05.07.2024, 00:33 ✶
Uśmiechnął się tajemniczo i nachylił się w stronę córki. Oddech miał ognisty, chyba nawet zbyt ognisty jak od jednej małej Jaskółki, którą dopiero co pociągnęli z piersiówki. Z pewnością musiał doprawić się czymś wcześniej... albo czymś jeszcze, kiedy Geraldine nie patrzyła.
— Dwóch rzeczy matka nigdy nie zapomni — rzucił półszeptem, jakby zdradzał jej największą tajemnicę życia. Być może tak właśnie było. — Dnia, w którym cię urodziła i tych wszystkich pudełek z jedzeniem, które miałaś jej oddać i nigdy tego nie zrobiłaś.
W odpowiedzi na jej obawy machnął tylko lekceważąco ręką.
— Nie strasz nie strasz, bo się... — urwał, jakby w porę przypominając sobie, że nie wypada mu przeklinać przy dziecku. Nawet, jeśli było już dorosłe. — Czterdzieści lat po kieliszku latam i nigdy mnie nie złapali! Raz tylko... Prawie, przez takiego Lamberta. Lambert, Lambert, tyyyyyy chuju!
A potem umilkł, spojrzał na nią jakoś dziwnie i podrapał się po głowie z rosnącym wyrazem konsternacji, który odznaczał się na jego twarzy.
— U ciebie? — dopytał z niedowierzaniem — Astaroth mieszka u ciebie, moja Płoteczko? Dałbym sobie rękę uciąć, że znalazł se wreszcie jaką pannicę i wreszcie co z tego będzie, nawet prosiaka żem kupił i zaczął tuczyć na weselicho. I co? Dzisiaj nie miałbym ręki! Do diabła z wami wszystkimi, Geraldine! — podniósł głos, ale wcale nie brzmiał na wściekłego — Kiedy twoi bracia zamierzają się wreszcie ożenić i przekazać dalej dumną i czystą kreeeeeew Yaxleyów?
Krew Gerarda z pewnością była czysta - w żyłach krążył mu czysty alkohol.
— Nooo, ale opowiadaj. Co za kaletnik?
— Dwóch rzeczy matka nigdy nie zapomni — rzucił półszeptem, jakby zdradzał jej największą tajemnicę życia. Być może tak właśnie było. — Dnia, w którym cię urodziła i tych wszystkich pudełek z jedzeniem, które miałaś jej oddać i nigdy tego nie zrobiłaś.
W odpowiedzi na jej obawy machnął tylko lekceważąco ręką.
— Nie strasz nie strasz, bo się... — urwał, jakby w porę przypominając sobie, że nie wypada mu przeklinać przy dziecku. Nawet, jeśli było już dorosłe. — Czterdzieści lat po kieliszku latam i nigdy mnie nie złapali! Raz tylko... Prawie, przez takiego Lamberta. Lambert, Lambert, tyyyyyy chuju!
A potem umilkł, spojrzał na nią jakoś dziwnie i podrapał się po głowie z rosnącym wyrazem konsternacji, który odznaczał się na jego twarzy.
— U ciebie? — dopytał z niedowierzaniem — Astaroth mieszka u ciebie, moja Płoteczko? Dałbym sobie rękę uciąć, że znalazł se wreszcie jaką pannicę i wreszcie co z tego będzie, nawet prosiaka żem kupił i zaczął tuczyć na weselicho. I co? Dzisiaj nie miałbym ręki! Do diabła z wami wszystkimi, Geraldine! — podniósł głos, ale wcale nie brzmiał na wściekłego — Kiedy twoi bracia zamierzają się wreszcie ożenić i przekazać dalej dumną i czystą kreeeeeew Yaxleyów?
Krew Gerarda z pewnością była czysta - w żyłach krążył mu czysty alkohol.
— Nooo, ale opowiadaj. Co za kaletnik?