Wielkie halo. Człowiek poszedł sobie na miasto, aby trochę się rozerwać i nawet nikogo nie skrzywdził, a zrobiła się afera jak ta lala. Gdyby Stanley wiedział, że zrobi się taka chryja, to w życiu by tam nie poszedł. Po drugie, nawet nie wiedział co się kroi, wszak Atreus nie przedstawił mu żadnych szczegółów odnośnie całego wydarzenia. Po trzecie, sam Bulstrode i jego zachowanie - to było akurat karygodne i dalekie temu, jak ich wychowywano. Gdzie podziały się te wszystkie gesty świadczące o braterskości czy przyjaźni? Kiedy to kariera wzięła górę nad tamtym Ślizgonem?
Gdyby Borgin postawił na szali własną dłoń, wskazując, że Atreus nie zdradzi - straciłby ją bezpowrotnie, a szkoda. Wielka szkoda, że zachował się w ten sposób.
Robercik jak to Robercik - musiał się zdenerwować, tupnąć nóżką na odległość, aż w końcu zapowiedzieć swoją wizytę. To był chyba pierwszy drugi raz kiedy to on fatygował się do tego stopnia, aby zjawić się na miejscu. Było to w pewien sposób zaskakujące.
Gdzie trafił Mulciber? Do Głębiny. Zacnego miejsca, które nadal budowało swoją renomę pośród innych lokali na Nokturnie czy Podziemnych Ścieżkach. Nie mniej jednak, każdy widział jak wygląda ten przybytek. Z jednej strony nie było to nic szczególnego, a z drugiej, Stanley, był bardzo dumny z wystroju jaki udało mu się skomponować.
Wiedząc, że będzie miał dzisiaj wizytę ojca, poinformował Francisa, że ktoś taki jak Robert, postanowi zagościć w ich skromnych progach. Zrobił to z dwóch względów. Po pierwsze, aby nie było żadnych problemów, że ktoś próbuje się przemknąć na zaplecze, a po drugie po to, aby barman wiedział, że ów starszy mężczyzna trzyma z nimi. Ot, takie proste i wcale nie skomplikowane.
Kiedy przybył i został wpuszczony w zakamarki Głębiny, Stanley oczekiwał go w swoim gabinecie. Sam siedział za biurkiem i przeglądał jakieś dokumenty. Tu coś zaznaczył, tam coś zakreślił. Taka zwykła papierkowa robota, którą dalej miał we krwi. Te wszystkie zamówienia to była prawdziwa masakra.
Słysząc głos ojca, podniósł wzrok i zlustrował go od dołu do góry. No tak. Żadnego cześć, żadnego pocałuj mnie w dupę Westchnął, odkładając pióra, a następnie oparł ręce na blacie, podpierając podbródek na złożonych dłoniach.
- Nie. Nic nie powiedziałem. O niczym nie wie - odparł - Dalej jestem tylko tym panem Borginem, jak sama zdążyła to określić. Włos jej z głowy nie spadł jeżeli Cię to interesuje - dodał, chcąc wyjaśnić wszelkie niejasności. Wolał postawić sprawę jasno, a nie czekać na jakieś kolejne przytyki ze strony ojca.
- Mhm - wymruczał, słuchając o jakichś porwaniach. Pomyśleć, że to sama Sophie chciała dać się porwać, a Stanley miał za to oberwać. Jeden, wielki dramat ze strony Ministerstwa - Bardzo interesujące podejście z ich strony - zauważył. Można było dostrzec, że nie podchodził do tego poważnie - a już na pewno nie do działań, które podjęli jego byli koledzy po fachu. Wstyd mu było za nich. I pomyśleć, że Aurorzy to ci lepsi podobno...
- Gdyby to tylko zależało ode mnie. Sama się przylepiła, a ja nie miałem czasu do stracenia. No chyba, że wolałeś, abyśmy rozmawiali w tej chwili w którejś z miłych celi, czekając, aż Lorien da mi jakiś wykurwiście wielki wyrok? - zapytał, niejako przedstawiając ofertę, którą miała mu do zaproponowania Harper Moody ze swoimi pieskami - Wierzę, że Sophie nie zrobiła nic złego. To przecież całkiem sprytna dziewczyna... tylko czasami sobie nie radzi? - wzruszył ramionami, bo kim on był, aby własną siostrę oceniać. W końcu spotkali się może z dwa czy trzy razy, a to było zbyt mało na jakiejś większe osądy.
- Zapalę - odparł, częstując się papierosem - To ja może zapytam czy się czegoś napijesz? - zaoferował, odpalając papierosa. Wspaniałość nad wspaniałościami Rozkoszował się smakiem tej używki.
- Sophie na szczęście za dużo nie wie. Nawet jeżeli chciałaby im coś powiedzieć, to nie bardzo miałaby jak. Nie bardzo miałaby co im powiedzieć - zauważył, wystawiając popielniczkę na blat - Ciekawi mnie jedynie czy rozwiała ich wątpliwości odnośnie "porwania", skoro do żadnego nie doszło. A to, że tamci są przyjebani jak gwoździe do trumny, to już nie moja wina. Niestety nie ma na nich takich obcęg, co by ich naprostować - skwitował, strzepując popiół z papierosa.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972