Nora nie spodziewała się, że ten poranek zakończy się tak dramatycznie. Zupełnie nie zakładała, że coś może pójść nie tak. Jak widać nie mogło być zbyt kolorowo. Sam odleciał, Leo pognał za nim. Nie spodziewała się po swoim ulubionym pracowniku takiej reakcji, miała nadzieję, że to tylko chwilowe i mu przejdzie bo będą musieli się pożegnać. Nie zniesie więcej dewastacji swojej kuchni. Tego było zbyt wiele. Miała nadzieję, że Samuel nie zrazi się do Londynu po tym, co się tutaj wydarzyło. W końcu i tak nie znosił tego miejsca.
Nie miała siły teraz nic tłumaczyć, bo trochę ją przerosła ta cała sytuacja. Nie chciała w ten sposób oznajmić Mabel i Thomasowi o tym, co się wydarzyło, została trochę podstawiona pod ścianą. Humor nieco jej się popsuł, czuła że średnio sobie ze wszystkim poradziła, nie znosiła takich momentów.
Leo dalej gadał coś o jakimś Thoranie, przy wychodzeniu z klubokawiarni. Norka nie miała pojęcia kim on jest, ale na pewno nie był jej Samuelem z Kniei, coś musiało się mu pomieszać, wydawał się iść w to strasznie, kto wie dlaczego.
- Leo, idź już, nie mam siły na dalszą dyskusję. - Powiedziała nieco zmęczonym tonem głosu, mógł sobie pójść, bo miała świadomość, że teraz już nic nie zrobi Samowi, był bezpieczny, wyfrunął przez okno, więc rudy kocur go nie dorwie.
- Wyjaśnię ci wszystko Mabel, i tobie też. - Przeniosła wzrok na brata, wiedziała, że dosyć znienacka padłą ta informacja i że to mogło być za dużo, będzie musiała powoli mu wszystko wyjaśnić, miała nadzieję, że jakoś sobie poradzi z przyswojeniem tego, co się właśnie wydarzyło.