Nie podobała się jemu samemu ta odpowiedź i nie sądził, żeby podobała się komukolwiek. A może jednak? Może takiemu Nicholasowi miała szansę? Duma za nim nie przepadał. Abraksany mu nie ufały. Laurent nie chciał myśleć zbyt głęboko nad tym, dlaczego, tak samo jak bardzo świadomie, w dużej mierze, odsuwał od siebie wszystko to, co mogło Nicholasa łączyć z Nocturnem - miejscem wrogim człowiekowi. Miejscem, które było wrogie życiu. Nawet jeśli niektóre rzeczy, które tam robiono były niewątpliwie potrzebne. Pytanie o to, kto jest Śmierciożercą a kto nie stało się pewnym tematem na topie w jego głowie i dotyczyła też Nicholasa w pewnej chwili, ale te myśli nie tego nawet dotyczyły. Nie trzeba być jednym z tych terrorystów, żeby być po prostu... złym człowiekiem. Laurent starał się dostrzegać w Nicholasie dobro. Starał się odbierać od niego wszystkie te słodkie, przesyłane sygnały. Nie, nie wykluczał prawdy - brak akceptacji człowieka w całości było przecież zbrodnią. Było krzywdzące. Pytanie, czy w ogóle ich znajomość miała szansę się przesunąć do punktu, gdzie wzajemne zaufanie było jak oddychanie..? Nicholas nie sprawiał wrażenia osoby, z którą coś takiego byłoby proste.
- Czy naprawdę trzeba dokładniej ten problem opisywać? - Był wstrzemięźliwy - to znaczy Laurent był. Postawiony w pozycji defensywnej. Lekko rozdrażniony, bo i zmęczony. Bardzo zmęczony wszystkimi paskudnymi wydarzeniami i przytłoczony własnymi emocjami. Nie chciał tego wynosić i przenosić na Nicholasa, bo na to nie zasłużył. W zasadzie chyba traktował go najlepiej z tych osób, do których się zbliżył i w których ramionach poszukiwał schronienia, nawet jeśli tylko na chwilę. Skrył na moment twarz za dłonią i odetchnął, nim ruszył z nim do salonu. - Całkiem oficjalnie wypowiedziałem Dante wojnę, więc mój problem polega aktualnie na tym, że ja nie wiem nic o wrogu, a wróg wie o mnie dość sporo. - Ile dokładnie wiedział? Ha... to też chciałby wiedzieć. - Moim problemem jest więc to, że jeśli nie wiem nawet, jakimi lokalami teraz Dante operuje, o ile operuje, nie wiem, gdzie przebywa i... wiem jedno wielkie NIC to ciężko mi podjąć jakiekolwiek kroki, żeby pozbyć się problemu. - Bardzo dyplomatycznie ujął to "pozbycie się problemu". Czy myślał o morderstwie? Tak. W zasadzie to tak. Najbardziej cieniste myśli kładły się w tym kącie, ale wcale tego nie chciał - chciał, żeby stało się to, co powinno parę lat temu - żeby Dante trafił do więzienia. - Jeśli nie możesz mi pomóc znaleźć kontaktu na Nokturnie to znajdę kogoś innego. To nie jest żaden problem. - Czy na pewno nie był taki "żaden problem"? Nie, niekoniecznie, za to chciał, żeby to było jasne, że nie zamierzał się tutaj spowiadać z tej sprawy a jednocześnie, że nie zamierzał pozwolić sprawie przysłonić tej relacji. Bo Laurent nie przepadał za mieszaniem personaliów z biznesem.