07.07.2024, 15:18 ✶
Flynn ułożył dłoń na jego barku. Nie opierał się o niego, ani nie blokował w żaden sposób potencjalnego wyciągnięcia przez Caina miecza, bo chociaż kompletnie nie spodziewał się tego, żeby Wiedźmin chciał te smoki zaatakować, to jednak widok ostrza robił z głową swoje - zostało mu niewiele lat posiadania ślicznej twarzy, nie miał zamiaru skracać ich sobie do minimum paskudnym rozcięciem na samym środku, w dodatku takim nieustannie przypominającym o tym, czyje ostrze go oszpeciło. Trzymał go więc, ale w bezpieczny sposób. Żeby czuć jego obecność i bliskość i żeby on też mógł ją czuć, wiedzieć, w jakim dokładnie miejscu stał ten szalony czarodziej i zachować pewność, że znowu nie zsuwał się gdzieś w przepaść, jak po drugiej stronie przełęczy.
- T-tak - odpowiedział cicho, próbując przeanalizować, co dokładnie działo się z jego głową. Oh słyszał tak wiele o różnej magii, nigdy jednak nie była mu bliską ta pozwalająca na wkradanie się do cudzych umysłów. Powiedzieć, że wiedział o niej niezbędne minimum... to i tak całkiem pozytywa ocena jego kulejących umiejętności. On nigdy nie zaliczył tego egzaminu - zaliczył prowadzącą kurs, tym samym ratując się od skończenia jako prawnik, bo w tym zawodzie kończyły absolwentki Aretuzy niezdolne do opanowania podstawowych czarów. Całkiem miłe z ich strony, że nie pozostawiali kobiet samych sobie, ale widziałby go ktoś jako prawnika? Chyba tylko skończony dureń, albo ktoś, kto nie miał o nim żadnego pojęcia - prawnicy przecież bronili przestępców. Nie miał żadnych szans na odnalezienie się w rzeczywistości, w której drobni złodzieje kończyli w kajdankach niezależnie od starań ich obrońców, a najgorsze kurwy wychodziły na wolność i kontynuowały rujnowanie innym żyć. Prędzej czy później pobiłby kogoś pod sądem i stracił uprawnienia do wykonywania zawodu. - Chyba...? - On, Wiedźmin, nie wiedział, czy smok jest złoty, a sam mu wcześniej mówił, że żadna to legenda...? Flynna strasznie to poruszyło, ściągnął brwi w geście irytacji i napiął się nieco. Mama? Tak, Cain, to twoja mama - chciał odburknąć, ale zamiast tego przełknął ślinę i „wrzasnął” za nimi, ale jak to w jego przypadku bywa, próba wrzaśnięcia była w rzeczywistości powiedzeniem czegoś tak samo głośno, jak mówili inni ludzie, bo był za bardzo skąpany w przeróżnych emocjach.
- Poczekajcie, heeej! - Dało się wyczuć w jego tonie głębokie zmęczenie sytuacją. Zdarzenie było tak surrealne, tak nierzeczywiste - ale oszalał już tak dawno, że nie robiło mu to aż takiej różnicy - co się niby miało wydarzyć, wyjdzie na głupka przed człowiekiem, co już go i tak widział w stanie największego upodlenia? Stęknął kiedy zorientował się, jak cichutki był w porównaniu do tego, jak głośny być chciał... Niektórych swoich słabości nie potrafił przeskoczyć, nawet kiedy dawał z siebie absolutnie wszystko. Powinni go wpisać do ksiąg historii magii jako kogoś, kto tracił na charyzmie, bo miał tremę przed głosami słyszanymi w swoim umyśle. - Przecież my was właśnie szukamy! - Sapnął jeszcze raz, no bo to nie była do końca prawda, wcale ich nie szukali, szukali dużego smoka, którego widział nad wioską, ale jakoś nie wydawało mu się, że taki Dante oszczędzi te młode... No, chyba że uda mu się je skuć i stąd wywieźć. - Proszę, musicie się o czymś dowiedzieć - a jego już naprawdę mocno bolały stopy, ale nie chciał o tym mówić głośno... Generalnie to postanowił zastanawiać się nad tym jak stąd zejdzie, kiedy już będzie na górze.
- T-tak - odpowiedział cicho, próbując przeanalizować, co dokładnie działo się z jego głową. Oh słyszał tak wiele o różnej magii, nigdy jednak nie była mu bliską ta pozwalająca na wkradanie się do cudzych umysłów. Powiedzieć, że wiedział o niej niezbędne minimum... to i tak całkiem pozytywa ocena jego kulejących umiejętności. On nigdy nie zaliczył tego egzaminu - zaliczył prowadzącą kurs, tym samym ratując się od skończenia jako prawnik, bo w tym zawodzie kończyły absolwentki Aretuzy niezdolne do opanowania podstawowych czarów. Całkiem miłe z ich strony, że nie pozostawiali kobiet samych sobie, ale widziałby go ktoś jako prawnika? Chyba tylko skończony dureń, albo ktoś, kto nie miał o nim żadnego pojęcia - prawnicy przecież bronili przestępców. Nie miał żadnych szans na odnalezienie się w rzeczywistości, w której drobni złodzieje kończyli w kajdankach niezależnie od starań ich obrońców, a najgorsze kurwy wychodziły na wolność i kontynuowały rujnowanie innym żyć. Prędzej czy później pobiłby kogoś pod sądem i stracił uprawnienia do wykonywania zawodu. - Chyba...? - On, Wiedźmin, nie wiedział, czy smok jest złoty, a sam mu wcześniej mówił, że żadna to legenda...? Flynna strasznie to poruszyło, ściągnął brwi w geście irytacji i napiął się nieco. Mama? Tak, Cain, to twoja mama - chciał odburknąć, ale zamiast tego przełknął ślinę i „wrzasnął” za nimi, ale jak to w jego przypadku bywa, próba wrzaśnięcia była w rzeczywistości powiedzeniem czegoś tak samo głośno, jak mówili inni ludzie, bo był za bardzo skąpany w przeróżnych emocjach.
- Poczekajcie, heeej! - Dało się wyczuć w jego tonie głębokie zmęczenie sytuacją. Zdarzenie było tak surrealne, tak nierzeczywiste - ale oszalał już tak dawno, że nie robiło mu to aż takiej różnicy - co się niby miało wydarzyć, wyjdzie na głupka przed człowiekiem, co już go i tak widział w stanie największego upodlenia? Stęknął kiedy zorientował się, jak cichutki był w porównaniu do tego, jak głośny być chciał... Niektórych swoich słabości nie potrafił przeskoczyć, nawet kiedy dawał z siebie absolutnie wszystko. Powinni go wpisać do ksiąg historii magii jako kogoś, kto tracił na charyzmie, bo miał tremę przed głosami słyszanymi w swoim umyśle. - Przecież my was właśnie szukamy! - Sapnął jeszcze raz, no bo to nie była do końca prawda, wcale ich nie szukali, szukali dużego smoka, którego widział nad wioską, ale jakoś nie wydawało mu się, że taki Dante oszczędzi te młode... No, chyba że uda mu się je skuć i stąd wywieźć. - Proszę, musicie się o czymś dowiedzieć - a jego już naprawdę mocno bolały stopy, ale nie chciał o tym mówić głośno... Generalnie to postanowił zastanawiać się nad tym jak stąd zejdzie, kiedy już będzie na górze.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.