- Mało kto potrafi się oprzeć mojemu urokowi osobistemu. - Mrugnęła do niego porozumiewawczo, chociaż nigdy raczej nie należała do takich pewnych siebie osób. Miała szczęście, że otaczali ją tacy cudowni ludzie, którzy zawsze chcieli jej pomóc, wiedziała, że nie wszyscy mieli tak lekko jak ona. Jakoś udało jej się stworzyć to wszystko co teraz miała, na pewno nie osiągnęłaby tego bez tych życzliwych osób, które ją otaczały.
Ona nie narzekała, może nie była przyzwyczajona do tego, że tak wiele się działo, jednak najwyraźniej jej to służyło. Życie w biegu powodowało, że miała czas na wszystko. Pomagała Zakonowi, otworzyła swoją własną klubokawiarnię, która prosperowała wyjątkowo dobrze, nawiązywała nowe znajomości w Londynie jak i poza nim, nie miała pojęcia jakim cudem się w tym wszystkim odnajduje, nie było sensu się nad tym zastanawiać. Grunt, że wszystko działało jak powinno, że jakoś sobie ułożyła to życie i naprawdę była zadowolona z tego jak wyglądało.
- Nie będę chciała twojego spadku, jak tak dalej pójdzie to niedługo będę bogatsza od Longbottomów. - Rzuciła żartobliwie, chciała tylko podkreślić, że naprawdę radzi sobie finansowo, przynajmniej jak na razie. Cukiernia okazała się być strzałem w dziesiątkę, najwyraźniej w Londynie brakowało takiego beztroskiego miejsca, jak Nora. - Słucham? Żadnych hipogryfów! - Co oni wszyscy się tak uparli na te konie ze skrzydłami? Ciekawe, gdzie będą mieszkać i kto będzie o nie dbał. Wiedziała, jak to się skończy, nie dość, że będzie musiała karmić koty, to jeszcze czyścić hipogryfie gówna. Niedoczekanie!
Tak, Erik wiedział w jaki sposób ją zirytować. Potrafił bardzo szybko spowodować, że pannie Figg podnosiło się ciśnienie, czasem jednym słowem, czy komentarzem. W tym również miał wprawę, ale tak to chyba było z bratnimi duszami.
- No, znam, nie jednego pewnie. Gdy byłam w Dolinie, u babci na imprezie to poznałam jednego, takiego co kojarzę jego twarz z gazet, Shafiq? Chyba tak się nazywał. - Zmrużyła oczy, aby faktycznie przypomnieć sobie nazwisko. Dlaczego padło właśnie na niego, no bo był w Dolinie, Dolina Godryka kojarzyła się jej z Erikiem, więc dlatego sięgnęła akurat po te dane osobowe. - Razem ocaliliśmy sad Abbottów, nie wiem, czy o tym słyszałeś, na pewno słyszałeś. - Musiał słyszeć o tej katastrofie do której doszło podczas tego przyjęcia, szczególnie, że Dolina była mała, tam wszyscy wiedzieli o sobie wszystko.
- Widziałam balona, ale nie widziałam, kto jej go dał, pędziłam wtedy do stoiska, po tym jak zeszłam ze sceny. - Musiała zmienić Wendy, nie miała czasu na szczególne rozglądanie wokół.