10.07.2024, 21:33 ✶
Gdy włamywał się do domostwa, czuł się absolutnie paskudnie. W jawny sposób przeciwstawiał się temu, za czym stał przez całe swoje życie. Potrafił do znudzenia powtarzać, że trzeba trzymać się zasad ustalanych przez zapisy prawa. W końcu nie stworzono ich z kaprysu, pomagały społeczeństwu w normalnym funkcjonowaniu. Dlaczego więc przeszukiwał właśnie pokój obcej osoby, w dodatku bez wiedzy i zgody przełożonych? Ostatnie miesiące i wydarzenia, których był świadkiem, mocno naruszyły jego niezachwianą wiarę w sprawczość Ministerstwa. Oczywiście nie miał łapać się stwierdzenia, że jest ono skorumpowane, ale ewidentnie nie zawsze działało w prawidłowy sposób. Atak na Beltane i wszelkie wydarzenia, które za nim szły, dobitnie to udowadniały. Przy okazji wzbudzały w nim cholernie nieprzyjemne poczucie niemocy i braku sprawczości. Nie mógł pomóc bratu, gdy ten potrzebował jego pomocy. Nie chciał powtórzyć tej samej sytuacji z Basilem. W normalnych warunkach zapewne nie odważyłby się na aż tak gwałtowne działania, ale wszystko zmieniła wizja, której doświadczył. Po prostu nie mógł przejść nad tym do normalnych obowiązków, a skoro brygada nic nie znalazła, nie było sensu iść z tym do nich. Prawda?
Przeszukując powoli pomieszczenie, bił się w myślach z samym sobą. Poczucie obowiązku ścierało się z tym co słuszne. Ostatecznie wygrała chęć upewnienia się, czy jego znajomy na pewno jest cały i zdrowy. Początkowo pojawienie się Brenny mocno go poddenerwowało, ale teraz działało na niego uspokajająco. Fakt, że nie był tutaj sam, pomagał mu uciszyć wyrzuty sumienia. Nie chodziło nawet o współodpowiedzialność w razie przyłapania. Bardziej o fakt, że nie tylko on zauważył w tym "coś więcej". Mimowolnie czuł nieco większy spokój, chociaż był on dość chwiejny i powierzchowny.
— Och, nie. Źle mnie zrozumiałaś. Nie wątpię w Twoje słowa. Po prostu... tak mi się powiedziało. Wierzę Ci — odparł, lekko zmieszany tym nagłym obrotem sytuacji. W teorii mógłby się zastanawiać, czy sam Basil powiedział Brennie sprawdzone informacje, ale fakt, że zniknął, wskazywał, że coś faktycznie było na rzeczy.
— Słuszne uwagi. Jeśli tak było, ciężko będzie znaleźć jakieś ślady, jeśli jakiekolwiek zostały. Brygadziści nic nie znaleźli, miejmy nadzieję, że niczego przypadkiem nie zadeptali — rzucił cicho, rozglądając się wciąż po pomieszczeniu. Ostrożnie stawiał kolejne kroki, nie chcąc przypadkiem narobić hałasu. W końcu na parterze mieszkała właścicielka, której raczej nie chcieli zaalarmować. Chociaż, skoro o niej mowa... — Co prawda nie mamy nakazu, ale... może warto by porozmawiać z właścicielką? Gdy już tu skończymy. Wyjść i zapukać do drzwi. Niby już ją przepytywali, ale może coś zauważymy — rzucił w zamyśleniu. Zerknął przy tym w stronę kobiety, ciekaw jej reakcji i ewentualnej opinii. — Niesie to jednak ze sobą ryzyko. Gdyby brygadziści wrócili, albo ona sama wspomniała komuś, że ktoś naszedł ją po nocy... mogą się zacząć niewygodne pytania — dodał jeszcze, teraz już nieco mniej pewny swojego pomysłu. Jeśli Basilowi faktycznie coś groziło, lepiej nie było ściągać na siebie uwagi. Potencjalni porywacze mogli stracić czujność, jeśli uznają, że nikt ich nie ściga.
Poszukiwania okazały się owocne. Najpierw jego uwagę zwrócił atrament. Szczerze wątpił w niedbałość brygadzistów, a nawet gdyby zrobili to przez przypadek, czemu zostawili to nieposprzątane? Drugą, bardziej istotną rzeczą była pusta teczka schowana pod podwójnem dnem w szufladzie.
