11.07.2024, 10:48 ✶
Nie spodziewała się takiego wybuchu. Drgnęła, gdy Millie zareagowała agresywnie - nawet upuściła jedną paczuszkę, którą akurat trzymała w dłoniach, żeby ją przełożyć i sięgnąć po fiolki. Całe szczęście, że nie trzymała nic ze szkła, bo najpewniej wszystko by się roztrzaskało w drobny mak. Olivia była przyzwyczajona do nieprzyjemnych klientów, ale nie podejrzewała, że osoba którą kojarzy ze szkoły może być tak... Opryskliwa. Zmarszczyła brwi z irytacją, lecz zrobiła to dopiero gdy kucnęła, by podnieść paczkę.
Gdy wstała, na jej twarzy malowała się irytacja, nie złość. Ale gdy tylko Millie wspomniała o Isaacu, Quirke zamrugała. Isaac... TEN Isaac, który ją olał gdy wrócił do Anglii? TEN Isaac, którego spotkała na początku sierpnia zupełnym przypadkiem? TEN Isaac, który myślała, że jest dupkiem, a okazał się po prostu... Dzieciuchem? Olivia już zaciskała pięści i zagryzała dolną wargę, żeby nie powiedzieć kilka słów za dużo. I pewnie na nic by się to zdało, gdyby nagle Millie się nie skuliła.
To była kolejna rzecz, której się po niej nie spodziewała. Najpierw na nią wrzeszczy, wypomina jej związek sprzed praktycznie dekady, a teraz kuli się za ladą i ściska skronie. Olivia wyglądała na zdezorientowaną, ale...
- Rozumiem - powiedziała, sięgając po różdżkę. Machnęła nią, by zamknąć sklep. Klucz w zamku przekręcił się, a żaluzje opadły, by na ułamek sekundy w Fiolce zapanowała ciemność, którą po chwili rozjaśnił blask świec. - Millie Moody, czy kiedykolwiek przyszło ci do głowy, że pomimo swojej gwałtowności, ludzie mogą ci zazdrościć?
Zapytała spokojnie, sięgając do kieszeni spodni. Wyciągnęła z niej paczkę papierosów. Wyszła zza lady i kucnęła przy kobiecie. Wyciągnęła ją w jej kierunku. Zniknął gdzieś ten słodki uśmieszek, na okrągłej twarzy rudowłosej Olivii wymalowana była teraz powaga i być może niepokój.
- Chcesz zapalić? Co prawda papierosy nie działają uspokajająco, ale... Pozwalają na chwilę zatrzymać myśli. Jeżeli chcesz, mam coś mocniejszego - dodała jeszcze, ale po to by musiała wyjść. A nie chciała zostawiać jej samej, nie w sklepie jej matki. Z drugiej strony nie miała zamiaru Millie wyrzucać czy przed nią się tłumaczyć, bo podejrzewała, że i tak do kobiety nie dotarłoby nic - a przynajmniej nie teraz, gdy była w takim stanie.
Gdy wstała, na jej twarzy malowała się irytacja, nie złość. Ale gdy tylko Millie wspomniała o Isaacu, Quirke zamrugała. Isaac... TEN Isaac, który ją olał gdy wrócił do Anglii? TEN Isaac, którego spotkała na początku sierpnia zupełnym przypadkiem? TEN Isaac, który myślała, że jest dupkiem, a okazał się po prostu... Dzieciuchem? Olivia już zaciskała pięści i zagryzała dolną wargę, żeby nie powiedzieć kilka słów za dużo. I pewnie na nic by się to zdało, gdyby nagle Millie się nie skuliła.
To była kolejna rzecz, której się po niej nie spodziewała. Najpierw na nią wrzeszczy, wypomina jej związek sprzed praktycznie dekady, a teraz kuli się za ladą i ściska skronie. Olivia wyglądała na zdezorientowaną, ale...
- Rozumiem - powiedziała, sięgając po różdżkę. Machnęła nią, by zamknąć sklep. Klucz w zamku przekręcił się, a żaluzje opadły, by na ułamek sekundy w Fiolce zapanowała ciemność, którą po chwili rozjaśnił blask świec. - Millie Moody, czy kiedykolwiek przyszło ci do głowy, że pomimo swojej gwałtowności, ludzie mogą ci zazdrościć?
Zapytała spokojnie, sięgając do kieszeni spodni. Wyciągnęła z niej paczkę papierosów. Wyszła zza lady i kucnęła przy kobiecie. Wyciągnęła ją w jej kierunku. Zniknął gdzieś ten słodki uśmieszek, na okrągłej twarzy rudowłosej Olivii wymalowana była teraz powaga i być może niepokój.
- Chcesz zapalić? Co prawda papierosy nie działają uspokajająco, ale... Pozwalają na chwilę zatrzymać myśli. Jeżeli chcesz, mam coś mocniejszego - dodała jeszcze, ale po to by musiała wyjść. A nie chciała zostawiać jej samej, nie w sklepie jej matki. Z drugiej strony nie miała zamiaru Millie wyrzucać czy przed nią się tłumaczyć, bo podejrzewała, że i tak do kobiety nie dotarłoby nic - a przynajmniej nie teraz, gdy była w takim stanie.