- Słodziutka, będziesz sprzątać? Na moje przyjście? - Nadejście największego brudasa, co się cudem nie otarł o bezdomność? - Uznam to za komplement, ale nie wiem, czy na pewno sobie na niego zasłużyłem. - Chociaż tak naprawdę nie był aż tak tragiczny, za jakiego się podawał. To, w jaki sposób o sobie mówił, stanowiło w jakimś stopniu mechanizm obronny... Jak się po tobie spodziewają najgorszego z najgorszych, to nigdy się zawiodą. No i będą trzymali gardę, a on się wtedy czuł najbezpieczniej. - Poza tym, zakładając podstawowe pułapki i tak usyfię ci wykładzinę.
Bał się powiedzieć jej prawdę. Smutną prawdę o tym, że najbardziej przydałoby się coś, co zabije napastnika za nią. Bo była delikatna, drobna - owszem, ale... przede wszystkim była dobrym człowiekiem. Z jakiegoś powodu dobrzy ludzie wyobrażali sobie, że zabicie kogoś nie może być aż tak ciężkie, skoro po świecie chodzi tylu morderców, a tym, co powstrzymuje ich przed staniem się potworem, jest niewadliwy kompas moralny. To nie była prawda. Oh nie. Życie nie było filmem. Rozcięcie czyjejś skóry, wypatroszenie mu wnętrzności, patrzenie na to, jak w jego oczach gaśnie światło - nie dało się tego zrobić, jeżeli nie nosiło w sobie tej głęboko zakorzenionej cząstki zła.
- Wiesz, jak wyglądają mugolskie bronie, prawda? To dam ci taką ciekawostkę, że w Stanach posiadanie takiej spluwy jest legalne i dosyć powszechne. Pomyślisz sobie, jeden strzał i cię nie ma, więc jeżeli ktoś celuje do ciebie z broni, to miękną ci nogi. Otóż nie. Jak ludzie widzą broń palną, to jeszcze próbują uciekać, targować się, wyginać lufę do góry. Jak widzą nóż, mózg się wyłącza. Ludzie boją się ostrych przedmiotów, mają to wpisane w podświadomość. Więc jak chcesz komuś pogrozić, ciężko pomyśleć o czymś lepszym. Jak rzucisz na to dobry urok i dasz mu się zatopić w pieczęci...
Mogłaby zrobić sobie straszak. Nie poruszył w tym tematu siebie, chociaż musiała wiedzieć, że to ostrza właśnie stanowiły główne narzędzie jego pracy. I pasowały do niego. Tu nie chodziło jedynie o unikanie czarnej magii, on w ten sposób też... stroszył pióra. Bo bardzo szybko odkrył taką ciekawą zależność - im więcej ludzi się go bało, tym mniej złych rzeczy musiał robić w celu przetrwania bez konieczności wymazywania ich z tego świata. Strach przed Crowem ratował ludzkie życia.
- Na jutro? - Zakrył twarz szklanką, z której się napił. Widać po nim było, jak jest wewnętrznie skonfliktowany. - Nie wiem. - I wtedy przyznał coś... bardziej przed samym sobą, niż przed nią. Miał wrażenie, że powiedział to już wcześniej, ale dopiero teraz wybrzmiało to tak konkretnie. - Martwię się o niego.
Odchylił się na krześle i czknął. Dla niego już nie było ratunku.
Bał się powiedzieć jej prawdę. Smutną prawdę o tym, że najbardziej przydałoby się coś, co zabije napastnika za nią. Bo była delikatna, drobna - owszem, ale... przede wszystkim była dobrym człowiekiem. Z jakiegoś powodu dobrzy ludzie wyobrażali sobie, że zabicie kogoś nie może być aż tak ciężkie, skoro po świecie chodzi tylu morderców, a tym, co powstrzymuje ich przed staniem się potworem, jest niewadliwy kompas moralny. To nie była prawda. Oh nie. Życie nie było filmem. Rozcięcie czyjejś skóry, wypatroszenie mu wnętrzności, patrzenie na to, jak w jego oczach gaśnie światło - nie dało się tego zrobić, jeżeli nie nosiło w sobie tej głęboko zakorzenionej cząstki zła.
- Wiesz, jak wyglądają mugolskie bronie, prawda? To dam ci taką ciekawostkę, że w Stanach posiadanie takiej spluwy jest legalne i dosyć powszechne. Pomyślisz sobie, jeden strzał i cię nie ma, więc jeżeli ktoś celuje do ciebie z broni, to miękną ci nogi. Otóż nie. Jak ludzie widzą broń palną, to jeszcze próbują uciekać, targować się, wyginać lufę do góry. Jak widzą nóż, mózg się wyłącza. Ludzie boją się ostrych przedmiotów, mają to wpisane w podświadomość. Więc jak chcesz komuś pogrozić, ciężko pomyśleć o czymś lepszym. Jak rzucisz na to dobry urok i dasz mu się zatopić w pieczęci...
Mogłaby zrobić sobie straszak. Nie poruszył w tym tematu siebie, chociaż musiała wiedzieć, że to ostrza właśnie stanowiły główne narzędzie jego pracy. I pasowały do niego. Tu nie chodziło jedynie o unikanie czarnej magii, on w ten sposób też... stroszył pióra. Bo bardzo szybko odkrył taką ciekawą zależność - im więcej ludzi się go bało, tym mniej złych rzeczy musiał robić w celu przetrwania bez konieczności wymazywania ich z tego świata. Strach przed Crowem ratował ludzkie życia.
- Na jutro? - Zakrył twarz szklanką, z której się napił. Widać po nim było, jak jest wewnętrznie skonfliktowany. - Nie wiem. - I wtedy przyznał coś... bardziej przed samym sobą, niż przed nią. Miał wrażenie, że powiedział to już wcześniej, ale dopiero teraz wybrzmiało to tak konkretnie. - Martwię się o niego.
Odchylił się na krześle i czknął. Dla niego już nie było ratunku.
Koniec sesji
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.