05.07.2024, 05:52 ✶
Ostatnie 24 godziny to był jakiś jeden wielki żart. A może było ich więcej? Atreus już sam nie był pewien ani która była dokładnie godzina, ani która była kiedy wczorajszego dnia wyruszali na statek. Tak samo nie był już w stanie wrócili, a potem kiedy wypłynęły informacje o Stonehenge. Wiedział tylko, że był kurewsko zmęczony. To, co działo się na statku, wyraźnie go wzburzyło, zaszczepiając w nim daleko idące lęki. Drgające czarna aura, którą ociekał cały statek, obudziły w nim coś, co teraz stroszyło się niepewnie, chcąc wyglądać na groźniejsze niż było w rzeczywistości - wszystko w celu samoobrony. Sama sylwetka Persephony Fawley, która cały ten statek widmo wprawiła w ruch, śnił mu się nawet dzisiaj, podczas tych paru godzin snu, które mu przysługiwały, a które odebrał gdzieś nad ranem, a może już przed południem.
Kiedy wczorajszego dnia wrócili z morza, część ruszyła do domów, ale paru nieszczęśników którzy zostali w Ministerstwie, albo zwyczajnie byli w kontakcie, szybko pochwycono by wysłać w okolicę Salisbury. Podczas gdy brygada uderzeniowa zajmowała się cywilami i ogradzała teren, dbając by zostały rzucone odpowiednie zaklęcia, aurorzy mieli zadanie przetrzepać całe to miejsce w poszukiwaniu śladów czarnej magii. To co wygrzebali w żadnym wypadku nie było obiecujące, a kamienny ołtarz, teraz poplamiony krwią Agathy wydawał się absurdalnie wręcz nieinteresujący. Bo o wiele łatwiej by było, gdyby całe to miejsce cuchnęło wręcz popielnym zapachem czarnej magii.
Kiedy wrócił nad ranem do rodzinnej kamienicy, zdążył doprowadzić się do porządku i przespać chwilę, nawet zdziwiony że tym razem nie pokonała go bezsenność. Ale ta szybko wróciła, przywołana obrazami, które na nowo wprowadzały go w stan niepokoju i poddenerwowania. Widział Fawley, a raczej jej kłębiący się od czerni cień. Znowu był w roli Cavendisha, który razem z bratem miał sprytny plan uwiedzenia jakiejś młodej żonki bogatego faceta i wyłudzenia od niego pieniędzy. Znowu trzymał na rękach Maddie i patrzył, jak statek zalewa woda. I w końcu też znowu stał z Brenną, ściskając ją za dłonie i proponując samobójstwo.
Teraz siedział na wskazanym wcześniej przez Lorraine krześle i pocierał bezmyślnie wnętrze dłoni kciukiem. Był zmęczony, czy nawet wyglądał gorzej niż zwykle, kiedy niedosypiał, a praca przyciskała go mocniej. Bo teraz nie tylko niedomagało jego ciało, a ciążyły mu wszystkie wątpliwości i myśli, które wyniósł z Perły Morza.
- Z tego co rozumiem przenieśli ją do Lecznicy Dusz, po tym zajęli się nią w Mungu. Chciała to zrobić czy nie - zrobiła to i teraz trafiła do wariatkowa. Mam wrażenie, że wierzyła że to coś da - sam nie rozmawiał z Agathą, bo zwyczajnie nie było na to czasu. Najpierw zajęli się nią uzdrowiciele, a potem spakowano ją i oddano pod specjalistyczną opiekę. Miał tylko nadzieję, że nie dostała pokoiku obok Isobell, żeby szeptała jej coś przez ściany. Westchnął, podnosząc spojrzenie na jej twarz. - Też tam byłyście. Ty, Maeve, inne kobiety. Każdy mógł jej ten nóż zabrać i nikt nic nie zrobił - zapobiec temu nie było tylko kwestią tego, że mężczyźni nic nie zrobili. A spychanie z siebie winy było w tym momencie dla Atreusa zwyczajnie śmieszne. Każdy mógł być w szoku. Każdy mógł nie wierzyć, że to dzieje się naprawdę, albo zostanie doprowadzone do końca. Nikt o zdrowych zmysłach, słuchając ich opowieści, nie podejrzewał ich o nic - winna była tylko Arcykapłanka i kobiety z kowenu, które mogły podejrzewać do czego to dąży. - Możesz powiedzieć co Isobell mówiła dokładnie, zanim postanowiła zarżnąć najpierw tego baranka, a potem wybrać ochotnika?
