Jakoś tak się złożyło, że James, który miał zostać tutaj na noc przypadkowo zamieszkał ze swoim rodzeństwem. Nie, żeby to przeszkadzało pannie Yaxley, ale nieco komplikowało jej życie. Czuła, że teraz będzie ją kontrolowało dwóch braci, co nieco ją przerastało, zważając na to, że od dawna nikt nie śledził jej czynów. Musiała do tego przywyknąć i nieco zmienić swój tryb życia, mniej pić, albo robić to tak, żeby nie widzieli i ograniczyć przyprowadzanie do domu na noc swoich typów. Nie było to wcale takie proste, bo zdarzało jej się zapominać o tym, jak wygląda sytuacja, szczególnie po wypiciu kilku głębszych. Póki co, żaden z braci jednak nie wpierdalał się w jej życie, więc może nawet jej się udawało jakoś to wszystko ogarniać, chociaż nie była w najlepszym stanie psychicznym przez te akcje Thorana. Jak na razie jednak nie wspomniała starszemu z braci o tym problemie, bo nie chciała go niepokoić, jak zwykle wolała wszystkim zająć się sama. Ten typ tak miał.
Zbliżało się Lammas, już jutro miała wystąpić na scenie na jarmarku jako reprezentantka Artemis. Nieco się tym denerwowała, bo Gerry nie była osobą, która lubiła występować publicznie, nawet jeśli miała jedynie strzelać z łuku, co robiła przecież doskonale. Nie znosiła znajdować się w centrum zainteresowania, ale jakoś to ogarnie.
By zająć czymś myśli zaczęła zamiatać swoje mieszkanie, nie zdarzało się to zbyt często, więc była to całkiem miła odmiana. Machała tą miotłą w przód i w tył bardzo mocno zaangażowana. Szło jej całkiem nieźle, jak na osobę, która raczej nie zajmowała się sprzątaniem, to było zajęcie Triss skrzatki rodziców, która wpadała do nich do mieszkania raz w tygodniu, aby posprzątać tę jaskinię.
Wjechała w końcu z tą miotłą do kuchni, w której zastała swojego brata. - Przeeesuń się. - Rzuciła do niego, żeby się ruszył, bo nie mogła dokładnie tego zrobić, kiedy tak stał w miejscu.