• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[8 lipca 1972] Chodźmy nad wodę, na twoich kolanach zasnę | Samuel & Ariel

[8 lipca 1972] Chodźmy nad wodę, na twoich kolanach zasnę | Samuel & Ariel
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#4
06.07.2024, 22:25  ✶  
Zapytany mógłby powiedzieć z rozbrajającą szczerością, że nigdy do żadnej kobiety nie czuł tego, co do jasnowłosej londyńskiej nimfy, do swojej jedynej prawdziwej, rozbuchanej letnią duchotą miłości. Marzył o tym by mieć z nią rodzinę, by zbudować dla niej dom, wierzył wtedy, przed laty, że są sobie pisani, że jej pocałunki złamią klątwę ciążącą na nim, na jego rodzinie, że wszystko będzie jak w baśni, że wszystko się ułoży. Nie minął jeden kwartał by najcudniejszy sen przeobraził się w straszliwy koszmar, by odkrył, że jest nikim, wobec tego co pannie Figg ofiarował świat. Co mogłaby dostać, sięgnąć, gdyby nie on, kula u nogi, wrośnięta korzeniami w Knieję, w las, w świat, który tak bardzo nie był jej światem.

Potem przez lata, a było ich sporo, najpierw nie opuszczał wcale leśniczówki ciesząc się fizyczną przynajmniej niezależnością, a potem, wypchnięty przez Roselyn Greengrass, wytrącony przez nią z równowagi, zaciekawiony co jeszcze skrywa przed nim świat, zaczął być gościem w dolinie. Z rzadka, zachowawczo, a jednak był i obserwował, a czasem też był obserwowany. I nie było kobiety tak pięknej i doskonałej jak jego wspomnienie białej skóry i złocistych włosów, głosu słodszego niż lukier na smażonych przez jej rękę pączkach. Nie było doskonalszego istnienia.

Okrył więc swoje serce grubym niedźwiedzim futrem, głuchy i ślepy na próby swatania go (wszak był tak dobrym rzemieślnikiem, może i biednym, ale porządnym i uczciwym), czy na próby uwiedzenia go (zbyt łatwo przychodziło mu zdanie "nie jesteś taka jak ona" nim rozczarowana niewiasta goniła go ścierą wmawiając, że wcale nie chciała ani pocałunków, ani seksu).

Lysander otworzył go jednak ubiegłej zimy na potrzeby bliskości i ciepła, które dawno już odrzucił od siebie, na potrzebę uścisku i zachwytu czymś delikatnym i kruchym jak istnienie przyjaciela delikatnego jak płatki kwiatu, jak skrzydła motyla. Samuem był zbyt prosty by zrozumieć dwoistość jego natury, ale przyjmował i akceptował wszystko co artysta mu ofiarowywał, sam przed nim odsłaniając swoją dwoistość - pragmatyzm i zaradność kasztanu, z tragicznym smutkiem i tragiczną w wyrazie tęsknotą testralowego ogona. Dał się otwierać mu jak kawał pniaka przygotowywany do drugiego żywota, obierany z kory, suszony a potem formowany w coś pięknego i prawdziwego.

Lovegood nie uniknął pułapek tego wychowania. Przekonując Samuela do tego, że kochać można wszystkich tak samo, przekonując go o fizycznym wymiarze przyjaźni, nieoczekiwanie rozbuchał w nim głód, który ściskany przez lata znajdował swoje ujście nie tylko w objęciu malarza. Prostolinijny McGonagall przyjmował tą otwartość relacji więc za oczywistą, nieskażony zazdrością która tak mocno doświadczała go przy najmniejszym chociażby wspomnieniu Nory. Samuel był szczęśliwy, gdy mógł uciec ciało do ciała. Wniknąć w nie, poczuć przez moment znów, że ktoś go kocha, że myśli o nim dobrze, że dotyka jego duszy w pocałunkach łaskoczących skórę.

Ale kiedy już zaczynał całować, och jakże drażniło go to, gdy Ariel się odsuwał. Niepomny na czarne smugi, przycisnął go do siebie mocniej utrudniając ruchy i wpijając się znów ustami. Czy nie powinien już odlecieć do kolejnego kwiatu, aby cykl był dokończony? Znał dobrze obowiązki owadów wobec roślin, ich usłużna naturę. Ale nie czuł by wypił dostatecznie dużo nalewki, może gdyby Lysander postanowił być tak miły i stać się na moment kielichem?

– Mmmmghrr... dostałem. – wymruczał mu w wargi zniecierpliwiony. – Sprawiły mi ból. – Nie potrafił kłamać, choć to co powiedział nie niosło wyrzutu. Tylko stwierdzenie przemycone gdzieś między pocałunkami schodzącymi niżej, przez policzki na szyję.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ariel (651), Samuel McGonagall (1159)




Wiadomości w tym wątku
[8 lipca 1972] Chodźmy nad wodę, na twoich kolanach zasnę | Samuel & Ariel - przez Ariel - 02.04.2024, 11:45
RE: [8 lipca 1972] Chodźmy nad wodę, na twoich kolanach zasnę | Samuel & Ariel - przez Samuel McGonagall - 03.04.2024, 21:53
RE: [8 lipca 1972] Chodźmy nad wodę, na twoich kolanach zasnę | Samuel & Ariel - przez Ariel - 10.06.2024, 20:54
RE: [8 lipca 1972] Chodźmy nad wodę, na twoich kolanach zasnę | Samuel & Ariel - przez Samuel McGonagall - 06.07.2024, 22:25

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa