Samuel nie wyglądał na zdziwionego, widząc go, i to jego w końcu, więc chyba nie pomylił daty umówionego spotkania. Zbliżył się więc do swojego niedźwiedziego brata i jego dwóch towarzyszek (i kota, którego zauważył dopiero po dłuższej chwili), trochę skrępowany, bo tej kobiety i dziecka nie znał, nie wiedział więc, czego powinien się spodziewać. Trochę mu się zmiękczyło serce, kiedy po dłuższej chwili przyglądania się dziewczynce w jego głowie pojawiła się myśl, że mogła ona być w podobnym, a może nawet tym samym, wieku, co Grigorij i Galina.
-Nikolai Petrov, przyjemność po mojej stronie - odpowiedział Norze i małej Mabel, uśmiechając się delikatnie, kiedy Sam je przedstawiał, i odpowiedział dziewczynce na jej pytanie. -Tak, umiem, tak samo, jak Sam. I możesz mówić mi po prostu Niko albo jak ci się podoba. I dzień dobry tobie również, Karl.
A więc narzeczona, tak? To było... Zaskakujące, w pozytywnym, oczywiście, znaczeniu. Nie przypominał sobie, by Sam do tej pory wspominał o jakiejkolwiek kobiecie, z którą się spotykał, a tu taka niespodzianka. I Sam wyglądał na tak szczęśliwego. W sekundę ekspresja Nikolaia zmieniła się na zaskoczenie, słysząc to wyraźne zaznaczenie, że pomagał w hodowli hipogryfów. Nie, że po prostu pomagał. Tu chodziło o hipogryfy.
I, moment... Kiedy Vlad na nich narzekał? Że niby za wolno czyścili stajnie? Przecież zajmowało im to tyle samo czasu, co do tej pory! Chwila... Co tu się...
Saaaaaaaaaam?
Odwrócił się znów do Nory i Mabel, która wpierw przytuliła matkę, a potem rozgadała się o tym pomaganiu i padły pytania. Sporo pytań. Padły nawet dwa imiona i jedna jego brew powędrowała do góry, bo jednego z nich nie kojarzył, ale czy powinien się dziwić, że znali oni Brennę? Ciocia Brenna, jak to uroczo brzmiało.
No dobra, czyli Sam miał jakiś plan, który potrzebował do jego wykonania właśnie Nikolaia, Nory, Mabel (czy Karl również był częścią planu?) i hipogryfów. Miał plan, którym postanowił się ze swoim niedźwiedzim bratem nie podzielić, i teraz właśnie zrzucił na niego przysłowiową bombę.
Czy Vlad wie, co ty właściwie wykombinowałeś?
Jeżeli Sam postanowił zachować to dla siebie, będzie musiał przekonać Vlada, bo trochę głupio byłoby również z jego strony, gdyby Sam teraz swojej narzeczonej i jej córce obiecał, Mabel widocznie bardzo się z tego pomysłu ucieszyła, a w przyszłą sobotę spotkałyby się z odmową właściciela hodowli, bo przecież Nikolai właśnie poznał ten plan i mógł przecież stryja przekonać, żeby im pozwolił wejść, pomóc w stajni i może pozwolić Mabel przejechać się na hipogryfie, o ile Suzie pozwoli.
-Hm... Na początku dobrze, żebyś wiedziała, że do hipogryfów nie można sobie tak po prostu podejść. Trzeba się im ukłonić i jeśli hipogryf ukłoni się tobie, wtedy możesz się do niego zbliżyć - odpowiedział na jedno z wielu pytań Mabel, rozbawiony jej entuzjazmem. -Na pozostałe pytania odpowiem ci, jak już będziemy z hipogryfami, dobrze?
A może Vlad wcale nie będzie miał nic przeciwko, skoro dostanie dodatkowe ręce do pomocy? Nie zawsze można było przewidzieć reakcji jego stryja.
I druga bomba. Wyścig? Jaki wyścig?
Saaaaaaaaaaaaaaaaam?
Przesunął wzrokiem po wyznaczonej przez drugiego animaga trasie, na której mieli się ścigać. W futrze. Z księżniczką na grzbiecie.
Skinął głową do Nory. Oczywiście, gdyby mała Mabel miała wsiąść na jego grzbiet, byłby bardzo ostrożny, by nie stała się jej krzywda, tak jak ostrożny będzie, gdy to Nora na nim usiądzie, ale nie miał zamiaru wykłócać się z jej decyzją. Była w końcu matką, martwiła się o swoje dziecko, bo nawet jeśli Sam przedstawił go, jako swojego brata, to wciąż był dla nich obcym.
-Będę uważał na twoją Panią - zapewnił jeszcze Sama i spojrzał na Karla, trochę zdziwiony, bo do tej pory nie spotkał kota, który potrafił mówić. -Eeee... Przyjechałem tu z Rosji... Jako pomoc dla stryja... W maju... Sam pomógł mi, kiedy jeden z naszych hipogryfów nam uciekł, a potem... spotkaliśmy się tutaj, kiedy obaj byliśmy przemienieni - może powinien darować sobie szczegóły ich spotkania.