07.07.2024, 21:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.07.2024, 13:06 przez Brenna Longbottom.)
Nie myślała o deszczu ani właściwie o niczym poza „wampirem”, którego chciała uwięzić w pokoju. Brenna rzadko była skłonna do jakichkolwiek, filozoficznych rozważań: sama siebie uważała za dziewczynę bardzo prostą, i miała pewnie rację, bo jej myśli na ogół krążyły wokół niesamowicie przyziemnych tematów.
Łatwo było wziąć ją za zjawę – wciąż ciążyło na niej zaklęcie, odzierając z kolorów, które puszczało wprawdzie, ale powoli, tak że teraz niemal cała tonęła w szarościach, zlewając się z otoczeniem, ale jej trampki powoli odzyskiwały czerwoną barwę, wyblakłą nie od czaru, a od wielu miesięcy użytkowania i tych wszystkich razów, gdy zdołały przemoknąć.
Nie była jednak zjawą.
Była w pełni materialna, o czym Anthony Shafiq miał okazję przekonać się, gdy się zderzyli. A już to, co nastąpiło potem, dobitnie świadczyło o jej materialności, bo Brenna zareagowała w sposób typowy dla Longbottomówny: dziewczynki, którą chrzestny uczył składania dłoni w pięści tak, by nie uszkodzić kciuka, gdy miała zaledwie parę lat, która wolała tłuc się z kuzynką Mavelle, niż bawić lalkami z Danielle (choć robiła jedno i drugie), która umiała rzucić się na starszego i wyższego Ślizgona z pięściami, i która już dawno zdecydowała, że będzie należała do Brygady Uderzeniowej.
Nie próbowała nawet użyć różdżki, wciąż ściskanej w prawej ręce.
Adrenalina natychmiast popłynęła, pompowana przez serce, nagle wprawione w szaleńczy rytm, a Brenna strzeliła Anthony’ego Shafiqa, którego wzięła za wampira, chcącego wypić jej krew, lewym sierpowym prosto w twarz. Nie zastanawiając się nad tym, nie myśląc, że być może wampiry są silniejsze fizycznie, albo że to niekoniecznie jest wampir… Zadziałał odruch bezwarunkowy.
Łatwo było wziąć ją za zjawę – wciąż ciążyło na niej zaklęcie, odzierając z kolorów, które puszczało wprawdzie, ale powoli, tak że teraz niemal cała tonęła w szarościach, zlewając się z otoczeniem, ale jej trampki powoli odzyskiwały czerwoną barwę, wyblakłą nie od czaru, a od wielu miesięcy użytkowania i tych wszystkich razów, gdy zdołały przemoknąć.
Nie była jednak zjawą.
Była w pełni materialna, o czym Anthony Shafiq miał okazję przekonać się, gdy się zderzyli. A już to, co nastąpiło potem, dobitnie świadczyło o jej materialności, bo Brenna zareagowała w sposób typowy dla Longbottomówny: dziewczynki, którą chrzestny uczył składania dłoni w pięści tak, by nie uszkodzić kciuka, gdy miała zaledwie parę lat, która wolała tłuc się z kuzynką Mavelle, niż bawić lalkami z Danielle (choć robiła jedno i drugie), która umiała rzucić się na starszego i wyższego Ślizgona z pięściami, i która już dawno zdecydowała, że będzie należała do Brygady Uderzeniowej.
Nie próbowała nawet użyć różdżki, wciąż ściskanej w prawej ręce.
Adrenalina natychmiast popłynęła, pompowana przez serce, nagle wprawione w szaleńczy rytm, a Brenna strzeliła Anthony’ego Shafiqa, którego wzięła za wampira, chcącego wypić jej krew, lewym sierpowym prosto w twarz. Nie zastanawiając się nad tym, nie myśląc, że być może wampiry są silniejsze fizycznie, albo że to niekoniecznie jest wampir… Zadziałał odruch bezwarunkowy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.