08.01.2023, 19:36 ✶
Co jak co, ale unikanie kuzyna szło jej w ostatnim czasie nad wyraz dobrze. Ich ostatniego spotkania bynajmniej nie mogli zaliczyć do udanych, toteż Sophie, jak na mądrą czarownicę przystało, uznała, że pewna odległość od kuzyna, jest w tym momencie wskazana. Jako że sama nie miała za bardzo co robić w Wielkiej Brytanii, to nic nie stało na przeszkodzie, aby popatrzyła przez kilka dni, co robi Castiel. Kwestia kamuflażu była dla niej kompletnie bezproblemowa, więc niejednokrotnie włóczyła się za nim jako stara kobieta, jakiś menel z nie do końca sprawną nogą, pani z ministerstwa magii i wiele, naprawdę różnorakich postaci. Tego dnia miała jednak do załatwienia swoje sprawy w Ministerstwie Magii. W końcu musiała znaleźć jakąś normalną pracę, która da jej godziwe wynagrodzenie i będzie chociaż w minimalnym stopniu zbliżona do tego, co robiła w USA. Nie miała lepszego pomysłu niż udać się do Ministerstwa Magii i zapytać, co mogą jej zaoferować.
Po wszystkim udała się do bufetu, bo naprawdę zgłodniała. Zamówiła sobie porządną kanapkę i dużą, czarną kawę, po czym usiadła przy jednym z wolnych stolików. Złapała porzucone przez kogoś wydanie Proroka Codziennego i otworzyła na jednej z pierwszych stron. Palcem wolnej ręki zaczęła kręcić nad filiżanką kawy, aby bezróżdżkowo zamieszać w niej cukier i mleko.
Widziała nadchodzącego kuzyna. Jako auror miała pewne nawyki których nie mogła się pozbyć, choćby bardzo chciała. Dlatego kiedy ten usiadł naprzeciwko niej i rzucił w jej stronę oskarżające spojrzenie, ona jedynie obniżyła nieco gazetę i uniosła jedną brew w pytającym geście.
- Gdy zależało mi na tym, aby się przed Tobą ukrywać, to byś mnie nie znalazł - oznajmiła tylko, wracając wzrokiem do przerwanego artykułu. Nie była w stanie go czytać, gdy Castiel rzucał w jej kierunku te dziwaczne komentarze, więc po chwili z głośnym westchnieniem złożyła gazetę na pół i położyła na wolnej części blatu stolika.
- Psujesz mi lunch, a jestem naprawdę głodna, Castiel - jęknęła, po czym wyrwała spod jego dłoni list od swojego ojca. Oczywiście znów posłużyła się magią bezróżdżkową, więc list rozwinął się przed nią i idealnie wyprostował, by mogła szybko przebiec wzrokiem po jego treści.
- Oczywiście - powiedziała tylko, nie definiując jakiego rodzaju oczywiście miała dokładnie na myśli. Oczywiście, zajmę się tym. Oczywiście, więcej nie będę Twoim problemem. Oczywiście, czego innego mogłabym się spodziewać po ojcu...
List zwinął się ponownie w rulon po czym opadł na blat stolika. Sophie sięgnęła po filiżankę kawy i upiła z niej duży łyk, patrząc prosto w oczy kuzyna, bardzo ciekawa jego reakcji.
- Kawy? Ja stawiam - zaproponowała jeszcze, jak przystało na kulturalną damę.
Po wszystkim udała się do bufetu, bo naprawdę zgłodniała. Zamówiła sobie porządną kanapkę i dużą, czarną kawę, po czym usiadła przy jednym z wolnych stolików. Złapała porzucone przez kogoś wydanie Proroka Codziennego i otworzyła na jednej z pierwszych stron. Palcem wolnej ręki zaczęła kręcić nad filiżanką kawy, aby bezróżdżkowo zamieszać w niej cukier i mleko.
Widziała nadchodzącego kuzyna. Jako auror miała pewne nawyki których nie mogła się pozbyć, choćby bardzo chciała. Dlatego kiedy ten usiadł naprzeciwko niej i rzucił w jej stronę oskarżające spojrzenie, ona jedynie obniżyła nieco gazetę i uniosła jedną brew w pytającym geście.
- Gdy zależało mi na tym, aby się przed Tobą ukrywać, to byś mnie nie znalazł - oznajmiła tylko, wracając wzrokiem do przerwanego artykułu. Nie była w stanie go czytać, gdy Castiel rzucał w jej kierunku te dziwaczne komentarze, więc po chwili z głośnym westchnieniem złożyła gazetę na pół i położyła na wolnej części blatu stolika.
- Psujesz mi lunch, a jestem naprawdę głodna, Castiel - jęknęła, po czym wyrwała spod jego dłoni list od swojego ojca. Oczywiście znów posłużyła się magią bezróżdżkową, więc list rozwinął się przed nią i idealnie wyprostował, by mogła szybko przebiec wzrokiem po jego treści.
- Oczywiście - powiedziała tylko, nie definiując jakiego rodzaju oczywiście miała dokładnie na myśli. Oczywiście, zajmę się tym. Oczywiście, więcej nie będę Twoim problemem. Oczywiście, czego innego mogłabym się spodziewać po ojcu...
List zwinął się ponownie w rulon po czym opadł na blat stolika. Sophie sięgnęła po filiżankę kawy i upiła z niej duży łyk, patrząc prosto w oczy kuzyna, bardzo ciekawa jego reakcji.
- Kawy? Ja stawiam - zaproponowała jeszcze, jak przystało na kulturalną damę.