10.07.2024, 07:47 ✶
Pozwoliła atakować swoją rękę i zaczepiać, nawet gdyby na skórze miał zostać ślad pazurków. W Warowni zbyt wiele było psów, aby adoptowali też kociaki, ale Brenna ogólnie lubiła zwierzęta, a kociak był absolutnie uroczy.
- Woda będzie w porządku, dzięki - powiedziała, a gdy dostała szklankę, wypiła zawartość pośpiesznie, nie tyle dlatego, że tak chciało się jej pić, a bo nie chciała tracić czasu.
Na słowa odnośnie kradzieży tożsamości spojrzała na Victorię zdumiona: to było.. trochę zbyt nieprawdopodobne, aby o tym w ogóle pomyślała. Ale i czy nieprawdopodobne nie było to, że przez jedenaście lat nie zauważyła ich podobieństwa...?
- Taka magia... w ogóle istnieje? - zapytała z wahaniem. - Mógłby upodobnić się do niego, nawet zaczarować mnie, ale przecież ma rodzinę, zna go mój brat, cholera, jaki czarodziej dałby radę zaczarować nas wszystkich?
Tyle że Thoran nie był czarodziejem. Był demonem. Victoria miała rację, ale Brenna się tego nie domyślała.
- Znam Sama odkąd miał piętnaście lat. Jest młodszy ode mnie I poznałam go, kiedy Thoran już skończył szkołę. To na pewno dwie różne osoby. Yaxleya pamiętam ze szkoły...
Urwała na moment.
Jak dobrze go znała?
To była ta sama konfuzja, co podczas rozmowy z Heather. Nie była tak naprawdę pewna. Pamiętała, że rozmawiali w szkole i że byli kiedyś na wspólnych wakacjach z Erikiem i jego rodzeństwem. Wiedziała, że w pewnym momencie przestali się widywać - on miał inne zainteresowania, a ona zrobiła się bardzo ostrożna wobec krewnych Borginów. Geraldine nie przypominała ich w ogóle, ale Thoran...
...właściwie dlaczego sądziła, że nie zrobiłby takich rzeczy?
- Chyba wcale go nie znam, skoro chce przerabiać feniksy na rosół - powiedziała, kręcąc lekko głową, nagle potrójnie zdeterminowana, aby dorwać sukinsyna. Laurent, problemy sprawione Victorii, ale też coś jeszcze: chciała wiedzieć, dlaczego po wyjściu z tego zaułka tyle rzeczy nagle... się nie zgadzało.
- Brzmi jak doskonała przygoda, nie skakałam z balkonu na balkon od... no od jakiś trzech tygodni. Wchodzę w to - zapewniła niemal radośnie, ale potem się zatrzymała w pół ruchu ku balkonowi, przypomniawszy sobie, dlaczego kiedyś to ją lewitowano na krokwię, nie odwrotnie. - Może ja przejdę pierwsza i spróbuję otworzyć drzwi od środka? - zapytała z wahaniem. Jeśli balkon był zabezpieczony przed zewnętrzna teleportacją to oznaczało przełażenie na pewnej wysokości, a Victoria nigdy nie lubiła wysoko położonych miejsc. Nie zamierzała jednak się upierać, jeśli Victoria postanowi, że da radę, to znaczy, że da.
- Woda będzie w porządku, dzięki - powiedziała, a gdy dostała szklankę, wypiła zawartość pośpiesznie, nie tyle dlatego, że tak chciało się jej pić, a bo nie chciała tracić czasu.
Na słowa odnośnie kradzieży tożsamości spojrzała na Victorię zdumiona: to było.. trochę zbyt nieprawdopodobne, aby o tym w ogóle pomyślała. Ale i czy nieprawdopodobne nie było to, że przez jedenaście lat nie zauważyła ich podobieństwa...?
- Taka magia... w ogóle istnieje? - zapytała z wahaniem. - Mógłby upodobnić się do niego, nawet zaczarować mnie, ale przecież ma rodzinę, zna go mój brat, cholera, jaki czarodziej dałby radę zaczarować nas wszystkich?
Tyle że Thoran nie był czarodziejem. Był demonem. Victoria miała rację, ale Brenna się tego nie domyślała.
- Znam Sama odkąd miał piętnaście lat. Jest młodszy ode mnie I poznałam go, kiedy Thoran już skończył szkołę. To na pewno dwie różne osoby. Yaxleya pamiętam ze szkoły...
Urwała na moment.
Jak dobrze go znała?
To była ta sama konfuzja, co podczas rozmowy z Heather. Nie była tak naprawdę pewna. Pamiętała, że rozmawiali w szkole i że byli kiedyś na wspólnych wakacjach z Erikiem i jego rodzeństwem. Wiedziała, że w pewnym momencie przestali się widywać - on miał inne zainteresowania, a ona zrobiła się bardzo ostrożna wobec krewnych Borginów. Geraldine nie przypominała ich w ogóle, ale Thoran...
...właściwie dlaczego sądziła, że nie zrobiłby takich rzeczy?
- Chyba wcale go nie znam, skoro chce przerabiać feniksy na rosół - powiedziała, kręcąc lekko głową, nagle potrójnie zdeterminowana, aby dorwać sukinsyna. Laurent, problemy sprawione Victorii, ale też coś jeszcze: chciała wiedzieć, dlaczego po wyjściu z tego zaułka tyle rzeczy nagle... się nie zgadzało.
- Brzmi jak doskonała przygoda, nie skakałam z balkonu na balkon od... no od jakiś trzech tygodni. Wchodzę w to - zapewniła niemal radośnie, ale potem się zatrzymała w pół ruchu ku balkonowi, przypomniawszy sobie, dlaczego kiedyś to ją lewitowano na krokwię, nie odwrotnie. - Może ja przejdę pierwsza i spróbuję otworzyć drzwi od środka? - zapytała z wahaniem. Jeśli balkon był zabezpieczony przed zewnętrzna teleportacją to oznaczało przełażenie na pewnej wysokości, a Victoria nigdy nie lubiła wysoko położonych miejsc. Nie zamierzała jednak się upierać, jeśli Victoria postanowi, że da radę, to znaczy, że da.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.