Widok patronusów znoszących do posiadłości pilne wiadomości mógł się wydawać dosyć pospolitym widokiem. Bądź co bądź, całkiem spora liczba mieszkańców rezydencji miała konotacje z Ministerstwem Magii oraz innymi mniej lub bardziej jawnymi organizacjami. A tym raz nie dwa zdarzało się wzywać swoich ludzi na nagłe zgromadzenia. Mimo to widmowy owczarek beligjski wskakujący przez kuchenne okno i lądujący tuż nad stołem ze śniadaniem nie był czymś, czego spodziewał się Erik, czy nawet jego siostra Brenna.
Z początku sądzili, że było to tylko rutynowe wezwanie do pracy w terenie. Może wszczęto jakieś nagłe poszukiwania jakiegoś zbiega i potrzebne były dodatkowe pary rąk do pomocy? Szybko wyszło na jaw, że wcale tak nie było, a chodziło o coś dużo bardziej poważnego. Wystarczyło krótkie spojrzenie, a rodzeństwo było już gotowe do wyruszenia w drogę. O ile można tak nazwać teleportacje w dwóch różnych butach, pomyślał z przekąsem Erik, wbiegając po kolejnych stopniach kamienicy.
Wypadli z domu, jakby się paliło, nie informując nawet reszty domowników obecnych przy śniadaniu, co właściwie zamierzali zrobić. To był instynkt. Ktoś potrzebował pomocy, więc naturalne było, że Longbottomowie zrywali się z krzeseł, działając jak dobrze naoliwiona maszyna. Nie wiedzieli, co czeka ich w lokalu Thomasa, ale we trójkę na pewno uda im się to załatwić. Nie było innego wyjścia. Erik nie dopuszczał do siebie takiej myśli.
Na widok rozwalonych drzwi, dosłownie wbiegł do środka, ściskając w dłoni różdżkę. Iii... praktycznie wpakował się pod zaklęcie napastnika. Erik w ostatniej chwili odchylił głowę w tył, a czerwona wstęga minęła go o dwa lub trzy centymetry. Twarz od razu zrobiła mu się czerwona i machinalnie rzucił pierwsze zaklęcie, które przyszło mu do głowy.
— Rictusempra! — krzyknął, kreśląc w powietrzu odpowiedni ruch z zamiarem oszołomienia przeciwnika. Ten próbował się ratować zaklęciem tarczy, jednak czar ofensywny brygadzisty okazał się zbyt silny, przebijając się przez ledwo co przywołaną osłonę. Oponent poleciał w stronę małego salonu. Pytanie, na ile tam pozostanie i czy był to jedyny wróg, którego mogli zastać w tym mieszkaniu. — Thomas?!
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