06.07.2024, 01:09 ✶
Skrzywiła się nieco; drażnił ją dym papierosa, ale nie przeszło jej nawet przez myśl, by to skomentować. Stał się tak integralną, nieodłączną częścią Alastora, że przestawał stopniowo jej przeszkadzać. Ostatnimi czasy dochodziła nawet do wniosku, że nawet jeśli irytuje ją, gdy czuje go w pobliżu, to zaczyna za nim niemożebnie tęsknić, gdy go wraz z właścicielem zabraknie.
- Ktokolwiek by to nie był, jedynie wykorzystał okazję - odparła spokojnie, nie chcąc się ani zgadzać, ani zaprzeczać z uznaniem całego zajścia za wredne. Było zabawne, a o ile Eden dobrze się zorientowała, naszprycowane były jedynie drinki. Gdyby Perseus raczył się czystym alkoholem jak prawdziwy mężczyzna, którym nie jest i nie będzie, krzywda by mu się nie zadziała. - W życiu nie dopuściłabym do sytuacji, gdzie na moim weselu ktoś tak łatwo dolewa czegoś do napojów i naraża moją reputację na szwank. Czy wspominałam, że Black na dodatek przez cały wieczór absolutnie nic z tym ambarasem nie zrobił? Jeszcze zanim dopadła go klątwa starczej demencji, po parkiecie hulały jakieś przerośnięte szczury - mówiąc to, wyglądała na zniesmaczoną niekompetencją swojego byłego szwagra. Kolejny dowód na to, że rozwód Eunice chyba przysporzy im w ostatecznym rozrachunku więcej pożytku niż szkody. - Aż można pokusić się o domniemanie, że sam zaczarował drinki dla odstawienia cyrku. W końcu zaprosił na przyjęcie również przybłędy od Bellów, może właśnie w takie klimaty celował. - Wywróciła oczyma, zakładając nogę na nogę i opatulając się ciaśniej szalem. Kiedy skończyła swój krytyczny wywód na temat Percy'ego, dotarło do niej, że to, co zrobiła, było wobec niego niemiłe. Wylała gorzkie żale tuż po tym, gdy w nadziei na nawrócenie zapytała Moody'ego, by ocenił, czy jakieś jej zachowanie było wredne, aby mogła na przyszłość uważać i takowego unikać.
Poczuła się wybitnie niezręcznie, aż tyłek zapiekł ją ze wstydu. Gwałtownie obróciła głowę w kierunku jeziora, udając zainteresowaną rozciągającym się przed nimi bezkresem wody, przez co leżała teraz w tak dziwacznej pozycji, że chyba sama się prosiła o wypadnięcie za burtę i spotkanie czołowe z Nessie. Może po tym wszystkim coraz bardziej tego pragnęła.
- Już myślałam, że powiesz, że jedynym potworem na tym jeziorze jestem ja - mruknęła w odpowiedzi na jego bohaterskie zapewnienie, odruchowo lekko uśmiechając się pod nosem. Wiedziała, że nie utonie - raz ją z dna wyciągnął, zrobi to drugi raz. Miała nawet przeczucie, że wcale nie miała teraz na myśli wyciągania z wody.
Wtem łódką coś zatrzęsło. Eden błyskawicznie załapała się burty, chwyciła ją tak mocno, że aż poczuła trzask paznokcia u czubka kciuka. Oczy miała rozpostarte szeroko, drugą ręką zaczęła się w popłochu obmacywać, szukając różdżki niczym tonący brzytwy. Jak na nieszczęście nie mogła jej znaleźć. Alastor mógł powiedzieć w tym momencie cokolwiek, ale nie przekonałby Eden, że to ona była tym potworem z Loch Ness - teraz była święcie przekonana, że miała przynajmniej jednego dublera i dobijał się do nich od spodu.
- Powiedz, że to byłeś ty - jęknęła pełna desperackiej nadziei, a potem spojrzała na wodę i poczuła, jak ta wiara w happy end odpływa razem z wiosłami, które teraz wesoło sunęły na samo dno. Dobrze, że złapał ją za tę nogę - z jednej strony dodawał jej tym otuchy, a z drugiej powstrzymywał od kopnięcia go. Mianowicie, gdy Eden zaczynała się bać, odruchowo szukała winnego. Nie było tutaj lustra, więc nikogo oprócz Moody'ego nie widziała. - No i czemu ich nie trzymałeś? Jak teraz niby dopłyniemy do brzegu, co? Mam wesoło płynąć wpław? A co jak mi Nessie użre nogę? Będziesz mnie chciał z kikutem? - Rozpoczęła serię wyrzutów, ale jeśli Alastor spojrzałby jej teraz w oczy, zamiast gniewu dostrzegłby strach. A także niemą obietnicę, że jej noga na żadnej łódce już nigdy nie postanie.
