająco musiała świecić oczyma, że kolejny wieczorek towarzyski obstawia bez męża, biorąc ze sobą przybłędę. Eden nie uważała Lorraine za przybłędę, żeby była jasność; po prostu zawsze jak ktoś oświadczał, że przyprowadził kuzynkę, co by zapoznała się ze śmietanką, znaczyło, że absolutnie nikt nie chciał z nim przyjść na przyjęcie i szukał ofiary po najdalszych członkach rodziny, bo nie było większego wstydu niż przyjść samemu. To stało o tylko jedno miejsce wyżej w rankingu najżałośniejszych posunięć od picia wódki przed lustrem.
Skoro nie nadawała się do grania w karty, to po co tu przyszła? Doskonałe pytanie, może poznamy odpowiedź, kiedy odzyska zdrowy rozsądek. Na pewno nieprędko, nie zapowiadało się na to, ale najbliższy strzał byłby taki, że przyszła oddać własny los w ręce kart, żeby cokolwiek poczuć. A może żeby przyzwyczajać ciało do przegranej? Sama się nad tym głowiła cały wczorajszy wieczór, główkując zaciekle, czy czasem może nie oczadziała - nawet wyciągnęła w pewnym momencie papeterię, żeby napisać do Dolohova z gorącą prośbą o wróżbę, ale szybko przypomniała sobie, że przecież niebezpośrednio pokłócili się na weselu Blacka i życzyła mu wszystkiego najgorszego. Nie można prosić o przysługi kogoś, kogo w myślach zwyzywało się do trzeciego pokolenia wstecz od dwulicowych baśniopisarzy. Musiała więc się obejść smakiem, jeśli chodzi o prorocze porady, bo jedyną dostępną alternatywą był Alexander, a Eden wolałaby się ugryźć w tyłek niż przyznać otwarcie, że zaczyna wierzyć w jego kocopoły.
Wybrała więc inne wyjście z psychologicznego potrzasku - oszukiwanie siebie samej. Zaczęła sobie wmawiać, że skoro zaprosiła Lorraine, to może wykorzystać spotkanie jako cenną lekcję dla młodej damy, która choć dziarsko, to bez doświadczenia wkracza na salony. Nie przejmowała się zbytnio szemraną przyszłością i prawdopodobnie teraźniejszością kuzynki - była święcie przekonana, że z odrobiną wiary w siebie i w cudzą głupotę, da się zatuszować wszelkie charakterologiczne spaczenia. W końcu dzisiaj nikt już nie pamiętał, że kilka wieków temu Malfoyowie mieszali swoją krew z mugolskimi królowymi, byle ze skarbca zawsze się ulewało, a wszelkie polityczne sznurki pociągane były przez ich zbroczone krwią paluszki. Wystarczyło chwilę pokrzyczeć o czystości krwi, pozbyć się kilku dziwnych krewnych, a także sprytnym eugenicznym zagraniem sprawić, by włos wszelkiej latorośli mienił się złotem i platyną. Po prostu należało o pewnych rzeczach nie wspominać, nikt nie musiał wiedzieć, że Lorraine szlaja się jak zjawa po Nokturnie, i że najlepiej wygląda w pożyczonych sukienkach.
Spojrzała z góry na swoją towarzyszkę; może biła od Eden wyższość, ale nie miała tego w intencji, to była co najwyżej kwestia drobnej różnicy wzrostu i odruchu bezwarunkowego. Nie umknęło jej odwadze, że Lorraine patrzy w nią jak w obrazek - choć powinno łechtać to ego Eden, nie mogła pozbyć się wrażenia, że swojej małej naśladowczyni współczuje. Biedna dała się nabrać na grę pozorów, na fałszywą nieskazitelność, na tę pozorną nieomylność. Gdyby wiedziała, jak bardzo jej idolka rozpaprała sobie życie prywatne, dwa razy zastanowiłaby się przed przyjęciem jakiegokolwiek zaproszenia.
Z przyzwyczajenia nie poczuła skruchy z powodu spóźnienia, jedynie zgrabnym ruchem zdjęła z tacy kieliszek szampana i bez cienia zawahania dołączyła się do wzniesienia toastu. Akurat zaczęła słuchać Agnes, gdy mówiła o szczęściu w miłości, gdy go brak w kartach. Uśmiechnęła się pod nosem z przekąsem, dochodząc do wniosku, że jeśli gospodyni ma rację, to tego wieczoru i tak skończy jako wygrana. Albo wyjdzie z tego przybytku bogatsza, albo przegra kilka rundek, ale za to w końcu zacznie jej się w tym pieprzonym życiu układać.
