10.07.2024, 09:37 ✶
– Właściwie to… wszystko jest mało oficjalne – powiedziała Brenna. Nie wiedziała, w jaką stronę to wszystko się potoczy: chyba nawet Dumbledore nie wiedział, ponieważ w tej chwili nie mieli pojęcia, co dokładnie zrobi Voldemort.
A jednak Brenna nie zastanawiała się.
W jej wypadku nie chodziło nawet o bliskich ludzi. Nie umiałaby po prostu stać z boku. Nie umiałaby czytać doniesień o kolejnych zabitych mugolakach, w pracy trafiać na kolejne miejsca zbrodni, bezsilnie patrzeć, jak śmierciożercy powoli przejmują władzę i malują Anglię czernią i zielenią: nie barwą nadziei, a avady kedavry. Nie chciała żyć w takim świecie, więc jeśli mogła coś zrobić, cokolwiek, nawet jeżeli niewiele, zrobić to chciała.
– Nie musisz, ciociu – stwierdziła od razu, bez choćby śladu pretensji, bo to przecież nie tak, że chciała w to ciotkę wciągać. Nie domagała się, by dołączyła: miała wątpliwości, czy w ogóle z nią o tym rozmawiać. Ale też wiedziała, że któregoś dnia Derwin przyjdzie do niej, by po cichu ściągnęła z niego klątwę, Jeremiah zapyta o jakiegoś klienta, ona pojawi się z dziwnym przedmiotem… – Po prostu wiem, że pewnie prędzej czy później w jakiejś sprawie poprosimy o pomoc… i pomyślałam, że powinnaś wiedzieć, co się dzieje – mruknęła, spoglądając na nią z ukosa.
Trochę ściskało ją za gardło, gdy Quintessa zaczęła mówić dalej. Bo do cholery, tu też miała rację: w świecie Voldemorta małe mugolaki nie trafią do szkoły. Będą miały szczęście, jeśli od razu nie zostaną zabite. W świecie Voldemorta Quintessa mogłaby być kochanką Clemensa, nie jego żoną, bo to małżeństwo nie byłoby „godne”. W świecie Voldemorta córka mugolaka i panny półkrwi może nie zostałaby zabita, ale nie miałaby komu się poskarżyć, że napadł ją czystokrwisty po zmroku.
Ale też bo wcale nie chciała, żeby ciotka musiała ryzykować i miała wyrzuty sumienia, że w ogóle jej o tym wszystkim opowiada.
Czuły gest tylko tę gulę w gardle powiększał.
– Myślałam, że może się nam przydać klątwołamacz i ktoś, kto zna się na runach – powiedziała, spoglądając na Quintessę. Podejrzewała, że Tessa jednak nie wytrzyma po prostu siedząc w tym tylnym rzędzie, zwłaszcza jeśli się dowie, że jej mąż planuje wepchnąć się w jakąś niebezpieczną misję. Jak na Ślizgonkę pod tym względem bywała bardzo Gryfońska. Brenna nie zamierzała jednak nakłaniać ją do pchania się w ten pierwszy szereg. – Obawiam się, że możemy nie raz oberwać jakąś klątwą. Albo wejść gdzieś, gdzie taka klątwa będzie do złamania. A do twojego antykwariatu czasem na pewno trafią ludzie i przedmioty, którzy mogą nas zainteresować.
A jednak Brenna nie zastanawiała się.
W jej wypadku nie chodziło nawet o bliskich ludzi. Nie umiałaby po prostu stać z boku. Nie umiałaby czytać doniesień o kolejnych zabitych mugolakach, w pracy trafiać na kolejne miejsca zbrodni, bezsilnie patrzeć, jak śmierciożercy powoli przejmują władzę i malują Anglię czernią i zielenią: nie barwą nadziei, a avady kedavry. Nie chciała żyć w takim świecie, więc jeśli mogła coś zrobić, cokolwiek, nawet jeżeli niewiele, zrobić to chciała.
– Nie musisz, ciociu – stwierdziła od razu, bez choćby śladu pretensji, bo to przecież nie tak, że chciała w to ciotkę wciągać. Nie domagała się, by dołączyła: miała wątpliwości, czy w ogóle z nią o tym rozmawiać. Ale też wiedziała, że któregoś dnia Derwin przyjdzie do niej, by po cichu ściągnęła z niego klątwę, Jeremiah zapyta o jakiegoś klienta, ona pojawi się z dziwnym przedmiotem… – Po prostu wiem, że pewnie prędzej czy później w jakiejś sprawie poprosimy o pomoc… i pomyślałam, że powinnaś wiedzieć, co się dzieje – mruknęła, spoglądając na nią z ukosa.
Trochę ściskało ją za gardło, gdy Quintessa zaczęła mówić dalej. Bo do cholery, tu też miała rację: w świecie Voldemorta małe mugolaki nie trafią do szkoły. Będą miały szczęście, jeśli od razu nie zostaną zabite. W świecie Voldemorta Quintessa mogłaby być kochanką Clemensa, nie jego żoną, bo to małżeństwo nie byłoby „godne”. W świecie Voldemorta córka mugolaka i panny półkrwi może nie zostałaby zabita, ale nie miałaby komu się poskarżyć, że napadł ją czystokrwisty po zmroku.
Ale też bo wcale nie chciała, żeby ciotka musiała ryzykować i miała wyrzuty sumienia, że w ogóle jej o tym wszystkim opowiada.
Czuły gest tylko tę gulę w gardle powiększał.
– Myślałam, że może się nam przydać klątwołamacz i ktoś, kto zna się na runach – powiedziała, spoglądając na Quintessę. Podejrzewała, że Tessa jednak nie wytrzyma po prostu siedząc w tym tylnym rzędzie, zwłaszcza jeśli się dowie, że jej mąż planuje wepchnąć się w jakąś niebezpieczną misję. Jak na Ślizgonkę pod tym względem bywała bardzo Gryfońska. Brenna nie zamierzała jednak nakłaniać ją do pchania się w ten pierwszy szereg. – Obawiam się, że możemy nie raz oberwać jakąś klątwą. Albo wejść gdzieś, gdzie taka klątwa będzie do złamania. A do twojego antykwariatu czasem na pewno trafią ludzie i przedmioty, którzy mogą nas zainteresować.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.