14.07.2024, 12:22 ✶
Mogliby się poszarpać na polu, pewnie Neil by przegrał, bo w końcu niedźwiedź miał i siłę i pazury, ale na pewno kilka kopniaków by na nim zostawił. W końcu to też sama natura, zwierzęta ze sobą walczą, jedno zjada drugie, ludzie nie są inni, no może poza tym, że siebie nie zjadają... z reguły.
Klątwa, nie klątwa, animagia czy prawdziwa natura, łączyło ich coraz więcej, szkoda, że nie wiedział tego wcześniej. Liczy się jednak to, że w końcu pewne wnioski są wyciągane i kto wie co przyniesie jesień. Lato w końcu to okres upałów, burz, słońca, deszczu i udarów słonecznych, za to jesienią zbiera się owoce. Ile drzew relacji okaże się bezpłodnych, ile z nich uschnie, a ile z nich zapewni jedzenie na stole aż do samej wiosny? To się okaże.
Szedł całkiem ucieszony, że przeparkuje auto, że będzie stać bliżej, że zaliczy kolejną przejażdżkę z kimś tego dnia, co było dla niego szalone! W ciągu roku nie wozi tylu ludzi co wozi dzisiaj.
Zerknął na Sama i uniósł brew na jego widok. Co to za niepewność? Aż tak bardzo mu pociąg przypomina? Naprawdę?
- Bo lubię. Przyjemnie burczy, mogę w niego zapakować wszystko czego potrzebuję. Do tego przypomina mi wszystkie wycieczki z rodzicami, no i spędziłem nad nim dużo czasu z tatą. Mama nie zawsze była z tego zadowolona, jak hałasowaliśmy jej pod oknem. - odpowiedział, z lekkim uśmiechem. - A teleportowanie jest trudne. Nie jestem w tym mistrzem i za każdym razem czuję się, jakby mnie miało rozerwać na kawałki, albo jakbym miał dotrzeć gdzieś bez ręki czy innej części ciała. Poza tym... To strasznie dziwne w kilka sekund być nagle w zupełnie innym miejscu, to nienaturalne. - zmarszczył brwi namyślając się. - Jaki jest sens wspólnych wycieczek, skoro proces dotarcia do wymarzonego miejsce jest taki... bez znaczenia. - nie mógł powiedzieć, że nie było to przydatne, ale jednak lubił to pakowanie się, wstawanie rano, oczekiwanie na dotarcie do celu, snucie w tym czasie planów co zrobi, czego nie zrobi, co chce zobaczyć, gdzie chce pójść.
Rozmyślania trzeba było skończyć. Złapał więc Samuela za rękę i pociągnął w stronę samochodu, zaraz otwierając drzwi pasażera.
- Wsiadaj. Nic ci się nie stanie, obiecuję. - polecił mu pogodnie, licząc, że mężczyzna zaufa jego słowom, bo czy Neil go kiedyś oszukał? W sumie to tak, oszukał, okłamał, zataił prawdę... We wszystkim tym miał cel i to całkiem porządny, ale teraz było inaczej, teraz nie było powodu.
Klątwa, nie klątwa, animagia czy prawdziwa natura, łączyło ich coraz więcej, szkoda, że nie wiedział tego wcześniej. Liczy się jednak to, że w końcu pewne wnioski są wyciągane i kto wie co przyniesie jesień. Lato w końcu to okres upałów, burz, słońca, deszczu i udarów słonecznych, za to jesienią zbiera się owoce. Ile drzew relacji okaże się bezpłodnych, ile z nich uschnie, a ile z nich zapewni jedzenie na stole aż do samej wiosny? To się okaże.
Szedł całkiem ucieszony, że przeparkuje auto, że będzie stać bliżej, że zaliczy kolejną przejażdżkę z kimś tego dnia, co było dla niego szalone! W ciągu roku nie wozi tylu ludzi co wozi dzisiaj.
Zerknął na Sama i uniósł brew na jego widok. Co to za niepewność? Aż tak bardzo mu pociąg przypomina? Naprawdę?
- Bo lubię. Przyjemnie burczy, mogę w niego zapakować wszystko czego potrzebuję. Do tego przypomina mi wszystkie wycieczki z rodzicami, no i spędziłem nad nim dużo czasu z tatą. Mama nie zawsze była z tego zadowolona, jak hałasowaliśmy jej pod oknem. - odpowiedział, z lekkim uśmiechem. - A teleportowanie jest trudne. Nie jestem w tym mistrzem i za każdym razem czuję się, jakby mnie miało rozerwać na kawałki, albo jakbym miał dotrzeć gdzieś bez ręki czy innej części ciała. Poza tym... To strasznie dziwne w kilka sekund być nagle w zupełnie innym miejscu, to nienaturalne. - zmarszczył brwi namyślając się. - Jaki jest sens wspólnych wycieczek, skoro proces dotarcia do wymarzonego miejsce jest taki... bez znaczenia. - nie mógł powiedzieć, że nie było to przydatne, ale jednak lubił to pakowanie się, wstawanie rano, oczekiwanie na dotarcie do celu, snucie w tym czasie planów co zrobi, czego nie zrobi, co chce zobaczyć, gdzie chce pójść.
Rozmyślania trzeba było skończyć. Złapał więc Samuela za rękę i pociągnął w stronę samochodu, zaraz otwierając drzwi pasażera.
- Wsiadaj. Nic ci się nie stanie, obiecuję. - polecił mu pogodnie, licząc, że mężczyzna zaufa jego słowom, bo czy Neil go kiedyś oszukał? W sumie to tak, oszukał, okłamał, zataił prawdę... We wszystkim tym miał cel i to całkiem porządny, ale teraz było inaczej, teraz nie było powodu.