W zasadzie to mogliby się pokłócić o zasadność takich słów. No bo czy warto było cierpieć tak? I to tylko dlatego, aby móc wypić otrzymany za darmo szampan. Z jednej strony było go szkoda, a z drugiej nie był to napój wysokich lotów. Eksperci pewnie mogliby się z nim nie zgodzić, ale ich nie było z nimi. Może to i lepiej?
Czy Stanley łapał czasami odklejkę od rzeczywistości? Być może. Czy teoria spiskowa z właścicielem tego przybytku była przekoloryzowana i przedstawiona w taki sposób, aby pokazać starszego mężczyznę w złym świetle? Oczywiście, że tak. Nie dało się tego ukryć, a sam Borgin nie zamierzał temu się sprzeciwiać czy optować. W końcu nie potrafili czytać w myślach i może rzeczywiście była odrobina racji w jego słowach? Może Stella miała być kolejną ofiarą tego staruszka, który miał podłe zamiary. Mało było takich przypadków na świecie? A kto jak kto, ale Stanley, jako ciągle aktywny na służbie brygadzista, miał na ten temat jakieś pojęcie. Raporty nie kłamały i mówiły same za siebie.
- Nie przejmuj się Stella. Na całe szczęście udało się to dostrzec za wczasu - zauważył - Następnym razem będziesz już wiedzieć, że należy na niego uważać. Nie mniej jednak, na pewno dałabyś sobie z nim radę. Masz swoje sztuczki - dodał z niewinnym uśmieszkiem na twarzy. Chodziło mu o nic innego, jak jej wiłe umiejętności. Dopóki nie wykorzystywała ich na Stanleyu, wszystko było w porządku. To były właśnie plusy dodatnie jej zdolności - mogła się bronić przed dziwnymi typami... tylko czy to by się nie skończyło tak jak w przypadku Theona?
Dalej to Borgin pogrążył się w rozmyślaniu nad wszystkim i niczym. W teorii był tuż obok Avery, a w prawdzie był hen daleko. Sam ze sobą rozważał dużo rzeczy, chociaż może nie był to odpowiedni czas na takie rzeczy. Po prostu wpadł w jakąś melancholię albo coś w ten deseń. Sam nie bardzo potrafił to określić i dodatkowo nie wiedział, że tak nawet było. W pewnym momencie się ocknął i przez ułamek sekundy nie wiedział o co chodzi.
- Przepraszam raz jeszcze. Za dużo czasu poświęciłem na rozmyślaniu odnośnie tego gościa. Chodźmy stąd, bo aura mi tutaj nie służy - poprosił, wyciągając dłoń w kierunku Stelli, aby móc ją stąd wyprowadzić - Dopijemy to u Ciebie, bo jeszcze przyjdzie ten zgred i będzie nam coś marudził, a tego wolelibyśmy uniknąć. Jeszcze doszłoby do jakiejś sprzeczki i byłoby nie ciekawie - argumentował, chcąc opuścić lokal. W końcu zdał sobie sprawę, że każda kolejna minuta na Pokątnej była trochę jak wyrok rzucany na samego siebie. I pomyśleć, że biedna Stella o niczym nie wiedziała.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972