05.07.2024, 00:30 ✶
Jednym z największych atrybutów bycia hybrydą, tańczenia na granicy człowieczeństwa, gdzie trzy formy mieszały się ze sobą w korowodzie nagiej skóry, grubego futra i wypłowiałych piór... największym atrybutem był fakt, że Sam mógł mieć tylko kawałek innej egzystencji za własną. Na przykład ściółkę śluzówki jamy nosowej i gardła dającej mu węch niedźwiedzia, na przykład złociste oko dające mu wzrok krogulca. Dziś nie potrzebował tego absolutnie, bowiem Nikolaia dostrzegł z daleka jeszcze, zbyt zaabsorbowany jednak dziewczynami, żeby należycie zaakcentować fakt widzenia chłopaka. Owszem miała być niespodzianka i owszem, to właśnie Niko był tą niespodzianką, bo nie zdradził ani Norze ani Mabel jak te wyścigi będą wyglądać.
Ale oto byli na miejscu.
Oto mieli stanąć znów w szranki, tym razem jednak bez krwi i rozdartej skóry, bez wzajemnego omdlenia. Nie żeby Sam żałował tamtej pomyłki, tamtego pojedynku i otarcia się o śmierć. Może stracił wtedy dumę, obwiązany magiczną nicią jak podłużna samuelowa szynka, ale zyskał coś, czego nigdy nie miał – brata.
W głowie Sama był to więc wypad ekstremalnie rodzinny, choć znów, poszum lasu wibrował strunami jego duszy i tak żałował, że nie może zabrać ich do Kniei, przedstawić Rose, która mogłaby być ich tłumaczem w rozmowie z drzewami. Westchnął więc i zamiast odpowiedzieć Mabel, zakrzyknął entuzjastycznie:
– Niko! Niko tu jesteśmy! Co się czaisz jak czajka, chodź tu szybko muszę Cię przedstawić w końcu! – mówił roześmiany i zniecierpliwiony, a przecież jeszcze kwartał temu nie miał nic z tego. Jakim bogaczem człowiek mógł się stać w ledwie kilka chwil? Samuel cały czas nie mógł pomieścić tego w sercu.
– Nora, to jest mój brat niedźwiedź. Pomaga wujowi hodować hipogryfy – tu niby mówił dalej Norze, ale odwrócił się ku Mabel wysoko wysotuńko unosząc brwi porozumiewawczo. Że mała przebąkiwała coś na temat własnego hipogryfa, to obiło mu się o uszy gdy pomagała mu zaprojektować meble w domu ogrodnika, który - o ironio - sam zasiedlił chwilę później. – Myślę, że Vlad coś ostatnio narzekał, że za wolno czyścimy te stajnie więc może jakaś... mała asysta...– och jak on to ćwiczył, jak układał wcześniej słowa przed lustrem, żeby brzmieć swobodnie i dorośle, a jednak wciąż unosił brwi sugestywnie do dziewczynki na wypadek gdyby nie zrozumiała tej Bardzo Zawoalowanej Aluzji.
Odchrząknął.
– Może za tydzień w sobotę byśmy się tam przeszli? Jak Suzi pozwoli, to zamiast na niedźwiedziu przeleciałabyś się na hipogryfie. – to eskalowało bardzo szybko, a widząc twarz Nory Sam bardzo pospiesznie dodał: – No i oczywiście jeśli mama pozwoli. Ale czyszczenie stajni chyba wchodzi w grę prawda, hipogryfia kupa nie zrobi jej krzywdy obiecuję! – dodał, może nieco zbyt pospiesznie.
– W każdym razie Niko poznaj moją narzeczoną i jej córkę Mabel. To jest Nora Figg, która ma bardzo słynną klubokawiarnię w Londynie. Ach no i Karl. Jest jeszcze Karl. – Głupio było się bać kota, ale ich pierwsze spotkanie nie było aż tak miłe, a drugie i trzecie przebiegało w bardzo sążnistym chaosie, więc Sam do końca nie wiedział jaki jest status ich relacji. Bo to jest normalne mieć relację z kotem. Tak było w rodzinie Figgów, a on miał się stać częścią tej rodziny.
