Psidwaka nie wyróżniało prawie nic od zwykłego psa, miał tylko dwa ogonki, którymi ochoczo zaczął merdać, kiedy wpadł na niego jakiś mężczyzna. Nie byle jaki, bo był to Thomas Figg, którego ostatnio panna Yaxley miała okazję poznać, może okoliczności nie należały do zbyt przyjemnych, jednak ich spotkanie wcale nie zakończyło się mocno dramatycznie, choć mogło być różnie. Wspólnymi siłami udało im się uniknąć gniewu Matek Brytyjek, współpraca jednak popłacała.
- Och. - Spojrzała na Thomasa, bo to jego przywitanie nie było specjalnie entuzjastycznie. Patrzyła na niego dłuższą chwilę, ona sama wyglądała raczej jak chodzące nieszczęście, bo po wczorajszym starciu z Erikiem miała na czole sporego siniaka, nie był to jej szczęśliwy dzień, bo jakimś cudem wprawiona florecistka jak ona wywróciła się o własne nogi i uderzyła głową w kamień. - Chyba niezbyt cieszysz się na mój widok. - Dodała jeszcze, całkiem szczerze, jak miała w zwyczaju. Nie ma się co dziwić, pewnie Thomasowi zawsze będzie się już kojarzyła z Thoranem i tym durnym żartem dotyczących pączków.
Kiedy tak stali i się na siebie patrzyli po raz kolejny dzisiejszego dnia podleciały do nich sowy i zaczęły w nich rzucać ulotkami, tym bardziej trochę bardziej intensywnie. Gerry zaczęła się wierzgać, bo nie chciała dostać przypadkiem sową w głowę, nie zdziwiłoby jej wcale, gdyby się tak stało. Nie musiała sprawdzać, bardzo dobrze wiedziała, co to były za ulotki. Prześladowały ją przecież cały dzień.
- Oni zwariowali, bardzo intensywnie walczą z tym, żeby zrobić coś z tym rejestrem, jak będzie tak dalej, to wkurzą wszystkich i tyle z tego będzie. - Rzuciła jeszcze do Thomasa. Naprawdę uważała takie postępowanie za durne, jasne jedna ulotka do domu spoko luz, ale zalewanie całego Londynu ulotkami? Kogoś powaliło do reszty.