Zajmowanie się wszystkim było o wiele lepszym wyborem od zajmowaniem się niczym i przetrawianie w kółko i w kółko tych samych scenariuszy wydarzeń, siedzenie i wpatrywanie się w przestrzeń czy zabijanie smutku opium. Opium, od którego powinien się trzymać z wielkiej odległości biorąc pod uwagę swoją historię. Czasami ból nie potrafił znaleźć ukojenia w trywialności codziennych doświadczeń. Używki były dla ludzi, żeby wcisnąć przycisk restartu samego siebie, tylko jakimi znakami ostrożności należało je opatrzeć? Wzruszył lekko ramionami na pytanie Atreusa. Manualne zajmowanie się rzeczami pozwalało osiągać właśnie to - zajmowanie się wszystkim. A on niekoniecznie zawsze ufał swoim zaklęciom, w których nie był wybitny. Na pewno nie ufał sobie teraz, w tym rozkojarzeniu.
- Dziękuję. - Powędrował za pudełkiem.
Przekładanie trudnych rozmów przenosiło tylko to, że przedłużany był stres. Szczególnie, kiedy już wielkie słowa "musimy porozmawiać" padły, a atmosfera wcale nie sugerowała, że to będą szczęśliwe nowiny. Może jednak ślub, może jednak Florence była przy nadziei, albo dostała w końcu to, czego pragnęła - stanowisko ordynatora? Nie, to nie takich opowieści się tutaj spodziewał, teraz wpatrując dokładnie w to, co robił, żeby... nie przesadzić. Fakt, matka jego kuzynostwa była specyficzną kobietą i spodziewał się, że taki strach na wróble nawet mógłby ją ująć za serce. Słowo "oryginalny" dobrze do tego pasowało. Szokujący wręcz, bo kto się spodziewał stracha w domu? Co on niby miał odganiać? Bo na pewno nie wyżerające uprawy wroniska. Więc tak, wolał to usłyszeć teraz. A ten dzień naprawdę mógł być gorszy, może nawet o wiele. Nikt go nie próbował dzisiaj zabić, nikt go nie okradł, a to zaczynał być wyznacznik "dobrych dni". Przynajmniej myśląc o tym w ironiczny sposób.
Laurentowi plecionka wypadła z dłoni, kiedy usłyszał, co musieli mu powiedzieć. Zamarł w bezruchu, a jego oddech automatycznie stał się głębszy. Bez słowa, bez komentarza, bez drgnięcia czy podniesienia na nich spojrzenia - po prostu tak zamarł. Przeraziło go to. Nie wiedział, czy Florence powiedziała Atreusowi... bo domyślał się, że już wiedziała. Powiedziała to, co chciał powiedzieć, a co nie mogło mu przejść przez gardło w tamtej chwili. Ale Atreus chyba tego nie potrzebował. Czy to nie znaczyło, że doprowadził do czegoś strasznego? Co jeśli Philip się dowie... ale skąd miałby się dowiedzieć? Tryliardy myśli przeleciały przez jego głowę, nim Atreus się lekko oburzył na słowa Florence i uniósł dumą. Dopiero wtedy powoli, baaardzo powoooli podniósł swoje spojrzenie na niego. Czy on się właśnie bronił? Usprawiedliwiał przed nim? Niby słuchał tych wyjaśnień, ale do niego nie docierały. Za to na jego twarzy zaczął pojawiać się z wolna rosnący bardzo dziiiwny uśmiech. Dziwny, bo jego wzrok wydawał się ledwo obecny i rozumiejący, co się do niego mówi, gdy patrzył na kuzyna. A w końcu zakrył dłonią usta, bo... parsknął. I się zaśmiał. Zaczął się śmiać, zapadając się w kanapie, przytrzymując w końcu swój brzuch, bo od tego wyrazu radości aż go zaczął boleć przez brak powietrza, a w kącikach oczu zaczęły się zbierać łzy. Gdyby miał powiedzieć, co go tak rozbawiło to nawet by nie potrafił. Przecież to nie było śmieszne. W ogóle nie było. Uderzony Nott, co mogło być skandalem w gazetach, kolejna skarga na Atreusa... a jednak się śmiał. W końcu się uspokoił. Odetchnął głęboko, otarł oczy, rozłożony na tej kanapie jakby dotarł do limitu sił do wykorzystania. Obrócił znów głowę do kuzyna.
- Dziękuję. - Ulga nasączyła każdą literę tego słowa.