Przewartościowanie tego, co robiło się ze swoim życiem i energii, jaką poświęcało się poszczególnym osobom wymagało odrobiny więcej niż uzmysłowienie sobie, że rozdawanie siebie nie było dobrym pomysłem. Nawet czegoś więcej niż dotarcie do punktu, w którym niedobrze się robiło od samego spoglądania na wczoraj i myślenia o tym, że miało też nadejść jakieś jutro. Nie w jego stylu było wątpienie w sens życia i pragnienie jego zakończenia, ale użalanie się nad sobą i tym, co się działo, wychodziło mu całkiem nieźle. Choć już tu błędem początkowym było nazywanie tego "użalaniem". Człowiek potrzebował mniejszych rzeczy niż upadające i rozpadające się życie, żeby współczuć samemu sobie.
Przez moment nie sądził, że to pytanie jest na serio, które zadał Nicholas. Przez moment sądził, że jest raczej retoryczne, bo rozumie się samo przez siebie, bo przecież przed momentem powiedział... nie, nie powiedział. W zasadzie wcale nie powiedział dlaczego chce go znaleźć... tylko czy to była w ogóle już sprawa Nicholasa? Czy on chciał, żeby to była sprawa Nicholasa do tego stopnia? Gdzieś na poziomie personalnym i dalej idących planów? Nie. W zasadzie to nie chciał.
- Potrzebuję informacji. - Kłamać tym nie mniej też nie chciał. Zwyczajnie nie musiał się nad tym szczególnie rozwodzić. - Kogo? Dante? - Kąciki ust mu drgnęły w niedowierzającym uśmiechu. Dostanie Dante w ręce... ha... to dopiero była przyszłość niewiadoma, daleka i niepewna. - Zastanowię się, kiedy to będzie osiągalne. A będzie to odrobinę bardziej osiągalne, kiedy się dowiem o przynajmniej jednej lokacji, w której rezyduje. - Nie było prawdą, że nie tworzył jakichś zalążków fantazji związanych z tym, co by było gdyby. W tej idealnej wersji Dante trafiał do Azkabanu, ale były jeszcze różne inne opcje tych wydarzeń. Laurent nie miał pojęcia, że Dante po prostu wrócił do Rose Noire jakby nigdy nic, jakby nic się nie wydarzyło w przeciągu ostatnich lat. Nokturn nie był miejscem, w którym pojawiałby się zbyt często i nie był miejscem, w którym miałby nadmiar znajomości, co zresztą powiedział. A to stanowiło problem - włącznie z tym, że kręcić się tam nie mógł, jeśli życie i zdrowie były mu miłe. Więc tak, nie wiedział, co zrobi z Dante, kiedy "dostanie go w swoje ręce".