10.07.2024, 16:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2024, 19:52 przez Millie Moody.)
– No no, wyjść do komendy nie, bo ktoś zobaczy i nas zarżnie, ale nagłe wezwanie to już tak, jakoś to będzie? Każdy ma prawo utknąć z kiblu ze straczką, nawet jak będzie nagłe wezwanie to są kurwa inni! – odszczekiwała się Brennie, choć pierwsza fala jej wkurwu zdecydowanie zelżała, kiedy ciało Brenny zaopatrzone w zbyt dużą ilość stawów i zgięć opadło znów bezładnie na fotel.
–Pierdolenie takie, za grosz zaufania, jestem bardzo rozczarowana Twoją postawą Brenna – Bzyczała naburmuszona. – Chcę w takim razie piwo, pizze i grę w karty. Czy tego też mi nie wolno pani wcale nie starsza ode mnie siostro? – wywaliła do niej język. Mózg wcale nie zarejestrował, że ktoś jej dał komplement, Mildred swoje wiedziała na temat tego jaka jest paskudna i mało atrakcyjna i to że przyjaciółka (i kilka innych osób) uważały inaczej traktowała jako litość, której wcale nie chciała i od innych nie oczekiwała.
– Albo mi pokażesz jak się...– zamieniać w wilka chciała dokończyć, ale Bazyliszek słuchał, a no nie wiedziała czy jest wtajemniczony. Nie było go w klubie, więc w sumie pewnie nie był. A właśnie, a propos klubu – W ogóle to jak długo się znacie z Brenną? Tak jak my, czy jakoś wcześniej ze sobą chodziliście? Znaczy no... ee... spotykaliście się w dziwne daty, czy coś?– sięgnęła po karty, ale nie znalazła ich bo po pierwsze nie jej kieszeń, po drugie kajdanki. Spojrzała chmurnie na Brennę-Siebie. – No już wyskakuj z kluczyka, nie jestem przestępcą, ani Twoją dupą żebyś mnie trzymała w kajdanka. Raźno! Dostane pizzę, piwo i nigdzie stąd nie pójdę. Widzisz? Pamiętam o jedzeniu! – W nie swoim ciele to było takie banalne proste. Po prostu czuło się głód. W jej to nie działało, tak oczywiście, w jej ciele nie działało nic normalnie.
I tak też się stało. Trudna sztuka kompromisu, ale Miles wyszła z tych negocjacji zwycięsko. Dostała pizzę, dostała piwo i wolny nadgarstek, obiecując, że nigdzie tyłka nie ruszy dopóki klątwa poltergeista nie minie. W sumie może tak było fajniej, mogła dokuczać Basiliusowi na sto dwadzieścia osiem nowych sposobów, w ciele Brenny, nabijać się z jego min i tego jak zezuje i z tego że jest teraz niższy (jest?) od niej. Było miło. Było przyjemnie. Nawet była wdzięczna temu duchowi za taką okazję, którą im dał. Okazję żeby nażreć się i przegrać trochę knutów w karty z dwójką przyjaciół.
–Pierdolenie takie, za grosz zaufania, jestem bardzo rozczarowana Twoją postawą Brenna – Bzyczała naburmuszona. – Chcę w takim razie piwo, pizze i grę w karty. Czy tego też mi nie wolno pani wcale nie starsza ode mnie siostro? – wywaliła do niej język. Mózg wcale nie zarejestrował, że ktoś jej dał komplement, Mildred swoje wiedziała na temat tego jaka jest paskudna i mało atrakcyjna i to że przyjaciółka (i kilka innych osób) uważały inaczej traktowała jako litość, której wcale nie chciała i od innych nie oczekiwała.
– Albo mi pokażesz jak się...– zamieniać w wilka chciała dokończyć, ale Bazyliszek słuchał, a no nie wiedziała czy jest wtajemniczony. Nie było go w klubie, więc w sumie pewnie nie był. A właśnie, a propos klubu – W ogóle to jak długo się znacie z Brenną? Tak jak my, czy jakoś wcześniej ze sobą chodziliście? Znaczy no... ee... spotykaliście się w dziwne daty, czy coś?– sięgnęła po karty, ale nie znalazła ich bo po pierwsze nie jej kieszeń, po drugie kajdanki. Spojrzała chmurnie na Brennę-Siebie. – No już wyskakuj z kluczyka, nie jestem przestępcą, ani Twoją dupą żebyś mnie trzymała w kajdanka. Raźno! Dostane pizzę, piwo i nigdzie stąd nie pójdę. Widzisz? Pamiętam o jedzeniu! – W nie swoim ciele to było takie banalne proste. Po prostu czuło się głód. W jej to nie działało, tak oczywiście, w jej ciele nie działało nic normalnie.
I tak też się stało. Trudna sztuka kompromisu, ale Miles wyszła z tych negocjacji zwycięsko. Dostała pizzę, dostała piwo i wolny nadgarstek, obiecując, że nigdzie tyłka nie ruszy dopóki klątwa poltergeista nie minie. W sumie może tak było fajniej, mogła dokuczać Basiliusowi na sto dwadzieścia osiem nowych sposobów, w ciele Brenny, nabijać się z jego min i tego jak zezuje i z tego że jest teraz niższy (jest?) od niej. Było miło. Było przyjemnie. Nawet była wdzięczna temu duchowi za taką okazję, którą im dał. Okazję żeby nażreć się i przegrać trochę knutów w karty z dwójką przyjaciół.
Koniec sesji