10.07.2024, 12:21 ✶
Leżała rozwalona na masce samochodu jak najprawdziwsza w świecie blachara (nawet jeśli miała na sobie sukienkę za miliony a jej buciki absolutnie nie były białymi kozaczkami). Leżała i patrzyła w niebo, myśląc o tym, że to nie może być wróżba dla niej, a dla niego, bo ona chyba za bardzo miała nasrane w głowie, żeby jakkolwiek moneta mogła się odwrócić.
Prawdziwie byli po jednych pieniądzach. Takie oszukiwane monety z samym rewersem, gdzie zawsze, kurwa zawsze przegrywasz.
– Mój brat jest zajebisty, jego po prostu nie da się nie lubić. Jest wszystkim tym co jest mi potrzebne do szczęścia, pomijając fakt, że ciągle go nie ma. Znaczy teraz niby trochę był, jak mnie rozjebało i leżałam w wariatkowie, ale hmm... stanęłam na nogi, więc... – Chciała bardzo uważać się za lepszą, za taką co rozumie i przyjmuje bezkrytycznie miłość do pracy Alastora. Chciała bardzo i punktowała zawsze dupy, które robiły mu z tego tytułu wyrzuty. Patrz Alik, ja nie robię Ci wyrzutów, wszystko jest super, jesteś super, one nie rozumieją, ja rozumiem. Pierdolenie. Była tak samo zazdrosna o jego czas, uwagę, o godziny spędzone nad cudzymi raportami zamiast nad nią. – I jest super przystojny. Mega wysoki, ma taki błysk w oku, że miękną kolana. Potrafi bez problemu przerzucić mnie przez ramię i łazić ze mną po mieszkaniu obijając moją głowę o ściany. Jest... hmm...– przychodziło jej na myśl wiele słów, ale nieosiągalny lśniło najjaśniej z nich. Mrzonka. Chory sen chorego umysłu.
– Mam też kuzyna, on jest bardzo inny niż mój brat. Spokojniejszy. Milczy nie wiem... Grzeczniejszy dla innych. Ciężko z nim się szarpać, to raczej typ intelektualisty. Przy nim też się uspokajam, wspiera mnie w jakiś takich sprawach wiesz w malowaniu. Ale jego matka jest bardzo chora, a przez to że widziałam śmierć swojej... W sensie rozumiesz co nie? Będąc przy nim czuje zapach przedłużanego bezsensownie życia. Tą chorobę, która nie toczy tylko tej osoby, ale wszystkich bliskich, a z tego co wiem to tylko on jej został i to jest... trudne... Z resztą ha znów, on mnie nie kocha to pewne. Nie chce ze mną być. – Przełknęła ślinę boleśnie, oczy jej się zeszklilły jak cebula podsmażana na maśle goryczy na własne życie. Peregrinus nie pobiegł za nią po tańcu. Wszystko tylko psuła.
– No i jest moja była. Mój najdłuższy kurwa związek w życiu. Widziałam ją tutaj wiesz? Dzisiaj, w sensie no nie tutaj, tylko tam w tym przeklętym domu. Bogata laska. Z mężem. Także pozdrawiam siebie serdecznie, przecież to... – westchnęła ciężko, dźwigając się z samochodu. Dłonią sięgnęła włosów i uwolniła je z ciasnego spięcia. – Masz jakiś podkoszulek czy coś? Nie chce jechać w tej sukience, to nie jest... to nie jest moja skóra. – Nie chciała bo jej się ta suknia przestała podobać, czy może dlatego, że Eden jej powiedziała, że do niej nie pasuje? Pierdolony kryzys tożsamości. Czy nie powinna na tym etapie wiedzieć już kim kurwa jest? – Bla bla bla miłość miłość, czy my w ogóle wiemy o co chodzi w tym całym jebanym kochaniu, skoro nakurwiamy miłością na prawo i lewo? Nie wyglądasz jak szczyt szczęścia, ja też w sumie pewnie nie. – Makijaż nie był rozmazany, dzięki potterowej sztuce, ale no, twarz Miles wykrzywiała gorycz doprawiona złością na samą siebie. – Daj mi chociaż fajki cokolwiek, nic nie piłam na tym pieprzonym weselu, to w ogóle... dałam się wypacykować jak lalka i to nawet nie była kwestia przegranego zakładu – mówiła, rozczesując włosy palcami.
