08.01.2023, 22:11 ✶
Gdy patronus pojawił się nad stołem, wygłaszając krótką wiadomość do Erika, Brenna nie gadała, nie zastanawiała się nad tym, co robić, ba, mogłoby się wydawać, że na chwilę wręcz się rozmyła, bo w jednym momencie siedziała za stołem, jedząc tosta i myślami błądząc gdzieś wokół nowego komiksu ze Spider Manem, który czytała do późnej nocy, w drugim omal nie zderzała się w drzwiach z bratem. Zostawiając za sobą przewróconą filiżankę, z której kawa rozlała się na blat, potłuczony talerz i wywalone z hukiem krzesło. W przeciwieństwie do brata, nie rozważała, czy we trójkę zdołają załatwić to, co się w tej chwili działo. W tej chwili myślała wyłącznie o wybiegnięciu do miejsca, z którego może się aportować.
Teleportacja w dwóch różnych butach i tak była czymś lepszym niż to, co zrobiła Brenna. Ona teleportowało się boso. Dalej w stroju, który służył jej za piżamę: ciemnych spodniach i spranej, czerwonej, trochę za dużej bluzie. Z różdżką w jednym ręku, a tostem w drugim, bo z jakiegoś powodu po prostu nie wpadła na to, żeby go chociaż wypuścić. Znikła w tym samym momencie co Erik i pojawiła się pod mieszkaniem Thomasa zaledwie ułamki sekundy za nim.
Widok, jaki zastała, mógłby ją przerazić, gdyby teraz miała czas na strach. Adrenalina odsuwała jednak go na bok, a Brenną kierował bardziej instynkt niż świadome myśli. W głowie jej szumiało, za to obrazy zdały się jakby bardziej kolorowe, wyraźniejsze. Jedno zaklęcie, drugie, huk. Na pewno zwrócili na siebie uwagę, zarówno napastników jak – o czym teraz nie myślała – sąsiadów.
Bo jak się okazało, śmierciożerców faktycznie było dwóch. Czemu mieliby ryzykować, posyłając przeciwko Brygadziście tylko jednego?
Longbottom rzuciła się do przodu, kiedy mężczyzna, którego czar ledwo chwilę temu zapewne odbił Thomas, wystrzelił zaklęcie prosto w nich.
- PROTEGO! – krzyknęła, podobnie jak Hardwick w chwili stresu nie decydując się na magię niewerbalną. Czar został odbity przez tarczę ochronną, chociaż był na tyle silny, że osłona została natychmiast unicestwiona.
Jeden przeciwnik więc chwilowo obalony, mogący jednak zaraz zaatakować. Drugi, niestety, wciąż na nogach. A Brenna i Erik nie mogli być pewni, czy nie ma tu jeszcze kogoś.
Teleportacja w dwóch różnych butach i tak była czymś lepszym niż to, co zrobiła Brenna. Ona teleportowało się boso. Dalej w stroju, który służył jej za piżamę: ciemnych spodniach i spranej, czerwonej, trochę za dużej bluzie. Z różdżką w jednym ręku, a tostem w drugim, bo z jakiegoś powodu po prostu nie wpadła na to, żeby go chociaż wypuścić. Znikła w tym samym momencie co Erik i pojawiła się pod mieszkaniem Thomasa zaledwie ułamki sekundy za nim.
Widok, jaki zastała, mógłby ją przerazić, gdyby teraz miała czas na strach. Adrenalina odsuwała jednak go na bok, a Brenną kierował bardziej instynkt niż świadome myśli. W głowie jej szumiało, za to obrazy zdały się jakby bardziej kolorowe, wyraźniejsze. Jedno zaklęcie, drugie, huk. Na pewno zwrócili na siebie uwagę, zarówno napastników jak – o czym teraz nie myślała – sąsiadów.
Bo jak się okazało, śmierciożerców faktycznie było dwóch. Czemu mieliby ryzykować, posyłając przeciwko Brygadziście tylko jednego?
Longbottom rzuciła się do przodu, kiedy mężczyzna, którego czar ledwo chwilę temu zapewne odbił Thomas, wystrzelił zaklęcie prosto w nich.
- PROTEGO! – krzyknęła, podobnie jak Hardwick w chwili stresu nie decydując się na magię niewerbalną. Czar został odbity przez tarczę ochronną, chociaż był na tyle silny, że osłona została natychmiast unicestwiona.
Jeden przeciwnik więc chwilowo obalony, mogący jednak zaraz zaatakować. Drugi, niestety, wciąż na nogach. A Brenna i Erik nie mogli być pewni, czy nie ma tu jeszcze kogoś.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.