Powody znalezienia konkretnej osoby, mogą być różne. Laurent nie powiedział wprost, dlaczego chce odnaleźć Dante, albo kogoś, kto cokolwiek wie o jego lokalizacji. Choć lata minęły, od ostatniego upadku Rose Noire, Travers nie miał żadnego kontaktu z osobami zarządzającymi tamtejszą placówką. Dopiero w tym roku, doszły go słuchy o pewnych zmianach w niej zachodzących. O nowym właścicielu. Osobie, którą Nicholas dobrze znał. Dlatego zapytał wprost, dlaczego? Dlaczego Laurent chce go odnaleźć? Z chęci podjęcia rozmowy? Zabicia? Zastraszenia? Do czego może być zdolna selkie jego pokroju? Jak niebezpieczną grę Laurent chce prowadzić ze swoim dawnym oprawcą, opiekunem?
Informacje. Zawsze na początku o nie chodzi. Obserwując Prewetta, zdawał się nie być jakoś sobą. Skupionym na temacie rozmowy. Przy czym, Nicholas rzucił dodatkowo interesującym pytaniem z innej strrony. Co by Laurent zrobił, gdyby poszukiwanego czarodzieja dostał przed swoje oblicze? Widać było po jego minie, że najwyraźniej nie spodziewał się zostać o to zapytanym. Dla Nicholasa, nie był to temat zaskakujący, dziwny i niecodzienny. Nie dla kogoś, kto pracował i badał śmierć na co dzień.
Woda się zagotowała, więc słuchając jego odpowiedzi, zalał oba kubki. Odstawił czajnik i wyjął różdżkę, machnął na zalane naczynia, aby te powędrowały do części salonowej, postawione na ławie. Gdy tak się stało, schował magiczny patyk i spojrzał na Prewetta.
- Zechcesz się podzielić problemem, jaki Cię trapi?Zapytał, wskazując także gestem dłoni kierunek salonu, aby mogli tam usiąść i na spokojnie porozmawiać. Jeżeli oczywiście Laurent chciał zwierzyć się z zaistniałego problemu, dotyczącego Dante. U Nicholasa przecież nie ma nic za darmo.