09.07.2024, 15:41 ✶
- Z reguły ci, którzy cię karmią i zapewniają dach nad głową - odparł zgodnie z najprawdziwszą prawdą każdego dziecka. - Są też najczęściej tymi, którzy mogą nieźle złoić ci tyłek, kiedy się nie dostosowujesz. - dodał, posyłając jej znaczące spojrzenie.
Nie obrywali co prawda z bratem jakoś często, nawet kiedy wpadli w kłopoty, ale kary, jakim musieli się poddać, również nie należały do przyjemnych. Żaden rodzaj kary nie jest przyjemny. Czy to odebranie dziecięcej miotły na tydzień, czy to zakaz wychodzenia nad jezioro. Jeszcze gorzej było, kiedy musieli ręcznie ot choćby obrać worek ziemniaków albo pomyć podłogi! To było wręcz upokarzające, bo przecież rodzice mogli to zrobić za jednym machnięciem różdżki. Tymczasem oni musieli to robić metodami, jak jacyś... Jacyś MUGOLE! Ha-tfu!
Odganiając nieprzyjemne myśli dotyczące Aurory, Leonard upił kolejny łyk ze swojej szklanki i zastanowił się przez dłuższą chwilę nad pytaniem zadanym mu przez Geraldine.
- Nazwałbym to wtedy sprawą dużo bardziej skomplikowaną i skłoniłbym się do bezpośrednich metod. Być może mając w pobliżu kogoś, kto mógłby mnie ubezpieczyć w razie potrzeby. Z pomocą magii na wszystko i na każdego znajdzie się w końcu metoda, jeśli tylko wiedzieć, gdzie lub u kogo jej szukać. - odpowiedział tym razem wolniej, uważniej ważąc słowa. Wszystko zależało od problemu, z jakim miało się zmierzyć. Nie licząc Aurory, nigdy nie stanął przed przeszkodą, której nie usunąłby odpowiednio wymierzony cios albo eliksir. Zaklęcia stawiał dopiero na trzecim miejscu.
- Oho? W takim razie... Na mój koszt - wskazał barmanowi palcem szklankę kobiety. Ugraniu mogącej się mu przydać znajomości nigdy nie mówił 'nie'.
Nie obrywali co prawda z bratem jakoś często, nawet kiedy wpadli w kłopoty, ale kary, jakim musieli się poddać, również nie należały do przyjemnych. Żaden rodzaj kary nie jest przyjemny. Czy to odebranie dziecięcej miotły na tydzień, czy to zakaz wychodzenia nad jezioro. Jeszcze gorzej było, kiedy musieli ręcznie ot choćby obrać worek ziemniaków albo pomyć podłogi! To było wręcz upokarzające, bo przecież rodzice mogli to zrobić za jednym machnięciem różdżki. Tymczasem oni musieli to robić metodami, jak jacyś... Jacyś MUGOLE! Ha-tfu!
Odganiając nieprzyjemne myśli dotyczące Aurory, Leonard upił kolejny łyk ze swojej szklanki i zastanowił się przez dłuższą chwilę nad pytaniem zadanym mu przez Geraldine.
- Nazwałbym to wtedy sprawą dużo bardziej skomplikowaną i skłoniłbym się do bezpośrednich metod. Być może mając w pobliżu kogoś, kto mógłby mnie ubezpieczyć w razie potrzeby. Z pomocą magii na wszystko i na każdego znajdzie się w końcu metoda, jeśli tylko wiedzieć, gdzie lub u kogo jej szukać. - odpowiedział tym razem wolniej, uważniej ważąc słowa. Wszystko zależało od problemu, z jakim miało się zmierzyć. Nie licząc Aurory, nigdy nie stanął przed przeszkodą, której nie usunąłby odpowiednio wymierzony cios albo eliksir. Zaklęcia stawiał dopiero na trzecim miejscu.
- Oho? W takim razie... Na mój koszt - wskazał barmanowi palcem szklankę kobiety. Ugraniu mogącej się mu przydać znajomości nigdy nie mówił 'nie'.