15.07.2024, 08:59 ✶
– Mógł nie rzucić czaru na ciebie konkretnie, a na mieszkanie. To… albo nawet twoje.
Jeśli one zdołały przedostać się z balkonu na balkon i dokonać włamania, to Thoran, dzieciak z rodziny Yaxleyów, potomków olbrzymów, też był na pewno na tyle sprawny fizycznie, aby to zrobić. A prawdopodobnie założenie odpowiednich zabezpieczeń trochę trwało… a on, jak już ustaliły, najwyraźniej stał się jakimś cudem dziwnie potężnym czarodziejem.
- Wydaje mi się to bardziej prawdopodobnie niż że te wszystkie bębny i jego rzeczy wyparowały akurat w ciągu ostatniej godziny. No chyba że ma u ciebie jakiś podsłuch, zorientował się, że wpadłam i uciekł stąd w popłochu, ale czemu miałby to robić?
I podsłuchiwanie mieszkania Victorii chyba nie byłoby takie łatwe, i Thoran nie wydawał się kimś, kto po prostu by przed nimi uciekł. On ewidentnie szukał kłopotów. Prowokował. Siał chaos. Zachowywał się już nie jak ktoś, kto po prostu był psychopatą, bo tacy zwykle próbowali się choć trochę maskować, a jakby w ogóle nie obawiał się żadnych konsekwencji.
Jakby doszczętnie oszalał.
Odetchnęła i zaklęciem zamknęła balkon, tak jak go zastały.
– Może więc pora wrócić tutaj z ekipą? Sprawdzę ostatnie zgłoszenia, może ktoś jeszcze skarżył się na tego drania, jak dołożę do tego notatkę służbową o podejrzeniu użycia czarnej magii, ty zawiadomienie o naruszaniu ciszy nocnej, a Laurent się poskarży… to zdobędziemy nakaz.
Brenna wbrew pozorom nie wiedziała o każdym przestępstwie, jakie zgłoszono do Brygady, bo i sama zajmowała się jednak w pierwszej kolejności tymi trochę poważniejszymi – nawet nie dlatego, że była szczególnie utalentowana, ale że szkoda widmowidza na drobne próby oszustwa. Ale mogła dość łatwo sprawdzić ostatnie zgłoszenia. I nie, nie miało znaczenia, że to był brat Geraldine. Owszem, mogła machnąć ze względu na nią ręką na tę głupią akcję w zaułku Pokątnej, ale sprawa stawała się zbyt poważna, aby kryć ją, bo ktoś należał do wpływowej rodziny. Czystokrwiści nie byli nietykalni. Nawet przyjaciele nie, chociaż tutaj Brenna była skłonna przymykać oka na naprawdę wiele, a i sama przecież włamywała się właśnie do cudzego mieszkania, bo poprosiła o to Victoria – ale wszystko się zmieniało, gdy cierpieli niewinni ludzie.
Ktoś, kto w ten sposób znęcał się nad zwierzętami, na pewno mógł skrzywdzić i człowieka.
– Może specjaliści od wytwórstwa coś znajdą albo mając nakaz wyciągniemy z właściciela, kiedy on ma się pojawić, by zapłacić za mieszkanie… – mruknęła, wchodząc za Lestrange do jej mieszkania.
Jeśli one zdołały przedostać się z balkonu na balkon i dokonać włamania, to Thoran, dzieciak z rodziny Yaxleyów, potomków olbrzymów, też był na pewno na tyle sprawny fizycznie, aby to zrobić. A prawdopodobnie założenie odpowiednich zabezpieczeń trochę trwało… a on, jak już ustaliły, najwyraźniej stał się jakimś cudem dziwnie potężnym czarodziejem.
- Wydaje mi się to bardziej prawdopodobnie niż że te wszystkie bębny i jego rzeczy wyparowały akurat w ciągu ostatniej godziny. No chyba że ma u ciebie jakiś podsłuch, zorientował się, że wpadłam i uciekł stąd w popłochu, ale czemu miałby to robić?
I podsłuchiwanie mieszkania Victorii chyba nie byłoby takie łatwe, i Thoran nie wydawał się kimś, kto po prostu by przed nimi uciekł. On ewidentnie szukał kłopotów. Prowokował. Siał chaos. Zachowywał się już nie jak ktoś, kto po prostu był psychopatą, bo tacy zwykle próbowali się choć trochę maskować, a jakby w ogóle nie obawiał się żadnych konsekwencji.
Jakby doszczętnie oszalał.
Odetchnęła i zaklęciem zamknęła balkon, tak jak go zastały.
– Może więc pora wrócić tutaj z ekipą? Sprawdzę ostatnie zgłoszenia, może ktoś jeszcze skarżył się na tego drania, jak dołożę do tego notatkę służbową o podejrzeniu użycia czarnej magii, ty zawiadomienie o naruszaniu ciszy nocnej, a Laurent się poskarży… to zdobędziemy nakaz.
Brenna wbrew pozorom nie wiedziała o każdym przestępstwie, jakie zgłoszono do Brygady, bo i sama zajmowała się jednak w pierwszej kolejności tymi trochę poważniejszymi – nawet nie dlatego, że była szczególnie utalentowana, ale że szkoda widmowidza na drobne próby oszustwa. Ale mogła dość łatwo sprawdzić ostatnie zgłoszenia. I nie, nie miało znaczenia, że to był brat Geraldine. Owszem, mogła machnąć ze względu na nią ręką na tę głupią akcję w zaułku Pokątnej, ale sprawa stawała się zbyt poważna, aby kryć ją, bo ktoś należał do wpływowej rodziny. Czystokrwiści nie byli nietykalni. Nawet przyjaciele nie, chociaż tutaj Brenna była skłonna przymykać oka na naprawdę wiele, a i sama przecież włamywała się właśnie do cudzego mieszkania, bo poprosiła o to Victoria – ale wszystko się zmieniało, gdy cierpieli niewinni ludzie.
Ktoś, kto w ten sposób znęcał się nad zwierzętami, na pewno mógł skrzywdzić i człowieka.
– Może specjaliści od wytwórstwa coś znajdą albo mając nakaz wyciągniemy z właściciela, kiedy on ma się pojawić, by zapłacić za mieszkanie… – mruknęła, wchodząc za Lestrange do jej mieszkania.
Rzut Z 1d100 - 97
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.