Przebiegła wzrokiem po gościach, spostrzegając kilka znajomych twarzy. Tej należącej do Anthony'ego zdecydowała się jednak zgrabnie unikać, bo nadal nie podjęła decyzji na temat jego propozycji pracy. Nie chciała mu mówić wprost, że jeszcze sama nie wie, czego chce od życia, bo to strasznie histerycznie i nieprofesjonalnie brzmi, więc powtarzała, że się zastanawia.
- Rekompensata moralna nie jest mi potrzebna, moja droga - odezwała się w końcu do kuzynki, będąc dotychczas zadziwiająco cicha. Słyszała wcześniejszą uszczypliwość na temat Agnes, którą uraczyła ledwie uniesieniem jednego kącika ust. Eden nie miała wielkiego zdania o gospodyni, poza faktem, że nie szanowała się zbyt mocno, skoro przyjaźniła się z jej matką.
- Bardziej mi zależy, żebyś oswoiła się z finansowym ryzykiem - zabrzmiała dumnie, ale tylko dlatego, że nie dodała tej części, gdzie istotną częścią dzisiejszej lekcji będzie też uczenie się, jak trzymać nerwy na wodzy, gdy traci się nad wszystkim kontrolę i ludzie na ciebie przy tym patrzą. Eden chciała zobaczyć, jak Lorraine gra w pokera. Jak w tego pokera gra jej twarz.
Podeszła do stoiska z wymianą żetonów; bez zastanowienia wymieniła tysiąc galeonów na żetony dla siebie i Lorraine. Chciała więcej, ale grzecznie i szybko została poinformowana o rzekomym limicie.
Jak to się mawiało? Idź na całość, albo idź do domu?
- Zrób z nimi, co uważasz za słuszne - oświadczyła, wręczając kuzynce sto żetonów. Nie obchodziło ją, czy wszystko przegra, czy podwoi ich ilość. Interesowało ją jedynie, jak to zrobi.
Następnie ruszyła do stolika, który zasugerowała Lorraine. Miała nosa, co do doboru towarzystwa, nawet jeśli oznaczało to, że będzie musiała się mierzyć z sugestywnymi spojrzeniami Shafiqa.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Eden się nie uśmiechała. Z czego się miała cieszyć? Z rychłego roztrwonienia pieniędzy?
Ku odświeżeniu swojej pamięci przeczytała nie jedną, a dwie publikacje na temat pokera. Gwoli pewności, że będzie pamiętać zasady gry i nie ośmieszy się na wejściu. Już wystarczająco musiała świecić oczyma, że kolejny wieczorek towarzyski obstawia bez męża, biorąc ze sobą przybłędę. Eden nie uważała Lorraine za przybłędę, żeby była jasność; po prostu zawsze jak ktoś oświadczał, że przyprowadził kuzynkę, co by zapoznała się ze śmietanką, znaczyło, że absolutnie nikt nie chciał z nim przyjść na przyjęcie i szukał ofiary po najdalszych członkach rodziny, bo nie było większego wstydu niż przyjść samemu. To stało o tylko jedno miejsce wyżej w rankingu najżałośniejszych posunięć od picia wódki przed lustrem.
Skoro nie nadawała się do grania w karty, to po co tu przyszła? Doskonałe pytanie, może poznamy odpowiedź, kiedy odzyska zdrowy rozsądek. Na pewno nieprędko, nie zapowiadało się na to, ale najbliższy strzał byłby taki, że przyszła oddać własny los w ręce kart, żeby cokolwiek poczuć. A może żeby przyzwyczajać ciało do przegranej? Sama się nad tym głowiła cały wczorajszy wieczór, główkując zaciekle, czy czasem może nie oczadziała - nawet wyciągnęła w pewnym momencie papeterię, żeby napisać do Dolohova z gorącą prośbą o wróżbę, ale szybko przypomniała sobie, że przecież niebezpośrednio pokłócili się na weselu Blacka i życzyła mu wszystkiego najgorszego. Nie można prosić o przysługi kogoś, kogo w myślach zwyzywało się do trzeciego pokolenia wstecz od dwulicowych baśniopisarzy. Musiała więc się obejść smakiem, jeśli chodzi o prorocze porady, bo jedyną dostępną alternatywą był Alexander, a Eden wolałaby się ugryźć w tyłek niż przyznać otwarcie, że zaczyna wierzyć w jego kocopoły.
