Smoki nie mówiły. A na pewno nie porozumiewały się telepatycznie. Ale Cain się zaciął przy spotkaniu z tym, co widział. Zwątpił. Nie w swoją wiedzę - w tę wątpić nie zamierzał - ale w to, że nie był w stanie powiedzieć, czy te łuski są złote. Dopiero teraz go to uderzyło tak mocno. Wszystko było szare, a przecież... zaraz, było takie zawsze? Miał ochotę mocniej zamrugać, czuł się zaślepiony, jakaś płachta została nałożona na jego oczy, jakiś... filtr. Czymkolwiek filtr był. Jedyne, co zrobił, to te oczy zmrużył. Przymrużył, bo naprawdę przy bliskości śnieżnej grani wszystko potrafiło byś bardziej jasne, a słońce jakieś intensywniejsze, albo to już jemu się to wszystko wydawało. Moc wyobraźni - a nigdy nie miał się za osobę, która była jej pozbawiona. Z drugiej strony nie miał się też za osobę kreatywną. Kreatywność... to zostawiał Flynnowi. On był w tym zawsze dobry.
- Nie widzę ich kolorów. - Odpowiedział w końcu z lekkim zniecierpliwieniem, chociaż nie był zirytowany na Flynna. Był zirytowany na własne niedomaganie. Jakby coś mu się stało, chociaż przecież tak było zawsze. Mimo to nie potrafił pozbyć się uczucia, że jednak... jednak nie. Nie zawsze tak było i widział o wiele więcej - więcej kolorów, niż większość ludzi, nawet więcej niż czarodzieje. One oplatały przecież ludzi, przecież to one pozwalały czytać z ludzi jak z otwartych książek bez konieczności wchodzenia im do głowy, wchodzenia z butami w ich życie. - Normalne smoki nie mówią. - Dlatego CHYBA złote, bo z perspektywy skreślania pewnych norm... z drugiej strony na tym świecie było mnóstwo rzeczy do poznania - smoki przecież były jednymi z nich. Bestiami do dokładniejszego opisania, zbyt już rzadkimi. Ludzie się zmieniali - potrafiły ewoluować też bestie. Ale tylko smoki złote były opisane jako te, które potrafiły się komunikować.
- Tak? - Zaciekawiło się smocze, które chętnie ich zagadywało i aż uniósł kraniec ogona w górę, wyciągnął łeb, obrócił wzrok z powrotem do nich. Zrobił jeden krok w kierunku Flynna, przekrzywił łeb, spoglądając na niego z ciekawością. Cain się uspokoił. O ile był skonfundowany, to poczucie zagrożenia... nie czuł go w ogóle. Najeżone pierwszym doznaniem włoski na karku opadały, tak jakby miał przed sobą ludzi, nie smoki. Zrobił powolny, niemal flegmatyczny krok do przodu, żeby dać jeszcze więcej miejsca Flynnowi, ale niekoniecznie skracał wielce dystans między nimi a smoczętami. On nie musiał - to jedno smocze dziecię robiło to nad wyraz chętnie. Najwyraźniej nie znało pojęcia strachu, albo nie uważało ich za jakiekolwiek zagrożenie. Pisklę. Niedoświadczone pisklę. Jego brat był pod tym kątem o wiele ostrożniejszy.
- A co chce? - Smocze przymrużyło ślepia. Cokolwiek miało się nie dziać - ciekawość wygrywała.
- Pewnie chcą kraść! - Dodał drugi, trzymający się z tyłu, nieufnie wędrując ślepiami to do Caina, to do Flynna.