10.07.2024, 18:21 ✶
Charlie nie do końca rozumiał podejście Millie, ale hej! ona nie musiała rozumieć jego. Wszyscy byli na swój sposób ułomni, więc takie czy inne dziwactwo nie odchodziło od normy.
- Nie lubię mioteł. - Mruknął, pamiętając, że nigdy do końca nie udało mu się opanować tego środka transportu. Kiedy koledzy grali w quidditcha, on cieszył się, gdy miotła nie robiła niczego dziwnego w powietrzu. Nie każdy mógł być tak dobry, by grać w Kaniach z Karasjok. Latanie nad samą powierzchnią wody wydawało się jeszcze gorszym pomysłem, niż samo latanie! - N-nie, wolę bez miotły.
Informacja o testralach nieco go zaskoczyła. Czasem zapominał, że nie jest jedyną półsierotą na świecie i że inni czarodzieje i czarodziejki również tracili bliskich w różnych splotach wydarzeń. Ścisnął Millie mocniej, chcąc dodać otuchy tak jej, jak i sobie.
- Też nie mam mamy... - Jęknął ze szczerością małej sierotki. I pewnie jęczałby dalej, ale pieszczoty się skończyły. Czas było na akcję! Ale tak szybko, jak nadeszła propozycja, tak szybko została wycofana i Charles mógł tylko westchnąć. - Brat martwi się o ciebie. - Przypomniał jej. - Chciałbym, żeby mój brat tak się o mnie martwił...
Nie miał pojęcia o drobnych wróżbach dziewczyny, więc i oskarżenie nadeszło niespodziewanie.
- Nie jest? - Pozwolił sobie podważyć jej słowa, unosząc się lekko na ramieniu. Skoro przestała go głaskać, to mógł ją już puścić i iść do klifu. Nie podniósł się jednak jeszcze. - Jest! Wszystko ci powiedziałem! Na brodę Merlina... jeśli skoczę, to narobię im kolejnych problemów? Mogą mnie szukać? Millie, daj mi kartkę. Muszę napisać list.
- Nie lubię mioteł. - Mruknął, pamiętając, że nigdy do końca nie udało mu się opanować tego środka transportu. Kiedy koledzy grali w quidditcha, on cieszył się, gdy miotła nie robiła niczego dziwnego w powietrzu. Nie każdy mógł być tak dobry, by grać w Kaniach z Karasjok. Latanie nad samą powierzchnią wody wydawało się jeszcze gorszym pomysłem, niż samo latanie! - N-nie, wolę bez miotły.
Informacja o testralach nieco go zaskoczyła. Czasem zapominał, że nie jest jedyną półsierotą na świecie i że inni czarodzieje i czarodziejki również tracili bliskich w różnych splotach wydarzeń. Ścisnął Millie mocniej, chcąc dodać otuchy tak jej, jak i sobie.
- Też nie mam mamy... - Jęknął ze szczerością małej sierotki. I pewnie jęczałby dalej, ale pieszczoty się skończyły. Czas było na akcję! Ale tak szybko, jak nadeszła propozycja, tak szybko została wycofana i Charles mógł tylko westchnąć. - Brat martwi się o ciebie. - Przypomniał jej. - Chciałbym, żeby mój brat tak się o mnie martwił...
Nie miał pojęcia o drobnych wróżbach dziewczyny, więc i oskarżenie nadeszło niespodziewanie.
- Nie jest? - Pozwolił sobie podważyć jej słowa, unosząc się lekko na ramieniu. Skoro przestała go głaskać, to mógł ją już puścić i iść do klifu. Nie podniósł się jednak jeszcze. - Jest! Wszystko ci powiedziałem! Na brodę Merlina... jeśli skoczę, to narobię im kolejnych problemów? Mogą mnie szukać? Millie, daj mi kartkę. Muszę napisać list.