07.07.2024, 03:44 ✶
Każde z ich trójki miało swoje przywary, ale z jakiegoś powodu to właśnie jego brat najczęściej pakował się w sytuacje, które w większości przypadków kończyły się kłopotami. Odwaga, porywczość i nieco zbyt wielka pewność siebie — osobno cechy te nie były problemem, ale zebrane w jednej osobie stanowiły pewien problem. Najlepszym dowodem na potwierdzenie tych słów był właśnie Atreus. Już od młodości nieustannie pakował się w tarapaty, ale niezależnie od tego, jak źle mogło się to skończyć, zdawał się nie wyciągać odpowiednich lekcji. Nigdy. Początkowo starł się go karcić i nakierowywać na te "właściwe" zachowania, ale dość szybko zrozumiał, że przynosi to więcej szkody niż pożytku. Jego brat wyjątkowo mocno nie lubił, gdy ktoś starał się nim kierować.
— Niespodziewana interwencja mówisz? — powtórzył spokojnie, posyłając mu przy tym uważne spojrzenie. Brzmiało to dość wiarygodnie? W końcu byli aurorami, a ich praca wiązała się z podejmowaniem ryzyka. Wielokrotnie odczuł to na własnej skórze. Przez krótką chwilę lustrował brata spojrzeniem, ale ostatecznie zdecydował się zaakceptować to wytłumaczenie, przynajmniej na ten moment. — Trzymam cię za słowo — rzucił tylko, po czym zamilkł, skupiając się na nieco ważniejszych rzeczach.
Twarz Atreusa naprawdę wyglądała nieprzyjemnie.
— Nie martw się, łatwo ci mówić. To nie ja wparowałem do domu, wyglądając, jakbym dopiero co miał spotkanie pierwszego stopnia z tłuczkiem — odparł, krzywiąc się z irytacją, gdy brat nagle postanowił zgrywać bohatera. — Wiesz, że to nie pierwszy raz, gdy cię opatruje? — zaczął, unosząc przy tym brew ku górze. Czasem szczerze go zastanawiało, ile uporu i dumy może tkwić w jednym człowieku. Pewne przypadki kazały mu myśleć, że aż do przesady. — Niech ci będzie — westchnął, odkładając przybory medyczne na stół. Nie mógł pomóc, wypytywanie pewnie spełzłoby na niczym — najlogiczniejszym wyjściem byłoby zapewne wrócenie do siebie, ale na samą myśl o tym otwartym oknie przechodziłby go ciarki niepokoju. Może jednak warto było jeszcze chwilę tutaj posiedzieć? Towarzystwo drugiej osoby było w tej chwili nad wyraz przyjemne. Nawet jeśli było nim przerośnięte dziecko.
— No dobra, bez grubej warstwy krwi wygląda to dużo lepiej — rzucił, nalewając sobie nieco ognistej, którą zaczął sączyć. — Pewnie warto, żebyś jej to pokazał. Mógłbym spróbować i pewnie by się udało, ale skoro planujesz jutro iść na miasto, to nie ma co ryzykować.
— Może zabrzmi to dziwnie, ale miałem wrażenie, że dzisiaj ktoś mnie śledził. Z rana, a potem w drodze do domu. Normalnie zrzuciłbym to na zmęczenie, ale... sam nie wiem — rzucił po chwili ciszy. Naprawdę nie miał ochoty o tym rozmawiać, ale co, jeśli to nie były tylko wymysły?
— Śniło mi się, że ktoś nade mną stoi, a gdy się obudziłem, okno było otwarte. Nie ruszałem go i nie widzę powodu, dla którego ktoś miałby je ruszać? Zwłaszcza w nocy? — kontynuował, zerkając przy tym w stronę brata. Po cichu liczył na to, że Atreus po prostu go wyśmieje i nazwie paranoikiem. Bo przecież na pewno tak było, prawda?
— Niespodziewana interwencja mówisz? — powtórzył spokojnie, posyłając mu przy tym uważne spojrzenie. Brzmiało to dość wiarygodnie? W końcu byli aurorami, a ich praca wiązała się z podejmowaniem ryzyka. Wielokrotnie odczuł to na własnej skórze. Przez krótką chwilę lustrował brata spojrzeniem, ale ostatecznie zdecydował się zaakceptować to wytłumaczenie, przynajmniej na ten moment. — Trzymam cię za słowo — rzucił tylko, po czym zamilkł, skupiając się na nieco ważniejszych rzeczach.
Twarz Atreusa naprawdę wyglądała nieprzyjemnie.
— Nie martw się, łatwo ci mówić. To nie ja wparowałem do domu, wyglądając, jakbym dopiero co miał spotkanie pierwszego stopnia z tłuczkiem — odparł, krzywiąc się z irytacją, gdy brat nagle postanowił zgrywać bohatera. — Wiesz, że to nie pierwszy raz, gdy cię opatruje? — zaczął, unosząc przy tym brew ku górze. Czasem szczerze go zastanawiało, ile uporu i dumy może tkwić w jednym człowieku. Pewne przypadki kazały mu myśleć, że aż do przesady. — Niech ci będzie — westchnął, odkładając przybory medyczne na stół. Nie mógł pomóc, wypytywanie pewnie spełzłoby na niczym — najlogiczniejszym wyjściem byłoby zapewne wrócenie do siebie, ale na samą myśl o tym otwartym oknie przechodziłby go ciarki niepokoju. Może jednak warto było jeszcze chwilę tutaj posiedzieć? Towarzystwo drugiej osoby było w tej chwili nad wyraz przyjemne. Nawet jeśli było nim przerośnięte dziecko.
— No dobra, bez grubej warstwy krwi wygląda to dużo lepiej — rzucił, nalewając sobie nieco ognistej, którą zaczął sączyć. — Pewnie warto, żebyś jej to pokazał. Mógłbym spróbować i pewnie by się udało, ale skoro planujesz jutro iść na miasto, to nie ma co ryzykować.
— Może zabrzmi to dziwnie, ale miałem wrażenie, że dzisiaj ktoś mnie śledził. Z rana, a potem w drodze do domu. Normalnie zrzuciłbym to na zmęczenie, ale... sam nie wiem — rzucił po chwili ciszy. Naprawdę nie miał ochoty o tym rozmawiać, ale co, jeśli to nie były tylko wymysły?
— Śniło mi się, że ktoś nade mną stoi, a gdy się obudziłem, okno było otwarte. Nie ruszałem go i nie widzę powodu, dla którego ktoś miałby je ruszać? Zwłaszcza w nocy? — kontynuował, zerkając przy tym w stronę brata. Po cichu liczył na to, że Atreus po prostu go wyśmieje i nazwie paranoikiem. Bo przecież na pewno tak było, prawda?