15.07.2024, 01:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.07.2024, 16:50 przez Jonathan Selwyn.)
Było coś absurdalnego w tym, że mężczyzna, który chciał ich, a zwłaszcza jego, porwać, nagle po prostu wyszedł. Eh... Tego typu czary były zdecydowanie efektywne, ale jednak odbierały całej akcji trochę dramaturgii. No bo gdzie to napięcie, gdy przeciwnicy po prostu robili, to co im kazał?Oczywiście, nie narzekał, a zwłaszcza nie w tym momencie.
Niestety zaklęcie nie trwało długo, bo już po chwili ich niedoszły porywacz, zaczął ponownie dobijać się do zabarykadowanych przez Charlotte drzwi.
– Będziesz mój, słyszysz! Nie pozwolę ci znowu uciec! – wykrzykiwał charłak, waląc do drzwi coraz wścieklej, a Jonathan wyjątkowo zamiast coś odpowiedzieć po prostu podał drzwiom hasło i nawet nie skomentował, by Kelly nie była uprzedzona wobec charłaków. Przejście otworzyło się, ale w tej samej chwili Charlotte postanowiła zafundować mu naprawdę przyjemną niespodziankę.
Było coś wspaniałego w patrzeniu, jak obraz, cały ołtarzyk i te przeklęte róże, zostają pochłonięte przez żarłoczne płomienie. Ogień najwyraźniej był dobry nawet i na szaleństwo. Selwyn poczuł, chociaż sytuacja przecież wciąż nie prezentowała sie dla nich korzystnie, jak ogarnia go pewna ulga na ten widok. Przez krótką, niemal nic nieznaczącą chwilę, mógł się łudzić, że oto zostały zniszczone wszystkie przejawy obsesji na jego punkcie. Że płonęły też listy jego francuskiego zalotnika. A może to właśnie był jakiś symbol? Znak, że i tamten problem zostanie zniszczony?
Walenie do drzwi się nasilało. Ktoś coś krzyknął o broni.
Jonathan spojrzał na Charlotte i uśmiechnął się szeroko. Odbijające się w oczach czarownicy płomienie, jedynie podkreślały kolor jej jasnych tęczówek.
– Uwelbiam cię – powiedział, składając na jej policzku krótki pocałunek, a potem szybko złapał ją za rękę i pociągnął w stronę wyjścia. Duch oczywiście, niczym ich cień, podążył niepewnie za nimi.
Ale rzeczywiście szkoda było, że nie zawitają do tego kraju zbyt szybko.
– No dobrze – powiedział do czarownicy, gdy już przemierzali tunel. Za nimi dalej było słychać jakieś krzyki. – Co teraz? Próbujemy się najpierw teleportować do maszego miejsca?
– Teleportacją nie działa na całym jego terenie. A to naprawdę duży teren – wtracił się optymistycznie Gonata.
Niestety zaklęcie nie trwało długo, bo już po chwili ich niedoszły porywacz, zaczął ponownie dobijać się do zabarykadowanych przez Charlotte drzwi.
– Będziesz mój, słyszysz! Nie pozwolę ci znowu uciec! – wykrzykiwał charłak, waląc do drzwi coraz wścieklej, a Jonathan wyjątkowo zamiast coś odpowiedzieć po prostu podał drzwiom hasło i nawet nie skomentował, by Kelly nie była uprzedzona wobec charłaków. Przejście otworzyło się, ale w tej samej chwili Charlotte postanowiła zafundować mu naprawdę przyjemną niespodziankę.
Było coś wspaniałego w patrzeniu, jak obraz, cały ołtarzyk i te przeklęte róże, zostają pochłonięte przez żarłoczne płomienie. Ogień najwyraźniej był dobry nawet i na szaleństwo. Selwyn poczuł, chociaż sytuacja przecież wciąż nie prezentowała sie dla nich korzystnie, jak ogarnia go pewna ulga na ten widok. Przez krótką, niemal nic nieznaczącą chwilę, mógł się łudzić, że oto zostały zniszczone wszystkie przejawy obsesji na jego punkcie. Że płonęły też listy jego francuskiego zalotnika. A może to właśnie był jakiś symbol? Znak, że i tamten problem zostanie zniszczony?
Walenie do drzwi się nasilało. Ktoś coś krzyknął o broni.
Jonathan spojrzał na Charlotte i uśmiechnął się szeroko. Odbijające się w oczach czarownicy płomienie, jedynie podkreślały kolor jej jasnych tęczówek.
– Uwelbiam cię – powiedział, składając na jej policzku krótki pocałunek, a potem szybko złapał ją za rękę i pociągnął w stronę wyjścia. Duch oczywiście, niczym ich cień, podążył niepewnie za nimi.
Ale rzeczywiście szkoda było, że nie zawitają do tego kraju zbyt szybko.
– No dobrze – powiedział do czarownicy, gdy już przemierzali tunel. Za nimi dalej było słychać jakieś krzyki. – Co teraz? Próbujemy się najpierw teleportować do maszego miejsca?
– Teleportacją nie działa na całym jego terenie. A to naprawdę duży teren – wtracił się optymistycznie Gonata.