07.07.2024, 22:36 ✶
Starał się słuchać zasad, które tłumaczył Atreus, trudno się jednak było mu skupić na tym, co mówił. W końcu jego szare komórki skojarzyły w miarę, że chodzi o pokera na trzy karty, co ukrócało wiele figur, trochę jednak rozjaśniało w głowie Thomasa. Umiał grać z pokera, w którego wielokrotnie zdarzało mu się grać z braćmi. A reszta najwyżej wyjdzie w praniu.
Albo po prostu przegra wszystko, co mógł postawić, ogarniając zawartość swoich kieszeni, w których dla bezpieczeństwa nosił niewiele. Co na Lammas w sumie prawie go uratowało przed straceniem resztek oszczędności.
Oparł się wygodnie na krzesełku uważnie obserwując jak Atreus tasuje karty, uśmiechając się na ten widok głupkowato.
O ile inni mogli nie mieć szczęścia w kartach, o tyle Thomas nie do końca wiedział, co się wokół niego wyprawia. Może i nie powinien pochłonąć całej tej whisky, która w sobie wlał, potrzebował jednak restartu. Właśnie tu, w tym miejscu, gdzie otaczały go osoby którym ufał w większości kwestii swojego życia.
Wśród czarodziejów, do których podobno przecież należał.
Choć czasami, w takich chwilach, w którym używali tak mało magii, zastanawiał się czym tak naprawdę różnili się od reszty jego rodziny.
No, może Morpheus czasem potrafił rzucić dziwną przepowiednia, gdy tego się człowiek najmniej spodziewał, co przyprawiało go o ciarki, ale tak to był całkiem spoko gościem.
Obserwował jak kart powoli zmieniają swoją pozycję, gdy sprawne ręce tasowały je po raz kolejny, by w końcu trzy z nich znalazły się przed nim. Zerknął znów na wianek Longbottoma, zastanawiając się, dlaczego on nie miał własnego, bo pewnie różnie dobrze wyglądałby na jego głowie.
A jeszcze ładniej na głowie Gerry. Wyrzucił jednak tą myśl, skoro dziś miał zapomnieć o wszelkich troskach i zwątpieniach, oddając się temu, co miały przynieść krążące w jego żyłach procenty, nie ważne, jak bardzo miał tego żałować. Zastanawiał się już powoli, gdzie odłożył swoje okulary, które jutro zapewne miały się przydać.
A potem z zaciekawieniem spojrzał na Bulstrode'a, unosząc brwi wyżej, gdy usłyszał jakże ciekawą plotkę. Nie, żeby sam się zwykle w podobne sprawy angażował, dziś jednak czuł, że może sobie pozwolić.
- Mam składać gratulacje z okazji pojawienia się przyszłego szwagra? Czy za wcześnie? Sam bym pewnie gościa sprawdził ze dwadzieścia razy, zanim dałbym się mu zbliżyć do swojej siostry - miał trzy, z czego jedna została już porządnie skrzywdzona przez życie przez jednego chuja, z którym na szczęście wzięła rozwód, ku uciesze chyba każdego z ich rodziny. Nie życzył podobnych przygód nikomu innemu. Wolałby pogonić podejrzanego adoratora już na starcie.
Zauważając, że Morpheus wrzuca pieniądze do dzbanuszka, zrobił to samo, z tą samą kwotą, nie chcąc za bardzo przesadzać na początek. Nie chciał za za bardzo przesadzać, gdy nawet nie wiedział, co miał w ręce. O ile uda mu się w tym stanie przypomnieć figury omawiane przez Atreusa.
Albo po prostu przegra wszystko, co mógł postawić, ogarniając zawartość swoich kieszeni, w których dla bezpieczeństwa nosił niewiele. Co na Lammas w sumie prawie go uratowało przed straceniem resztek oszczędności.
Oparł się wygodnie na krzesełku uważnie obserwując jak Atreus tasuje karty, uśmiechając się na ten widok głupkowato.
O ile inni mogli nie mieć szczęścia w kartach, o tyle Thomas nie do końca wiedział, co się wokół niego wyprawia. Może i nie powinien pochłonąć całej tej whisky, która w sobie wlał, potrzebował jednak restartu. Właśnie tu, w tym miejscu, gdzie otaczały go osoby którym ufał w większości kwestii swojego życia.
Wśród czarodziejów, do których podobno przecież należał.
Choć czasami, w takich chwilach, w którym używali tak mało magii, zastanawiał się czym tak naprawdę różnili się od reszty jego rodziny.
No, może Morpheus czasem potrafił rzucić dziwną przepowiednia, gdy tego się człowiek najmniej spodziewał, co przyprawiało go o ciarki, ale tak to był całkiem spoko gościem.
Obserwował jak kart powoli zmieniają swoją pozycję, gdy sprawne ręce tasowały je po raz kolejny, by w końcu trzy z nich znalazły się przed nim. Zerknął znów na wianek Longbottoma, zastanawiając się, dlaczego on nie miał własnego, bo pewnie różnie dobrze wyglądałby na jego głowie.
A jeszcze ładniej na głowie Gerry. Wyrzucił jednak tą myśl, skoro dziś miał zapomnieć o wszelkich troskach i zwątpieniach, oddając się temu, co miały przynieść krążące w jego żyłach procenty, nie ważne, jak bardzo miał tego żałować. Zastanawiał się już powoli, gdzie odłożył swoje okulary, które jutro zapewne miały się przydać.
A potem z zaciekawieniem spojrzał na Bulstrode'a, unosząc brwi wyżej, gdy usłyszał jakże ciekawą plotkę. Nie, żeby sam się zwykle w podobne sprawy angażował, dziś jednak czuł, że może sobie pozwolić.
- Mam składać gratulacje z okazji pojawienia się przyszłego szwagra? Czy za wcześnie? Sam bym pewnie gościa sprawdził ze dwadzieścia razy, zanim dałbym się mu zbliżyć do swojej siostry - miał trzy, z czego jedna została już porządnie skrzywdzona przez życie przez jednego chuja, z którym na szczęście wzięła rozwód, ku uciesze chyba każdego z ich rodziny. Nie życzył podobnych przygód nikomu innemu. Wolałby pogonić podejrzanego adoratora już na starcie.
Zauważając, że Morpheus wrzuca pieniądze do dzbanuszka, zrobił to samo, z tą samą kwotą, nie chcąc za bardzo przesadzać na początek. Nie chciał za za bardzo przesadzać, gdy nawet nie wiedział, co miał w ręce. O ile uda mu się w tym stanie przypomnieć figury omawiane przez Atreusa.