— Hm. Ja znalazłem rozlany atrament i pustą teczkę. Była schowana w podwójnym dnie szuflady. Cokolwiek było w środku, ktoś to zabrał — rzucił w odpowiedzi, unosząc przy tym przedmiot do góry. Następnie skupił się nieco bardziej na słowach Brenny. Z początku inicjały nie mówiły mu zbyt wiele, ale po chwili namysłu powoli zaczął sobie coś przypominać. — Jeśli A byłoby imieniem... kojarzę, że miał w pracy jakąś Annie, um, Magpie? Był jeszcez Adrian, ale jego nazwiska nie pamiętam. Może to to? — śladów nie było wiele, ale to co znaleźli dawało pewną nadzieję.
Przeszukując powoli pomieszczenie, bił się w myślach z samym sobą. Poczucie obowiązku ścierało się z tym co słuszne. Ostatecznie wygrała chęć upewnienia się, czy jego znajomy na pewno jest cały i zdrowy. Początkowo pojawienie się Brenny mocno go poddenerwowało, ale teraz działało na niego uspokajająco. Fakt, że nie był tutaj sam, pomagał mu uciszyć wyrzuty sumienia. Nie chodziło nawet o współodpowiedzialność w razie przyłapania. Bardziej o fakt, że nie tylko on zauważył w tym "coś więcej". Mimowolnie czuł nieco większy spokój, chociaż był on dość chwiejny i powierzchowny.
— Och, nie. Źle mnie zrozumiałaś. Nie wątpię w Twoje słowa. Po prostu... tak mi się powiedziało. Wierzę Ci — odparł, lekko zmieszany tym nagłym obrotem sytuacji. W teorii mógłby się zastanawiać, czy sam Basil powiedział Brennie sprawdzone informacje, ale fakt, że zniknął, wskazywał, że coś faktycznie było na rzeczy.
— Słuszne uwagi. Jeśli tak było, ciężko będzie znaleźć jakieś ślady, jeśli jakiekolwiek zostały. Brygadziści nic nie znaleźli, miejmy nadzieję, że niczego przypadkiem nie zadeptali — rzucił cicho, rozglądając się wciąż po pomieszczeniu. Ostrożnie stawiał kolejne kroki, nie chcąc przypadkiem narobić hałasu. W końcu na parterze mieszkała właścicielka, której raczej nie chcieli zaalarmować. Chociaż, skoro o niej mowa... — Co prawda nie mamy nakazu, ale... może warto by porozmawiać z właścicielką? Gdy już tu skończymy. Wyjść i zapukać do drzwi. Niby już ją przepytywali, ale może coś zauważymy — rzucił w zamyśleniu. Zerknął przy tym w stronę kobiety, ciekaw jej reakcji i ewentualnej opinii. — Niesie to jednak ze sobą ryzyko. Gdyby brygadziści wrócili, albo ona sama wspomniała komuś, że ktoś naszedł ją po nocy... mogą się zacząć niewygodne pytania — dodał jeszcze, teraz już nieco mniej pewny swojego pomysłu. Jeśli Basilowi faktycznie coś groziło, lepiej nie było ściągać na siebie uwagi. Potencjalni porywacze mogli stracić czujność, jeśli uznają, że nikt ich nie ściga.
Poszukiwania okazały się owocne. Najpierw jego uwagę zwrócił atrament. Szczerze wątpił w niedbałość brygadzistów, a nawet gdyby zrobili to przez przypadek, czemu zostawili to nieposprzątane? Drugą, bardziej istotną rzeczą była pusta teczka schowana pod podwójnem dnem w szufladzie.
— Hm. Ja znalazłem rozlany atrament i pustą teczkę. Była schowana w podwójnym dnie szuflady. Cokolwiek było w środku, ktoś to zabrał — rzucił w odpowiedzi, unosząc przy tym przedmiot do góry. Następnie skupił się nieco bardziej na słowach Brenny. Z początku inicjały nie mówiły mu zbyt wiele, ale po chwili namysłu powoli zaczął sobie coś przypominać. — Jeśli A byłoby imieniem... kojarzę, że miał w pracy jakąś Annie, um, Magpie? Był jeszcez Adrian, ale jego nazwiska nie pamiętam. Może to to? — śladów nie było wiele, ale to co znaleźli dawało pewną nadzieję.