– Też masz tak, że jak ktoś jest dla Ciebie miły, to wietrzysz podstęp i stwierdzasz, że na pewno chce Cie wyruchać i porzucić? Koleś co mnie zaprosił na tą imprezę jest serio... miły. Jest dupkiem, to pewne, ale nie daje mi odczuć tego, uszył dla mnie to i zapłacił za wszystkie wiesz... – wskazała na siebie znacząco – Nie wiem... masz tak? – dopytywała, jakby testując. To było ich drugie (no dobra, nie drugie, ale przez pierwsze kilka razy nie rozmawiali wcale, ok?) spotkanie, a czuła, że może w końcu dostała szanse z kimś porozmawiać otwarcie o swoim zjebaniu, bez lęku o to, że potem będzie na nią dziwnie patrzył, albo zamknie ją na stałe w Lecznicy. Był zdecydowanie lepszym psychiatrom niż ten cały Black.
– Jeśli chodzi o karty, to zapomniałeś o fajkach. O dymie co się unosi w całym pokoju. Moja kuzynka mnie nienawidzi jak przeszkadzam jej w seansach. Wchodzę i ona tam jakieś szmery bajery, mistyczne pierdololo, a ja mówię tym jej klientom "ej kurwa przestań ruchać sąsiadkę, to Ci się w małżeństwie poprawi" i wychodzę. Te pieprzone kartoniki... one kurwa wiedzą jak być dobrym człowiekiem i punktują Cię bezlitośnie. – Westchnęła ciężko, pamiętając swoje super układy na to jak poradzić sobie z tym emocjonalnym kotłem. Układ to jedno, jeszcze potem, żeby się go słuchać. – Ale nie jestem wróżbitką, nie tak na stałe. W sumie to nie wiem kim jestem. Śmietnikiem. Teraz takim wyslimowanym, ekskluzywnym. Ale wiesz... w śmietniku jest może i śmierdząco, ale i kolorowo. Czego potrzebujesz to se możesz z niego wygrzebać. – Uśmiechnęła się niewesoło. – Myślisz, że moglibyśmy jechać gdzieś się po prostu najebać i powyć do księżyca? Myślisz, że bardzo źle zareagują eliksiry, które biorę na głowę? Co myślisz?
Prawdziwie byli po jednych pieniądzach. Takie oszukiwane monety z samym rewersem, gdzie zawsze, kurwa zawsze przegrywasz.
– Mój brat jest zajebisty, jego po prostu nie da się nie lubić. Jest wszystkim tym co jest mi potrzebne do szczęścia, pomijając fakt, że ciągle go nie ma. Znaczy teraz niby trochę był, jak mnie rozjebało i leżałam w wariatkowie, ale hmm... stanęłam na nogi, więc... – Chciała bardzo uważać się za lepszą, za taką co rozumie i przyjmuje bezkrytycznie miłość do pracy Alastora. Chciała bardzo i punktowała zawsze dupy, które robiły mu z tego tytułu wyrzuty. Patrz Alik, ja nie robię Ci wyrzutów, wszystko jest super, jesteś super, one nie rozumieją, ja rozumiem. Pierdolenie. Była tak samo zazdrosna o jego czas, uwagę, o godziny spędzone nad cudzymi raportami zamiast nad nią. – I jest super przystojny. Mega wysoki, ma taki błysk w oku, że miękną kolana. Potrafi bez problemu przerzucić mnie przez ramię i łazić ze mną po mieszkaniu obijając moją głowę o ściany. Jest... hmm...– przychodziło jej na myśl wiele słów, ale nieosiągalny lśniło najjaśniej z nich. Mrzonka. Chory sen chorego umysłu.
