10.07.2024, 11:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.07.2024, 09:17 przez Charlotte Kelly.)
Tak naprawdę wcale nie miała ochoty stąd wychodzić: była na to gotowa tylko dlatego, że Jonathan wpadł w panikę, a Jonathan nie zwykł w panikę wpadać, więc musiał być naprawdę, naprawdę przerażony. Ale chociaż wolałaby zostać, to gdy okazało się, że zostać musi, bardzo się tym zdenerwowała. Nie lubiła, gdy ktoś jej rozkazywał.
– A może powinnam powiedzieć temu całemu panu, że się tutaj kręcisz, i że w sumie to potrafię przywoływać duchy, z pomocą mojej córki egzorcystki mogłybyśmy cię dla niego zamknąć w bardzo ładnym pudełku? – spytała, celując w Gionatę różdżką.
Nic jej nie obchodziło, że to był okrutnie zamordowany, dość młody człowiek – tak na oko musiał umrzeć mając ładnych parę lat mniej niż Charlotte i Jonathan – skoro ten martwy, okrutnie zamordowany, młody człowiek, próbował ją do czegoś zmuszać. Nie podeszłaby do tego lustra z czystej przekory (ba, nawet zbadać, chociaż bardzo chciała się temu artefaktowi doprowadzającemu do szaleństwa przyjrzeć, a nie go niszczyć), gdyby nie to, że Selwyn najwyraźniej był gotów iść duchowi na rękę i ruszył do lustra jako pierwszy.
Charlotte westchnęła.
– Przyjrzę się mu – mruknęła z pewnym niezadowoleniem, podeszła do lustra w ślad za Jonathanem i wyszeptała inkantację rozpraszającego zaklęcia, zanim szarpnęła za bordową zasłonę.
Lustro było wielkie, okrągłe, złociste i bez wątpienia magiczne. Charlotte wystarczył jeden rzut oka, aby od razu zorientowała się, że mugole nie dysponowali takim materiałem i nie byliby przy obecnym stanie swojej wiedzy stworzyć czegoś, co wyglądało jakby powstało zupełnie naturalnie: żadnych łączeń, żadnych drobnych niedoskonałości.
– Zobaczył w nim mnie. Potem... mnie porwał.
– Ja nie widzę niczego.
– Musisz zadać pytanie, by coś zobaczyć… Ale nie zadawajcie pytań… na boginię, zniszczcie je po prostu…
– Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie? – spytała Charlotte, jakoś tak odruchowo, bo jakie inne pytanie można zaczarować magicznemu lustru?
Powierzchnia zawirowała, i ze złotej materii zaczęła wyłaniać się twarz: ale w ogóle nie przypominała żadnej ludzkiej, wyglądało to trochę tak, jakby coś próbowało się z niego wyłonić.
- Zniszczcie je!!! Zniszczcie!!! On niedługo tu będzie!!! Słyszę kroki!!!
– A może powinnam powiedzieć temu całemu panu, że się tutaj kręcisz, i że w sumie to potrafię przywoływać duchy, z pomocą mojej córki egzorcystki mogłybyśmy cię dla niego zamknąć w bardzo ładnym pudełku? – spytała, celując w Gionatę różdżką.
Nic jej nie obchodziło, że to był okrutnie zamordowany, dość młody człowiek – tak na oko musiał umrzeć mając ładnych parę lat mniej niż Charlotte i Jonathan – skoro ten martwy, okrutnie zamordowany, młody człowiek, próbował ją do czegoś zmuszać. Nie podeszłaby do tego lustra z czystej przekory (ba, nawet zbadać, chociaż bardzo chciała się temu artefaktowi doprowadzającemu do szaleństwa przyjrzeć, a nie go niszczyć), gdyby nie to, że Selwyn najwyraźniej był gotów iść duchowi na rękę i ruszył do lustra jako pierwszy.
Charlotte westchnęła.
– Przyjrzę się mu – mruknęła z pewnym niezadowoleniem, podeszła do lustra w ślad za Jonathanem i wyszeptała inkantację rozpraszającego zaklęcia, zanim szarpnęła za bordową zasłonę.
Lustro było wielkie, okrągłe, złociste i bez wątpienia magiczne. Charlotte wystarczył jeden rzut oka, aby od razu zorientowała się, że mugole nie dysponowali takim materiałem i nie byliby przy obecnym stanie swojej wiedzy stworzyć czegoś, co wyglądało jakby powstało zupełnie naturalnie: żadnych łączeń, żadnych drobnych niedoskonałości.
– Zobaczył w nim mnie. Potem... mnie porwał.
– Ja nie widzę niczego.
– Musisz zadać pytanie, by coś zobaczyć… Ale nie zadawajcie pytań… na boginię, zniszczcie je po prostu…
– Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie? – spytała Charlotte, jakoś tak odruchowo, bo jakie inne pytanie można zaczarować magicznemu lustru?
Powierzchnia zawirowała, i ze złotej materii zaczęła wyłaniać się twarz: ale w ogóle nie przypominała żadnej ludzkiej, wyglądało to trochę tak, jakby coś próbowało się z niego wyłonić.
- Zniszczcie je!!! Zniszczcie!!! On niedługo tu będzie!!! Słyszę kroki!!!