Kiedy wczorajszego dnia wrócili z morza, część ruszyła do domów, ale paru nieszczęśników którzy zostali w Ministerstwie, albo zwyczajnie byli w kontakcie, szybko pochwycono by wysłać w okolicę Salisbury. Podczas gdy brygada uderzeniowa zajmowała się cywilami i ogradzała teren, dbając by zostały rzucone odpowiednie zaklęcia, aurorzy mieli zadanie przetrzepać całe to miejsce w poszukiwaniu śladów czarnej magii. To co wygrzebali w żadnym wypadku nie było obiecujące, a kamienny ołtarz, teraz poplamiony krwią Agathy wydawał się absurdalnie wręcz nieinteresujący. Bo o wiele łatwiej by było, gdyby całe to miejsce cuchnęło wręcz popielnym zapachem czarnej magii.
Kiedy wrócił nad ranem do rodzinnej kamienicy, zdążył doprowadzić się do porządku i przespać chwilę, nawet zdziwiony że tym razem nie pokonała go bezsenność. Ale ta szybko wróciła, przywołana obrazami, które na nowo wprowadzały go w stan niepokoju i poddenerwowania. Widział Fawley, a raczej jej kłębiący się od czerni cień. Znowu był w roli Cavendisha, który razem z bratem miał sprytny plan uwiedzenia jakiejś młodej żonki bogatego faceta i wyłudzenia od niego pieniędzy. Znowu trzymał na rękach Maddie i patrzył, jak statek zalewa woda. I w końcu też znowu stał z Brenną, ściskając ją za dłonie i proponując samobójstwo.
Teraz siedział na wskazanym wcześniej przez Lorraine krześle i pocierał bezmyślnie wnętrze dłoni kciukiem. Był zmęczony, czy nawet wyglądał gorzej niż zwykle, kiedy niedosypiał, a praca przyciskała go mocniej. Bo teraz nie tylko niedomagało jego ciało, a ciążyły mu wszystkie wątpliwości i myśli, które wyniósł z Perły Morza.
- Z tego co rozumiem przenieśli ją do Lecznicy Dusz, po tym zajęli się nią w Mungu. Chciała to zrobić czy nie - zrobiła to i teraz trafiła do wariatkowa. Mam wrażenie, że wierzyła że to coś da - sam nie rozmawiał z Agathą, bo zwyczajnie nie było na to czasu. Najpierw zajęli się nią uzdrowiciele, a potem spakowano ją i oddano pod specjalistyczną opiekę. Miał tylko nadzieję, że nie dostała pokoiku obok Isobell, żeby szeptała jej coś przez ściany. Westchnął, podnosząc spojrzenie na jej twarz. - Też tam byłyście. Ty, Maeve, inne kobiety. Każdy mógł jej ten nóż zabrać i nikt nic nie zrobił - zapobiec temu nie było tylko kwestią tego, że mężczyźni nic nie zrobili. A spychanie z siebie winy było w tym momencie dla Atreusa zwyczajnie śmieszne. Każdy mógł być w szoku. Każdy mógł nie wierzyć, że to dzieje się naprawdę, albo zostanie doprowadzone do końca. Nikt o zdrowych zmysłach, słuchając ich opowieści, nie podejrzewał ich o nic - winna była tylko Arcykapłanka i kobiety z kowenu, które mogły podejrzewać do czego to dąży. - Możesz powiedzieć co Isobell mówiła dokładnie, zanim postanowiła zarżnąć najpierw tego baranka, a potem wybrać ochotnika?