Zaśmiał się cicho i pokręcił lekko głową, bo przeprosiny nie były tu potrzebne. To raczej on powinien przeprosić, bo przecież gdyby nie ciągnął tego tematu, chusteczka nie byłaby teraz potrzebna. No ale nic wielkiego się przecież nie stało, prawda?
-To mógłby być przełom w zielarstwie, taka tresowana kapustka. Myślę, czy nie zapytać o to któregoś Sprouta - oni z pewnością mogliby odpowiedzieć na to pytanie, a jeśli nie, to z pewnością by ich to zaintrygowało i może nawet pomogliby przy eksperymencie. A w następnym wydaniu Proroka Codziennego przeczytaliby artykuł, jak to wytresowana kapustka uchroniła kogoś tam ważnego przed atakiem jakiegoś wroga, kąsając jedynie tych, którzy ważniakowi źle życzyli.
Spacer zawsze był dobrym pomysłem, gdy wszystkie inne nie miały szansy powodzenia, a nie chciało się rozstawać z osobą, którą zaprosiło się na spotkanie. Wieczór okazał się o wiele cieplejszy, niż Jessie się spodziewał i w sumie niepotrzebnie brał płaszcz. Na szczęście był on dość lekki, więc temperatura wyższa, niż ta spodziewana, nie była aż tak wielkim problemem.
-Naprawdę? Hm, chyba będę musiał wybrać się tu któregoś razu o trzeciej nad ranem, bo brzmi to naprawdę intrygująco. Nie masz się jednak o co martwić, bo z całą pewnością nie ma jeszcze trzeciej nad ranem.
Sam taki spacer, o tej specyficznej porze, wzdłuż pustych uliczek Pokątnej, a zwłaszcza w pobliżu Nokturnu, podczas którego istniała szansa spotkania tajemniczej postaci, mógł wydawać się intrygujący, może trochę niepokojąco, ale z pewnością wywołujący dreszczyk emocji, ale z pewnością nie byłby to dobry pomysł na spędzenie z dobrymi znajomymi ze szkoły. Kto wie, co mogłoby się wtedy stać?
I właśnie w tamtym momencie, gdy Jessie chciał poprosić Menodorę o radę, jak oduczyć psa podgryzania roślinek (może to był taki okres buntu Benjiego?), jego uwagę zwróciło coś, co dziać się mogło tylko nocą, w zaciszu bocznych uliczek.
Zdecydowanie wolałby, by Menodora za nim nie szła, w razie, gdyby tym kształtem, czającym się w cieniu, była jakaś niebezpieczna istota, ale może dobrym posunięciem z jej strony było, że jednak nie oddalała się od niego? W końcu kto wie, czy coś innego nie czai się po drugiej stronie i tylko czeka, aż młoda dziewczyna zostanie sama...
Z wyciągniętą różdżką zbliżał się powoli do poruszającego się dziwnie kształtu i kiedy z końca jego różdżki zalśniło piękne Lumos, Jessie niemal poczuł, jak z jego twarzy spłynęła cała krew.
Tym kształtem, który zaniepokoił chłopaka, była para. Mężczyzna i kobieta, spleceni w uścisku, który stawał się tym bardziej niepokojący, im dłużej się tej parze przyglądało. Kobieta, niby stojąca na własnych nogach, na wysokich szpilkach, niemal wyślizgiwała się z ramion młodzieńca, który ją obejmował. Jej ramiona zwisały bezwładnie wzdłuż ciała, długie włosy w kolorze intensywnej czerni poruszały się lekko na wietrze, proste i lśniące.
Jej partner wtulał twarz w zagłębienie jej szyi i może nawet wyglądałoby to na tragiczną scenę kochanków, gdyby nie obrzydliwe dźwięki siorbania, które wydobywały się właśnie z okolic szyi kobiety. I kiedy magiczne światło rozwiało częściowo ciemność, młodzieniec oderwał się od szyi kobiety.
Wampir.
Blady, jasnowłosy, z jarzącymi się czerwienią oczami i pokrytymi gorącą jeszcze krwią kłami, i ustami. Ciemnoczerwona stróżka potoczyła się powoli z kącika jego ust.
Był młody. Gdyby był człowiekiem, mógłby być zaledwie kilka lat starszy od Jaspera i Menodory.
-J-ja.. Ja to wszystko wyjaśnię - odezwał się powoli, ochryple. -To... To nie to... Na co wygląda...
-Ty... Ty właśnie... - Jessie poczuł, jak jego żołądek wywrócił się na prawą stronę, gotowy przy tym wyrzucić z siebie całą swoją zawartość.
Ten wampir przed chwilą ssał jakąś kobietę. Tego nie da się odzobaczyć.
-Odsuń się od niej - powiedział oschle Jessie, celując różdżką w wampira.
Wampir powoli posadził kobietę pod ścianą, ledwo przytomną, i równie powoli podniósł się, unosząc ręce.
-Proszę - mówił dalej, tym razem patrząc na Menodorę. -Byłem... Tak strasznie głodny... Ta kobieta... Ona się zgodziła... Przysięgam...