- Ktokolwiek by to nie był, jedynie wykorzystał okazję - odparła spokojnie, nie chcąc się ani zgadzać, ani zaprzeczać z uznaniem całego zajścia za wredne. Było zabawne, a o ile Eden dobrze się zorientowała, naszprycowane były jedynie drinki. Gdyby Perseus raczył się czystym alkoholem jak prawdziwy mężczyzna, którym nie jest i nie będzie, krzywda by mu się nie zadziała. - W życiu nie dopuściłabym do sytuacji, gdzie na moim weselu ktoś tak łatwo dolewa czegoś do napojów i naraża moją reputację na szwank. Czy wspominałam, że Black na dodatek przez cały wieczór absolutnie nic z tym ambarasem nie zrobił? Jeszcze zanim dopadła go klątwa starczej demencji, po parkiecie hulały jakieś przerośnięte szczury - mówiąc to, wyglądała na zniesmaczoną niekompetencją swojego byłego szwagra. Kolejny dowód na to, że rozwód Eunice chyba przysporzy im w ostatecznym rozrachunku więcej pożytku niż szkody. - Aż można pokusić się o domniemanie, że sam zaczarował drinki dla odstawienia cyrku. W końcu zaprosił na przyjęcie również przybłędy od Bellów, może właśnie w takie klimaty celował. - Wywróciła oczyma, zakładając nogę na nogę i opatulając się ciaśniej szalem. Kiedy skończyła swój krytyczny wywód na temat Percy'ego, dotarło do niej, że to, co zrobiła, było wobec niego niemiłe. Wylała gorzkie żale tuż po tym, gdy w nadziei na nawrócenie zapytała Moody'ego, by ocenił, czy jakieś jej zachowanie było wredne, aby mogła na przyszłość uważać i takowego unikać.
Poczuła się wybitnie niezręcznie, aż tyłek zapiekł ją ze wstydu. Gwałtownie obróciła głowę w kierunku jeziora, udając zainteresowaną rozciągającym się przed nimi bezkresem wody, przez co leżała teraz w tak dziwacznej pozycji, że chyba sama się prosiła o wypadnięcie za burtę i spotkanie czołowe z Nessie. Może po tym wszystkim coraz bardziej tego pragnęła.
- Już myślałam, że powiesz, że jedynym potworem na tym jeziorze jestem ja - mruknęła w odpowiedzi na jego bohaterskie zapewnienie, odruchowo lekko uśmiechając się pod nosem. Wiedziała, że nie utonie - raz ją z dna wyciągnął, zrobi to drugi raz. Miała nawet przeczucie, że wcale nie miała teraz na myśli wyciągania z wody.
Wtem łódką coś zatrzęsło. Eden błyskawicznie załapała się burty, chwyciła ją tak mocno, że aż poczuła trzask paznokcia u czubka kciuka. Oczy miała rozpostarte szeroko, drugą ręką zaczęła się w popłochu obmacywać, szukając różdżki niczym tonący brzytwy. Jak na nieszczęście nie mogła jej znaleźć. Alastor mógł powiedzieć w tym momencie cokolwiek, ale nie przekonałby Eden, że to ona była tym potworem z Loch Ness - teraz była święcie przekonana, że miała przynajmniej jednego dublera i dobijał się do nich od spodu.
- Powiedz, że to byłeś ty - jęknęła pełna desperackiej nadziei, a potem spojrzała na wodę i poczuła, jak ta wiara w happy end odpływa razem z wiosłami, które teraz wesoło sunęły na samo dno. Dobrze, że złapał ją za tę nogę - z jednej strony dodawał jej tym otuchy, a z drugiej powstrzymywał od kopnięcia go. Mianowicie, gdy Eden zaczynała się bać, odruchowo szukała winnego. Nie było tutaj lustra, więc nikogo oprócz Moody'ego nie widziała. - No i czemu ich nie trzymałeś? Jak teraz niby dopłyniemy do brzegu, co? Mam wesoło płynąć wpław? A co jak mi Nessie użre nogę? Będziesz mnie chciał z kikutem? - Rozpoczęła serię wyrzutów, ale jeśli Alastor spojrzałby jej teraz w oczy, zamiast gniewu dostrzegłby strach. A także niemą obietnicę, że jej noga na żadnej łódce już nigdy nie postanie.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~