06.07.2024, 18:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.07.2024, 22:48 przez Jonathan Selwyn.)
– Kto kogo przezywa ten się tak nazywa – odpowiedział jedynie bardzo dorośle, a duch spojrzał na nich z lekkim zdziwieniem i możliwe, że pewnym zwątpieniem.
Jonathan przewrócił oczami. Oh tak, już widział, jak jakikolwiek Ślizgon oferowałby jej tak wspaniałe wrażenia i przyjaźń, jak on, Anthony i Morpheus. Charlotte ze swoim szczęściem w postaci przyjaciół z Hogwartu mogłaby grać w loterii, bo przecież trafili jej się najlepsi kandydaci do długoletniej przyjaźni nie tylko w tym roczniku, ale w każdym od samego początku istnienia szkoły.
– Naprawdę Lottie, otrzymałaś gwiazdę z samego nieba, a narzekać, że wolałabyś taka z patyków i słomy – skomentował z udawanym oburzeniem, gdy już ruszyli za duchem i oh. Czyżby mieli się włamywać do luksusowej willi? I to najprawdopodobniej z jakiś dobrych przyczyn. Chyba musiał częściej chodzić na randki z Charlotte, skoro fundowały mu takie piękne atrakcje.
No ale rzeczywiście co buty, to buty.
– Poczekaj, mówisz, że i on ma obsesję też na moim punkcie? – powiedział, chyba nieco zbyt podekscytowany na tę myśl, bo może i obsesje na punkcie kogoś, i to tak ekstremalne, były okropne i naprawdę paskudne, ale jednak to coś znaczyło o jego wyglądzie i wdziękach, że przynajmniej dwóch wariatów mogło go chcieć w ten lub inny sposób zamordować. Jonathan wyciągnął różdżkę i zaczął odgraniać rośliny, zanim jeszcze Charlotte została przekonana słowami artefakt.
Czary rzeczywiście odsłoniły niewielkie kamienne przejście, które prowadziło do ogrodu, pokrytego na tyle bujną roślinnością, że dałoby się przejść niezauważenie dalej. Selwyn spojrzał na Charlotte.
– I co moja droga? Randka ze Ślizgonem dostarczyłaby ci takich wrażeń? – spytał, ruszając oczywiście przodem.
Jonathan przewrócił oczami. Oh tak, już widział, jak jakikolwiek Ślizgon oferowałby jej tak wspaniałe wrażenia i przyjaźń, jak on, Anthony i Morpheus. Charlotte ze swoim szczęściem w postaci przyjaciół z Hogwartu mogłaby grać w loterii, bo przecież trafili jej się najlepsi kandydaci do długoletniej przyjaźni nie tylko w tym roczniku, ale w każdym od samego początku istnienia szkoły.
– Naprawdę Lottie, otrzymałaś gwiazdę z samego nieba, a narzekać, że wolałabyś taka z patyków i słomy – skomentował z udawanym oburzeniem, gdy już ruszyli za duchem i oh. Czyżby mieli się włamywać do luksusowej willi? I to najprawdopodobniej z jakiś dobrych przyczyn. Chyba musiał częściej chodzić na randki z Charlotte, skoro fundowały mu takie piękne atrakcje.
No ale rzeczywiście co buty, to buty.
– Poczekaj, mówisz, że i on ma obsesję też na moim punkcie? – powiedział, chyba nieco zbyt podekscytowany na tę myśl, bo może i obsesje na punkcie kogoś, i to tak ekstremalne, były okropne i naprawdę paskudne, ale jednak to coś znaczyło o jego wyglądzie i wdziękach, że przynajmniej dwóch wariatów mogło go chcieć w ten lub inny sposób zamordować. Jonathan wyciągnął różdżkę i zaczął odgraniać rośliny, zanim jeszcze Charlotte została przekonana słowami artefakt.
Czary rzeczywiście odsłoniły niewielkie kamienne przejście, które prowadziło do ogrodu, pokrytego na tyle bujną roślinnością, że dałoby się przejść niezauważenie dalej. Selwyn spojrzał na Charlotte.
– I co moja droga? Randka ze Ślizgonem dostarczyłaby ci takich wrażeń? – spytał, ruszając oczywiście przodem.