07.07.2024, 09:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.07.2024, 19:43 przez Florence Bulstrode.)
- Tak, poniosło - potwierdziła Florence bez mrugnięcia okiem. - Gdyby cię nie poniosło, pobiłbyś go gdzieś, gdzie nie byłoby świadków.
Nie że by to pochwalała. Agresywność młodszego brata, zahaczająca niekiedy o brutalność, była powodem jej zmartwień, podwójnych odkąd usłyszała, że uderzył i Laurenta. Wybaczyła mu to, bo był jej bratem i bo wybaczył i Laurent, ale nie zapomniała i był to jeden z powodów, dla których obserwowała brata uważniej niż kiedykolwiek i częściej zaglądała w jego przyszłość.
Tym razem jednak poniosło w pewnym sensie i ją, bo gniew za to, do jakiego stanu doprowadzano ich kuzyna, przysłonił racjonalną ocenę sytuacji.
- Doskonale widziałam, co zrobił: dał się poznać jako ktoś z mentalnością sześciolatka - przytaknęła spokojnie. - Rozumiem, że chce to zgłosić, pewnie zależy mu na podtrzymaniu sławy, a wszyscy będą mówić wtedy... o tych świeczkach. - Skrzywiła się nieco przy tych słowach. Florence nie należała do osób, które mogłyby docenić ten nietypowy kształt, i chociaż Atreus i Philip mogli być dumni, że po wepchnięciu sprawy do Ministerstwa wszyscy będą kojarzyć ich już na zawsze z kutasoświeczkami, i mówić o tym całymi miesiącami, to ją takie skojarzenie przy rodzinnym nazwisku po prostu bolało. Co nie oznaczało, że nie zamierzała robić wszystkiego, aby odwdzięczyć się wtedy pięknym za nadobne. Dla rodziny Florence była gotowa na wiele.
– Ale tylko dziecko nie umie zaczekać w takiej chwili na moment, gdy ludzie wokół przestaną próbować się mordować.
Z trudem powstrzymała westchnienie na samo wspomnienie tej sceny: nieprzytomna dziewczyna, którą rzucało w powietrzu, Mulciber z podejrzeniem zawału, Atreus trzymający wyrywającego się Hadesa, chcącego zabić Alexandra, Alastor podtrzymujący słaniającego się, bełkocącego mężczyznę. Trzech medyków, każdy oglądający jedną osobę i w tym wszystkim Nott uważający, że ktoś natychmiast powinien się tym zająć. Nie dość, że Laurent wolał mężczyzn, to jeszcze zupełnie nie miał gustu. Nie powiedziała tego jednak. Nie mogłaby. Prztyczek wobec brata, gdy ten żartował na temat Oriona, był czymś zupełnie innym.
Nie powiedziała też Atreusowi, jakie słowa rozbrzmiały w jej głowie. Gdyby Bulstrode wiedział wszystko, na tym jarmarku doszłoby do znacznie gorszych scen.
Obserwowała Laurenta, bardzo uważnie. Spodziewała się różnych reakcji: ale chyba nie śmiechu. I po pierwszym zdziwieniu, sama też uśmiechnęła się, niezbyt szeroko, trochę mimowolnie, a potem zaczęła po prostu przygotowywać świece i zioła do rytuału – nagle czując, jakby opadł z niej ciężar.
Może będą z tego jeszcze problemy, na razie jednak... po prostu o tym nie myślała.
Nie że by to pochwalała. Agresywność młodszego brata, zahaczająca niekiedy o brutalność, była powodem jej zmartwień, podwójnych odkąd usłyszała, że uderzył i Laurenta. Wybaczyła mu to, bo był jej bratem i bo wybaczył i Laurent, ale nie zapomniała i był to jeden z powodów, dla których obserwowała brata uważniej niż kiedykolwiek i częściej zaglądała w jego przyszłość.
Tym razem jednak poniosło w pewnym sensie i ją, bo gniew za to, do jakiego stanu doprowadzano ich kuzyna, przysłonił racjonalną ocenę sytuacji.
- Doskonale widziałam, co zrobił: dał się poznać jako ktoś z mentalnością sześciolatka - przytaknęła spokojnie. - Rozumiem, że chce to zgłosić, pewnie zależy mu na podtrzymaniu sławy, a wszyscy będą mówić wtedy... o tych świeczkach. - Skrzywiła się nieco przy tych słowach. Florence nie należała do osób, które mogłyby docenić ten nietypowy kształt, i chociaż Atreus i Philip mogli być dumni, że po wepchnięciu sprawy do Ministerstwa wszyscy będą kojarzyć ich już na zawsze z kutasoświeczkami, i mówić o tym całymi miesiącami, to ją takie skojarzenie przy rodzinnym nazwisku po prostu bolało. Co nie oznaczało, że nie zamierzała robić wszystkiego, aby odwdzięczyć się wtedy pięknym za nadobne. Dla rodziny Florence była gotowa na wiele.
– Ale tylko dziecko nie umie zaczekać w takiej chwili na moment, gdy ludzie wokół przestaną próbować się mordować.
Z trudem powstrzymała westchnienie na samo wspomnienie tej sceny: nieprzytomna dziewczyna, którą rzucało w powietrzu, Mulciber z podejrzeniem zawału, Atreus trzymający wyrywającego się Hadesa, chcącego zabić Alexandra, Alastor podtrzymujący słaniającego się, bełkocącego mężczyznę. Trzech medyków, każdy oglądający jedną osobę i w tym wszystkim Nott uważający, że ktoś natychmiast powinien się tym zająć. Nie dość, że Laurent wolał mężczyzn, to jeszcze zupełnie nie miał gustu. Nie powiedziała tego jednak. Nie mogłaby. Prztyczek wobec brata, gdy ten żartował na temat Oriona, był czymś zupełnie innym.
Nie powiedziała też Atreusowi, jakie słowa rozbrzmiały w jej głowie. Gdyby Bulstrode wiedział wszystko, na tym jarmarku doszłoby do znacznie gorszych scen.
Obserwowała Laurenta, bardzo uważnie. Spodziewała się różnych reakcji: ale chyba nie śmiechu. I po pierwszym zdziwieniu, sama też uśmiechnęła się, niezbyt szeroko, trochę mimowolnie, a potem zaczęła po prostu przygotowywać świece i zioła do rytuału – nagle czując, jakby opadł z niej ciężar.
Może będą z tego jeszcze problemy, na razie jednak... po prostu o tym nie myślała.