– Mam też kuzyna, on jest bardzo inny niż mój brat. Spokojniejszy. Milczy nie wiem... Grzeczniejszy dla innych. Ciężko z nim się szarpać, to raczej typ intelektualisty. Przy nim też się uspokajam, wspiera mnie w jakiś takich sprawach wiesz w malowaniu. Ale jego matka jest bardzo chora, a przez to że widziałam śmierć swojej... W sensie rozumiesz co nie? Będąc przy nim czuje zapach przedłużanego bezsensownie życia. Tą chorobę, która nie toczy tylko tej osoby, ale wszystkich bliskich, a z tego co wiem to tylko on jej został i to jest... trudne... Z resztą ha znów, on mnie nie kocha to pewne. Nie chce ze mną być. – Przełknęła ślinę boleśnie, oczy jej się zeszklilły jak cebula podsmażana na maśle goryczy na własne życie. Peregrinus nie pobiegł za nią po tańcu. Wszystko tylko psuła.
– No i jest moja była. Mój najdłuższy kurwa związek w życiu. Widziałam ją tutaj wiesz? Dzisiaj, w sensie no nie tutaj, tylko tam w tym przeklętym domu. Bogata laska. Z mężem. Także pozdrawiam siebie serdecznie, przecież to... – westchnęła ciężko, dźwigając się z samochodu. Dłonią sięgnęła włosów i uwolniła je z ciasnego spięcia. – Masz jakiś podkoszulek czy coś? Nie chce jechać w tej sukience, to nie jest... to nie jest moja skóra. – Nie chciała bo jej się ta suknia przestała podobać, czy może dlatego, że Eden jej powiedziała, że do niej nie pasuje? Pierdolony kryzys tożsamości. Czy nie powinna na tym etapie wiedzieć już kim kurwa jest? – Bla bla bla miłość miłość, czy my w ogóle wiemy o co chodzi w tym całym jebanym kochaniu, skoro nakurwiamy miłością na prawo i lewo? Nie wyglądasz jak szczyt szczęścia, ja też w sumie pewnie nie. – Makijaż nie był rozmazany, dzięki potterowej sztuce, ale no, twarz Miles wykrzywiała gorycz doprawiona złością na samą siebie. – Daj mi chociaż fajki cokolwiek, nic nie piłam na tym pieprzonym weselu, to w ogóle... dałam się wypacykować jak lalka i to nawet nie była kwestia przegranego zakładu – mówiła, rozczesując włosy palcami.
– Też masz tak, że jak ktoś jest dla Ciebie miły, to wietrzysz podstęp i stwierdzasz, że na pewno chce Cie wyruchać i porzucić? Koleś co mnie zaprosił na tą imprezę jest serio... miły. Jest dupkiem, to pewne, ale nie daje mi odczuć tego, uszył dla mnie to i zapłacił za wszystkie wiesz... – wskazała na siebie znacząco – Nie wiem... masz tak? – dopytywała, jakby testując. To było ich drugie (no dobra, nie drugie, ale przez pierwsze kilka razy nie rozmawiali wcale, ok?) spotkanie, a czuła, że może w końcu dostała szanse z kimś porozmawiać otwarcie o swoim zjebaniu, bez lęku o to, że potem będzie na nią dziwnie patrzył, albo zamknie ją na stałe w Lecznicy. Był zdecydowanie lepszym psychiatrom niż ten cały Black.
– Jeśli chodzi o karty, to zapomniałeś o fajkach. O dymie co się unosi w całym pokoju. Moja kuzynka mnie nienawidzi jak przeszkadzam jej w seansach. Wchodzę i ona tam jakieś szmery bajery, mistyczne pierdololo, a ja mówię tym jej klientom "ej kurwa przestań ruchać sąsiadkę, to Ci się w małżeństwie poprawi" i wychodzę. Te pieprzone kartoniki... one kurwa wiedzą jak być dobrym człowiekiem i punktują Cię bezlitośnie. – Westchnęła ciężko, pamiętając swoje super układy na to jak poradzić sobie z tym emocjonalnym kotłem. Układ to jedno, jeszcze potem, żeby się go słuchać. – Ale nie jestem wróżbitką, nie tak na stałe. W sumie to nie wiem kim jestem. Śmietnikiem. Teraz takim wyslimowanym, ekskluzywnym. Ale wiesz... w śmietniku jest może i śmierdząco, ale i kolorowo. Czego potrzebujesz to se możesz z niego wygrzebać. – Uśmiechnęła się niewesoło. – Myślisz, że moglibyśmy jechać gdzieś się po prostu najebać i powyć do księżyca? Myślisz, że bardzo źle zareagują eliksiry, które biorę na głowę? Co myślisz?