Geraldine nie znosiła kotów. Była tym człowiekiem, który zawsze wybierał psa. Miała złe wspomnienia związane z pewnym kocim animagiem, który skutecznie obrzydził jej te zwierzęta. Żywiła przez niego do nich urazę.
- Nad czym tak myślałeś, że aż poszedłeś nie tam gdzie chciałeś? - W sumie to ją zaciekawiło, by chyba nigdy nie zaliczyła takiego procesu myślowego, było to dla niej coś zupełnie nietypowego. Dlatego właśnie zadała to pytanie, co mogło go zaabsorbować aż tak, że trafił w zupełnie inne miejsce niż chciał?
Thomas mimo tego, że mówił, że miło ją widzieć wcale nie wyglądał, jakby tak uważał. Jego twarz wydawała się mówić zupełnie co innego, ale nie zamierzała go o to wypytywać, nie miała powodu, aby wątpić w jego słowa. Może miał inne zmartwienia, może męczyło go to, o czym myślał, kiedy znalazł się tutaj zupełnie przypadkiem.
- Tak, najwyraźniej atakują różne miejsca. Do mnie, na Horyzontalną też trafiły. - Może był to jakiś dzień, który wybrali sobie na informowanie wszystkich o tym, jak wygląda ich sytuacja w świecie czarodziejów. Nie zmieniało to jednak faktu, że robili to trochę za bardzo intensywnie. Te ulotki fruwały wszędzie, ktoś będzie musiał posprzątać ten bałagan, takie nagabywanie na pewno nie przyniesie zamierzonych efektów. Powinni zmienić swojego specjalistę od marketingu, czy coś.
- Pamiętam marsz, skończył się dosyć drastycznie. - Mugolaków akurat było jej szkoda i wydawało jej się, że protestowali w słusznej sprawie, stanowili też sporą część magicznego społeczeństwa w przeciwieństwie do pojedynczych jednostek, którymi były wilkołaki.
- Oni są niebezpieczni, jeśli pozostawi się ich samopas, to będą atakować niewinnych ludzi. - Dodała jeszcze, co myśli o tej sprawie, cóż jej zdanie było dosyć mocno zarysowane, w końcu była łowczynią, ona polowała na takie stworzenia, jeśli pojawiała się taka potrzeba.