Wybrała więc inne wyjście z psychologicznego potrzasku - oszukiwanie siebie samej. Zaczęła sobie wmawiać, że skoro zaprosiła Lorraine, to może wykorzystać spotkanie jako cenną lekcję dla młodej damy, która choć dziarsko, to bez doświadczenia wkracza na salony. Nie przejmowała się zbytnio szemraną przyszłością i prawdopodobnie teraźniejszością kuzynki - była święcie przekonana, że z odrobiną wiary w siebie i w cudzą głupotę, da się zatuszować wszelkie charakterologiczne spaczenia. W końcu dzisiaj nikt już nie pamiętał, że kilka wieków temu Malfoyowie mieszali swoją krew z mugolskimi królowymi, byle ze skarbca zawsze się ulewało, a wszelkie polityczne sznurki pociągane były przez ich zbroczone krwią paluszki. Wystarczyło chwilę pokrzyczeć o czystości krwi, pozbyć się kilku dziwnych krewnych, a także sprytnym eugenicznym zagraniem sprawić, by włos wszelkiej latorośli mienił się złotem i platyną. Po prostu należało o pewnych rzeczach nie wspominać, nikt nie musiał wiedzieć, że Lorraine szlaja się jak zjawa po Nokturnie, i że najlepiej wygląda w pożyczonych sukienkach.
Spojrzała z góry na swoją towarzyszkę; może biła od Eden wyższość, ale nie miała tego w intencji, to była co najwyżej kwestia drobnej różnicy wzrostu i odruchu bezwarunkowego. Nie umknęło jej odwadze, że Lorraine patrzy w nią jak w obrazek - choć powinno łechtać to ego Eden, nie mogła pozbyć się wrażenia, że swojej małej naśladowczyni współczuje. Biedna dała się nabrać na grę pozorów, na fałszywą nieskazitelność, na tę pozorną nieomylność. Gdyby wiedziała, jak bardzo jej idolka rozpaprała sobie życie prywatne, dwa razy zastanowiłaby się przed przyjęciem jakiegokolwiek zaproszenia.
Z przyzwyczajenia nie poczuła skruchy z powodu spóźnienia, jedynie zgrabnym ruchem zdjęła z tacy kieliszek szampana i bez cienia zawahania dołączyła się do wzniesienia toastu. Akurat zaczęła słuchać Agnes, gdy mówiła o szczęściu w miłości, gdy go brak w kartach. Uśmiechnęła się pod nosem z przekąsem, dochodząc do wniosku, że jeśli gospodyni ma rację, to tego wieczoru i tak skończy jako wygrana. Albo wyjdzie z tego przybytku bogatsza, albo przegra kilka rundek, ale za to w końcu zacznie jej się w tym pieprzonym życiu układać.
Przebiegła wzrokiem po gościach, spostrzegając kilka znajomych twarzy. Tej należącej do Anthony'ego zdecydowała się jednak zgrabnie unikać, bo nadal nie podjęła decyzji na temat jego propozycji pracy. Nie chciała mu mówić wprost, że jeszcze sama nie wie, czego chce od życia, bo to strasznie histerycznie i nieprofesjonalnie brzmi, więc powtarzała, że się zastanawia.
- Rekompensata moralna nie jest mi potrzebna, moja droga - odezwała się w końcu do kuzynki, będąc dotychczas zadziwiająco cicha. Słyszała wcześniejszą uszczypliwość na temat Agnes, którą uraczyła ledwie uniesieniem jednego kącika ust. Eden nie miała wielkiego zdania o gospodyni, poza faktem, że nie szanowała się zbyt mocno, skoro przyjaźniła się z jej matką.
- Bardziej mi zależy, żebyś oswoiła się z finansowym ryzykiem - zabrzmiała dumnie, ale tylko dlatego, że nie dodała tej części, gdzie istotną częścią dzisiejszej lekcji będzie też uczenie się, jak trzymać nerwy na wodzy, gdy traci się nad wszystkim kontrolę i ludzie na ciebie przy tym patrzą. Eden chciała zobaczyć, jak Lorraine gra w pokera. Jak w tego pokera gra jej twarz.
Podeszła do stoiska z wymianą żetonów; bez zastanowienia wymieniła tysiąc galeonów na żetony dla siebie i Lorraine. Chciała więcej, ale grzecznie i szybko została poinformowana o rzekomym limicie.
Jak to się mawiało? Idź na całość, albo idź do domu?
- Zrób z nimi, co uważasz za słuszne - oświadczyła, wręczając kuzynce sto żetonów. Nie obchodziło ją, czy wszystko przegra, czy podwoi ich ilość. Interesowało ją jedynie, jak to zrobi.
Następnie ruszyła do stolika, który zasugerowała Lorraine. Miała nosa, co do doboru towarzystwa, nawet jeśli oznaczało to, że będzie musiała się mierzyć z sugestywnymi spojrzeniami Shafiqa.
@Robert Mulciber
Wymieniam 1000 galeonów na 100 żetonów dla siebie i 100 żetonów dla Lorraine.
Wymieniam 1000 galeonów na 100 żetonów dla siebie i 100 żetonów dla Lorraine.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~