Jak to nie widział ich kolorów? Nie potrafił zrozumieć, jak można nie widzieć koloru czegoś. Wszystko miało kolory, tak? On ich nie widział, jego oczy dostrzegały monochromatyczną skalę, nie wiedział nawet, czy to ta szarość, czy coś innego jednak, nikt mu przecież w głowie nie siedział i nie mógł zobaczyć czy nie widział świata w sepii. Nie widział ich kolorów. Czyli co? Były bezbarwne, tak bezbarwne jak woda? Ale o wodzie wszyscy mówili, że nie ma koloru, a później malowali ją na niebiesko. Jak szkło? Dobrze wypolerowana szyba? A może były po prostu szare? Wtedy by powiedział nie mają koloru, albo stwierdziłby, że są szare. To go niesamowicie męczyło! Miał obsesję na punkcie tego, czego nie mógł dostrzec. Jaki był problem z tymi smokami? To przez to jak błyszczały ich łuski? Czy to miało jakieś znaczenie?
Zrobił krok naprzód, wychylając się zza Caina. Posłał mu spojrzenie zawierające wszystkie te pytania i wątpliwości w formie skondensowanej - oblicze Crowa było tak pełne zmieszania, jakby miał znowu zacząć kipieć jak rozgrzany do czerwoności garnek. Normalne smoki nie mówią, czyli te były jakie, pojebane? No nie rozumiał kurwa, miał ochotę tupnąć nogą i krzyknąć, najlepiej to powyzywać to szarobure niebo od najgorszych, żeby się wykrzyczeć, wyładować to napięcie. Kreatywny był, owszem, ale na pewno nie w tym jak budował relacje i komunikował się z innymi. Tutaj niewiele różnił się przecież od Bletchleya - większość osób miała go za dupka nie bez powodu, a jak ktoś nie miał go za dupka, to albo miał go za niemowę przez wybiórczy mutyzm, albo nawiązał z nim jakąś więź, bo bawiły go ordynarne dowcipy.
- Oh w dupie mam te wasze skarby - odburknął, wyjątkowo oburzony tym, że smok od razu odczytał go jako kurwę i złodzieja. Miał oczywiście całkowitą rację zakładając, że Crow potencjalnie zechce mu coś ukraść (pod warunkiem że po drodze jego umysł zakwalifikuje latające gady jako bogaczy, ale hej - tak na dobrą sprawę to po cholerę im było to całe złoto kiedy parobkowie głodowali), tylko mógł wstrzymać się od komentarza. - Powiem wam, dlaczego was szukamy, jak wy mi odpowiecie na moje pytanie! - Podszedł do nich jak do gówniarzy napotkanych ostatnio w karczmie, co się z nim kłócili o kompletnie nieistotne sprawy. - Dlaczego słyszę we łbie wasz głos, ale nie poruszacie pyskiem?
Przez moment nic nie słyszeli poza dwoma cichymi ryknięciami. Crow napiął się, zaciskając palce trzymane na barku Caina.
- Bo to jest częściowa po... plomi... plorimor...
- Wiem, wiem o czym mówisz.
- Tak, to powiedz to słowo.
Crow nie odpowiedział nic. Zacisnął te palce jeszcze mocniej, a później puścił Wiedźmina i zrobił kolejny krok do przodu. Smok mu zawtórował.
- Ty też go nie umiesz wymówić! - Zauważył gad, ewidentnie go przy tym wyśmiewając. Znów usiadł na ziemi, rechocząc tak, że aż zatrzepotał skrzydłami. Czarodziej znów się naelektryzował. Po plecach przeszedł mu zimny dreszcz, a czarne loki powróciły do stanu sprzed wywołania w zamku załamania chmury. Byłby w stanie cisnąć w tę gadzinę piorunem, tu i teraz, ale... dostrzegał w niej dzieciaka. Panicznie odwrócił twarz w kierunku Caina i niezgrabnie poruszył rękoma na znak „zrób coś, powiedz coś”!
Zrobił krok naprzód, wychylając się zza Caina. Posłał mu spojrzenie zawierające wszystkie te pytania i wątpliwości w formie skondensowanej - oblicze Crowa było tak pełne zmieszania, jakby miał znowu zacząć kipieć jak rozgrzany do czerwoności garnek. Normalne smoki nie mówią, czyli te były jakie, pojebane? No nie rozumiał kurwa, miał ochotę tupnąć nogą i krzyknąć, najlepiej to powyzywać to szarobure niebo od najgorszych, żeby się wykrzyczeć, wyładować to napięcie. Kreatywny był, owszem, ale na pewno nie w tym jak budował relacje i komunikował się z innymi. Tutaj niewiele różnił się przecież od Bletchleya - większość osób miała go za dupka nie bez powodu, a jak ktoś nie miał go za dupka, to albo miał go za niemowę przez wybiórczy mutyzm, albo nawiązał z nim jakąś więź, bo bawiły go ordynarne dowcipy.
- Oh w dupie mam te wasze skarby - odburknął, wyjątkowo oburzony tym, że smok od razu odczytał go jako kurwę i złodzieja. Miał oczywiście całkowitą rację zakładając, że Crow potencjalnie zechce mu coś ukraść (pod warunkiem że po drodze jego umysł zakwalifikuje latające gady jako bogaczy, ale hej - tak na dobrą sprawę to po cholerę im było to całe złoto kiedy parobkowie głodowali), tylko mógł wstrzymać się od komentarza. - Powiem wam, dlaczego was szukamy, jak wy mi odpowiecie na moje pytanie! - Podszedł do nich jak do gówniarzy napotkanych ostatnio w karczmie, co się z nim kłócili o kompletnie nieistotne sprawy. - Dlaczego słyszę we łbie wasz głos, ale nie poruszacie pyskiem?
Przez moment nic nie słyszeli poza dwoma cichymi ryknięciami. Crow napiął się, zaciskając palce trzymane na barku Caina.
- Bo to jest częściowa po... plomi... plorimor...
- Wiem, wiem o czym mówisz.
- Tak, to powiedz to słowo.
Crow nie odpowiedział nic. Zacisnął te palce jeszcze mocniej, a później puścił Wiedźmina i zrobił kolejny krok do przodu. Smok mu zawtórował.
- Ty też go nie umiesz wymówić! - Zauważył gad, ewidentnie go przy tym wyśmiewając. Znów usiadł na ziemi, rechocząc tak, że aż zatrzepotał skrzydłami. Czarodziej znów się naelektryzował. Po plecach przeszedł mu zimny dreszcz, a czarne loki powróciły do stanu sprzed wywołania w zamku załamania chmury. Byłby w stanie cisnąć w tę gadzinę piorunem, tu i teraz, ale... dostrzegał w niej dzieciaka. Panicznie odwrócił twarz w kierunku Caina i niezgrabnie poruszył rękoma na znak „zrób coś, powiedz coś”!
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.