– Możemy się najpierw przejechać, a potem coś zjeść, podejrzewam, że po wyścigu wszyscy będziemy mieć niedźwiedzie apetyty. – Zatarł ręce rozradowany. – Dobrze moje księżniczki, to teraz musicie wybrać swojego... – umilkł odwracając się w kierunku Nikosia, bo przecież mu nie powiedział. – No em... Niko ścigamy się do tamtej ruiny i z powrotem. W futrze. Z księżniczką na plecach. Karl nie wiem czy chce jechać. E... Karl chcesz też się przejechać?– Ostatnie pytanie padło w kierunku kota, nawet jeśli Sam patrzył zezem pół cala nad jego lewym uchem.
Ale oto byli na miejscu.
Oto mieli stanąć znów w szranki, tym razem jednak bez krwi i rozdartej skóry, bez wzajemnego omdlenia. Nie żeby Sam żałował tamtej pomyłki, tamtego pojedynku i otarcia się o śmierć. Może stracił wtedy dumę, obwiązany magiczną nicią jak podłużna samuelowa szynka, ale zyskał coś, czego nigdy nie miał – brata.
W głowie Sama był to więc wypad ekstremalnie rodzinny, choć znów, poszum lasu wibrował strunami jego duszy i tak żałował, że nie może zabrać ich do Kniei, przedstawić Rose, która mogłaby być ich tłumaczem w rozmowie z drzewami. Westchnął więc i zamiast odpowiedzieć Mabel, zakrzyknął entuzjastycznie:
– Niko! Niko tu jesteśmy! Co się czaisz jak czajka, chodź tu szybko muszę Cię przedstawić w końcu! – mówił roześmiany i zniecierpliwiony, a przecież jeszcze kwartał temu nie miał nic z tego. Jakim bogaczem człowiek mógł się stać w ledwie kilka chwil? Samuel cały czas nie mógł pomieścić tego w sercu.
– Nora, to jest mój brat niedźwiedź. Pomaga wujowi hodować hipogryfy – tu niby mówił dalej Norze, ale odwrócił się ku Mabel wysoko wysotuńko unosząc brwi porozumiewawczo. Że mała przebąkiwała coś na temat własnego hipogryfa, to obiło mu się o uszy gdy pomagała mu zaprojektować meble w domu ogrodnika, który - o ironio - sam zasiedlił chwilę później. – Myślę, że Vlad coś ostatnio narzekał, że za wolno czyścimy te stajnie więc może jakaś... mała asysta...– och jak on to ćwiczył, jak układał wcześniej słowa przed lustrem, żeby brzmieć swobodnie i dorośle, a jednak wciąż unosił brwi sugestywnie do dziewczynki na wypadek gdyby nie zrozumiała tej Bardzo Zawoalowanej Aluzji.
Odchrząknął.
– Może za tydzień w sobotę byśmy się tam przeszli? Jak Suzi pozwoli, to zamiast na niedźwiedziu przeleciałabyś się na hipogryfie. – to eskalowało bardzo szybko, a widząc twarz Nory Sam bardzo pospiesznie dodał: – No i oczywiście jeśli mama pozwoli. Ale czyszczenie stajni chyba wchodzi w grę prawda, hipogryfia kupa nie zrobi jej krzywdy obiecuję! – dodał, może nieco zbyt pospiesznie.
– W każdym razie Niko poznaj moją narzeczoną i jej córkę Mabel. To jest Nora Figg, która ma bardzo słynną klubokawiarnię w Londynie. Ach no i Karl. Jest jeszcze Karl. – Głupio było się bać kota, ale ich pierwsze spotkanie nie było aż tak miłe, a drugie i trzecie przebiegało w bardzo sążnistym chaosie, więc Sam do końca nie wiedział jaki jest status ich relacji. Bo to jest normalne mieć relację z kotem. Tak było w rodzinie Figgów, a on miał się stać częścią tej rodziny.
– Możemy się najpierw przejechać, a potem coś zjeść, podejrzewam, że po wyścigu wszyscy będziemy mieć niedźwiedzie apetyty. – Zatarł ręce rozradowany. – Dobrze moje księżniczki, to teraz musicie wybrać swojego... – umilkł odwracając się w kierunku Nikosia, bo przecież mu nie powiedział. – No em... Niko ścigamy się do tamtej ruiny i z powrotem. W futrze. Z księżniczką na plecach. Karl nie wiem czy chce jechać. E... Karl chcesz też się przejechać?– Ostatnie pytanie padło w kierunku kota, nawet jeśli Sam patrzył zezem pół cala nad jego lewym uchem.