12.07.2024, 20:15 ✶
Głos siedzącej naprzeciwko kobiety wyrwał go z… rozmyślań? Letargu? Nieświadomości? Patrick zmarszczył brwi, skupiając na niej pełną uwagę. O czym ona mówiła? Skąd miał wiedzieć…
Jakby się dobrze zastanowić to w ogóle niewiele wiedział.
Nie pamiętał na ten przykład jak właściwie miał na imię. Ani kim ona była. Ani co tutaj robił. Robili? Coś podpowiadało mu, że musiał ją tutaj przyprowadzić. Tylko po co? Mieli gdzieś lecieć?
Już bywał na mugolskim lotnisku. Nawet kilka razy. A jednak… a jednak to wyglądało niepokojąco. Pewnie przez to, że brakowało tutaj ludzi. Tylko rzędy bezosobowych ławek. Tylko przeszklenia, przez które mogli podziwiać stojące samoloty. Tylko martwe bramki, pozbawione jakiejkolwiek informacji o kierunku podróży lub powrotu z podróży. Ale w takim razie, co oni tutaj właściwie robili, skoro z jakiegoś powodu nie wpuszczono tutaj innych? To nie miało sensu.
Znowu wrócił spojrzeniem do siedzącej naprzeciwko kobiety. Miała kasztanowe włosy i jasne oczy. Wydawała mu się znajoma. Mile znajoma. Bardzo mile.
- Zadajesz bardzo trudne pytania – odpowiedział wreszcie, mimowolnie posyłając jej nawet coś na kształt pełnego zakłopotania uśmiechu. Ach, gdyby tylko sam wiedział co tutaj robili. Jakaś część jego umysłu podpowiadała mu, że mógłby zabrać tę kobietę na mugolskie lotnisko. Mógłby ją nawet próbować namówić do aportacji, byleby zapewnić jej obejrzenie czegoś, co dla niej mogłoby się wydać niezwykłe. – A ja w tej chwili jakoś nie za dużo pamiętam – przyznał się. Zakłopotanie, wcześniej widoczne w jego uśmiechu, teraz przeniosło się na tembr głosu. – Nie wiem nawet jak masz na imię. Tak naprawdę to nie wiem nawet jak ja mam na imię… - podniósł się ze swojego miejsca. Stanął na równych nogach, jakby miało mu to zapewnić powrót ulotnej pamięci. Zapatrzył się na własne ubranie, jakby szukał wskazówek. Żadnych nie znalazł. No najwyżej tyle, że jeśli naprawdę zaprosił ją na randkę, to niespecjalnie postarał się ze swoim wyglądem. - Chciałbym się przedstawić, ale nie pamiętam już jak się nazywam. To znaczy, myślę, że zaczęło się na „r”, ale to wszystko, co mi pozostało. Nie pamiętam mojego imienia, moich rodziców ani mojej pracy… chociaż moja koszulka sugerowałaby, że jestem bezrobotny. – Znowu się uśmiechnął, jakby ostatnia część zdania miała być żartem.
Tylko, że nie wiedział, czy rzeczywiście żartował. To naprawdę było głęboko frustrujące, gdy się tak niewiele wiedziało…
- Nie. Na pewno nie – zaprzeczył odruchowo. Z jakiegoś powodu wydawało mu się, że gdyby naprawdę umarli, to wszystko wyglądałoby inaczej. Jakby już kiedyś zetknął się ze śmiercią. – Prędzej to jakaś pułapka. Może w coś wdepnęliśmy? – zasugerował.
Jakby się dobrze zastanowić to w ogóle niewiele wiedział.
Nie pamiętał na ten przykład jak właściwie miał na imię. Ani kim ona była. Ani co tutaj robił. Robili? Coś podpowiadało mu, że musiał ją tutaj przyprowadzić. Tylko po co? Mieli gdzieś lecieć?
Już bywał na mugolskim lotnisku. Nawet kilka razy. A jednak… a jednak to wyglądało niepokojąco. Pewnie przez to, że brakowało tutaj ludzi. Tylko rzędy bezosobowych ławek. Tylko przeszklenia, przez które mogli podziwiać stojące samoloty. Tylko martwe bramki, pozbawione jakiejkolwiek informacji o kierunku podróży lub powrotu z podróży. Ale w takim razie, co oni tutaj właściwie robili, skoro z jakiegoś powodu nie wpuszczono tutaj innych? To nie miało sensu.
Znowu wrócił spojrzeniem do siedzącej naprzeciwko kobiety. Miała kasztanowe włosy i jasne oczy. Wydawała mu się znajoma. Mile znajoma. Bardzo mile.
- Zadajesz bardzo trudne pytania – odpowiedział wreszcie, mimowolnie posyłając jej nawet coś na kształt pełnego zakłopotania uśmiechu. Ach, gdyby tylko sam wiedział co tutaj robili. Jakaś część jego umysłu podpowiadała mu, że mógłby zabrać tę kobietę na mugolskie lotnisko. Mógłby ją nawet próbować namówić do aportacji, byleby zapewnić jej obejrzenie czegoś, co dla niej mogłoby się wydać niezwykłe. – A ja w tej chwili jakoś nie za dużo pamiętam – przyznał się. Zakłopotanie, wcześniej widoczne w jego uśmiechu, teraz przeniosło się na tembr głosu. – Nie wiem nawet jak masz na imię. Tak naprawdę to nie wiem nawet jak ja mam na imię… - podniósł się ze swojego miejsca. Stanął na równych nogach, jakby miało mu to zapewnić powrót ulotnej pamięci. Zapatrzył się na własne ubranie, jakby szukał wskazówek. Żadnych nie znalazł. No najwyżej tyle, że jeśli naprawdę zaprosił ją na randkę, to niespecjalnie postarał się ze swoim wyglądem. - Chciałbym się przedstawić, ale nie pamiętam już jak się nazywam. To znaczy, myślę, że zaczęło się na „r”, ale to wszystko, co mi pozostało. Nie pamiętam mojego imienia, moich rodziców ani mojej pracy… chociaż moja koszulka sugerowałaby, że jestem bezrobotny. – Znowu się uśmiechnął, jakby ostatnia część zdania miała być żartem.
Tylko, że nie wiedział, czy rzeczywiście żartował. To naprawdę było głęboko frustrujące, gdy się tak niewiele wiedziało…
- Nie. Na pewno nie – zaprzeczył odruchowo. Z jakiegoś powodu wydawało mu się, że gdyby naprawdę umarli, to wszystko wyglądałoby inaczej. Jakby już kiedyś zetknął się ze śmiercią. – Prędzej to jakaś pułapka. Może w coś wdepnęliśmy? – zasugerował.