12.07.2024, 13:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.07.2024, 13:07 przez Brenna Longbottom.)
Ała?
To i złapanie za nos było tak mało wampirzą reakcją, że Brenna nieco skonsternowana zamarła, chociaż już, już, miała zamiar w ramach kontynuacji sekwencji ciosów uderzyć w żołądek i kopnąć w piszczel. Gdy mężczyzna zaczął wyrzucać z siebie stosy słów w obcych językach, Brenna cofnęła się o krok, zdumiona jeszcze mocniej, zastanawiając się, czy przypadkiem nie ma do czynienia z kimś opętanym. Coś tam mgliście kojarzyła z opowieści kolegi mugolaka, że podobno jak demon wstępuje w czyjeś ciało, to gada w obcych językach, i wtedy mu nie wierzyła, bo co mugole mogą wiedzieć o opętaniach… ale teraz nie była pewna. I już, już miała podnieść różdżkę i sprawdzić, czy czary zadziałają skutecznie na istotę z piekielnych wymiarów, ale wampiro-demon cofnął się, uderzył o ścianę plecami i jeszcze płakał.
Jakoś nie mieściło się w jej młodej głowie, że wampir (podejrzany o bycie demonem albo opętańcem) może płakać. I zamiast rzucać się, by wypić jej krew albo coś takiego, oskarżał o napaść, jakimś takim płaczliwym głosem.
Parę lat później Brenna byłaby bardziej podejrzliwa, ale w tej chwili wciąż była nadmiernie bezczelną gówniarą i dlatego schowała nos.
– No trzeba było nie udawać wampira i nie teleportować mi się przed nosem – oświadczyła, w ogóle nie spłoszona tym, że uszkodziła właśnie nos wyraźnie starszemu mężczyźnie, że jest z nim sama w opustoszałej posiadłości. Za to widok tych łez sprawiał, że brały ją wyrzuty sumienia, bo Brenna zawsze wobec płaczu miała nadmiernie miękkie serce, obojętnie, kto akurat płakał. Między innymi dlatego ona nie płakała nigdy, a przynajmniej nie pozwalała, by ktokolwiek ją na tym przyłapał.
Dlatego ani nie zwiała, ani się nie teleportowała, choć przecież powinna.
– Pokaż ten nos – zażądała, wyciągając ręce w stronę jego twarzy. Medyk był z niej żaden, ale w ocenianiu, czy nosy są złamane, czy tylko opuchnięte, miała akurat dużą wprawę, bo po pierwsze, często sama spadała z różnych miejsc, po drugie, nieraz tłukła się z kuzynką czy przyjacielem, po trzecie wreszcie: akurat strukturę kostną twarzy poznała całkiem nieźle, gdy matka pokazywała jej podstawy stałej transmutacji. – Jak krwawi, głowa do góry, nie do dołu. Tak dla porządku, jesteś wampirem, demonem albo zboczeńcem?
To i złapanie za nos było tak mało wampirzą reakcją, że Brenna nieco skonsternowana zamarła, chociaż już, już, miała zamiar w ramach kontynuacji sekwencji ciosów uderzyć w żołądek i kopnąć w piszczel. Gdy mężczyzna zaczął wyrzucać z siebie stosy słów w obcych językach, Brenna cofnęła się o krok, zdumiona jeszcze mocniej, zastanawiając się, czy przypadkiem nie ma do czynienia z kimś opętanym. Coś tam mgliście kojarzyła z opowieści kolegi mugolaka, że podobno jak demon wstępuje w czyjeś ciało, to gada w obcych językach, i wtedy mu nie wierzyła, bo co mugole mogą wiedzieć o opętaniach… ale teraz nie była pewna. I już, już miała podnieść różdżkę i sprawdzić, czy czary zadziałają skutecznie na istotę z piekielnych wymiarów, ale wampiro-demon cofnął się, uderzył o ścianę plecami i jeszcze płakał.
Jakoś nie mieściło się w jej młodej głowie, że wampir (podejrzany o bycie demonem albo opętańcem) może płakać. I zamiast rzucać się, by wypić jej krew albo coś takiego, oskarżał o napaść, jakimś takim płaczliwym głosem.
Parę lat później Brenna byłaby bardziej podejrzliwa, ale w tej chwili wciąż była nadmiernie bezczelną gówniarą i dlatego schowała nos.
– No trzeba było nie udawać wampira i nie teleportować mi się przed nosem – oświadczyła, w ogóle nie spłoszona tym, że uszkodziła właśnie nos wyraźnie starszemu mężczyźnie, że jest z nim sama w opustoszałej posiadłości. Za to widok tych łez sprawiał, że brały ją wyrzuty sumienia, bo Brenna zawsze wobec płaczu miała nadmiernie miękkie serce, obojętnie, kto akurat płakał. Między innymi dlatego ona nie płakała nigdy, a przynajmniej nie pozwalała, by ktokolwiek ją na tym przyłapał.
Dlatego ani nie zwiała, ani się nie teleportowała, choć przecież powinna.
– Pokaż ten nos – zażądała, wyciągając ręce w stronę jego twarzy. Medyk był z niej żaden, ale w ocenianiu, czy nosy są złamane, czy tylko opuchnięte, miała akurat dużą wprawę, bo po pierwsze, często sama spadała z różnych miejsc, po drugie, nieraz tłukła się z kuzynką czy przyjacielem, po trzecie wreszcie: akurat strukturę kostną twarzy poznała całkiem nieźle, gdy matka pokazywała jej podstawy stałej transmutacji. – Jak krwawi, głowa do góry, nie do dołu. Tak dla porządku, jesteś wampirem, demonem albo zboczeńcem?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.