15.07.2024, 23:43 ✶
Rzeczywiście, zrobili już sporo. Podał butelkę Dorze, która widać miała w głowie pełną listę tego, co jeszcze należało zrobić. Uśmiechał się, gdy intensywnie myślała, biorąc pierwszy łyk piwa, słuchając jej kolejnych poleceń.
- To może zerknijmy najpierw na to pranie, a dekoracjami zajmiemy się na koniec? Widziałem, że został już narzucony motyw słoneczników, ale możemy dorzucić jakieś kłosy zbóż i inne kwiat z ogrodu? Będzie na pewno ładnie - zapewnił, sam widząc jak starania kolejnych osób przynoszą efekty. Sam pewnie nigdy nie wystroiłby sam swojego starego mieszkania, ale rozumiał, czemu inni to robili. Była to bardzo ładna tradycja.
Nie spodziewał się gości. Może dlatego w pierwszej chwili zmarszczył brwi widząc nieznajomego, zaraz jednak uśmiechnął się do mężczyzny widząc reakcję Dory.
- Nie przeszkadzasz. - Machnął ręką, podchodząc, by obejrzeć wykonane przez nowo poznanego kubki i talerze. Widział, że gość miał fach w ręku, choć może nie był w tym specjalistą. Podobał mu się taki rustykalny motyw na potańcówkę. Nie mógł się doczekać kolejnej okazji do spędzenia miło czasu. Ostatnio było ich niezwykle dużo. Czuć było letnią energię, która na nich działała.
- Miło mi poznać. - Wyciągnął rękę, gdy Dora postanowiła zdradzić ich imiona. Nie miał jej oczywiście za złe. Samuel wydawał się miły, może trochę nieśmiały, ale przyjaciele jego przyjaciół byli jego przyjaciółmi czy jakoś tak.
- Piwo mogę zaraz przynieść, nie ma problemu, jest naprawdę dobre - zapewnił, pokazując na dowód butelkę z etykietą znanego czarodziejskiego browaru. W końcu jeśli chcieli go wykorzystać do innych obowiązków niezwiązanych z ogrodem, to należała się jakaś zapłata, nawet jeśli w postaci bursztynowego płynu.
- O tak, ten strach na wróble już nie działa tylko na kruki i wrony, ale i na mnie. Szczególnie jak zdarza mi się wracać późno z pracy, zawsze muszę podskoczyć na jego widok. Kilka razy widziałem też jak obszczekiwały go psy. Mam gdzieś jakąś starą koszulę, trochę już dziurawą, można ją wypchać na nowo słomą, a resztę doklecić z tego co pozostało po naszym strażniku - podpowiadał. Z rodzeństwem zawsze na nich spadała obowiązek wykonania stracha na wróble i zawsze mieli z tym wiele frajdy. - Ale najpierw te pranie - przypomniał, wiedząc, że lepiej rozwieszać białe prześcieradła będąc jeszcze w miarę czystym. Mrugnął do Sama, mają nadzieję, że trochę się rozluźni.
- To może zerknijmy najpierw na to pranie, a dekoracjami zajmiemy się na koniec? Widziałem, że został już narzucony motyw słoneczników, ale możemy dorzucić jakieś kłosy zbóż i inne kwiat z ogrodu? Będzie na pewno ładnie - zapewnił, sam widząc jak starania kolejnych osób przynoszą efekty. Sam pewnie nigdy nie wystroiłby sam swojego starego mieszkania, ale rozumiał, czemu inni to robili. Była to bardzo ładna tradycja.
Nie spodziewał się gości. Może dlatego w pierwszej chwili zmarszczył brwi widząc nieznajomego, zaraz jednak uśmiechnął się do mężczyzny widząc reakcję Dory.
- Nie przeszkadzasz. - Machnął ręką, podchodząc, by obejrzeć wykonane przez nowo poznanego kubki i talerze. Widział, że gość miał fach w ręku, choć może nie był w tym specjalistą. Podobał mu się taki rustykalny motyw na potańcówkę. Nie mógł się doczekać kolejnej okazji do spędzenia miło czasu. Ostatnio było ich niezwykle dużo. Czuć było letnią energię, która na nich działała.
- Miło mi poznać. - Wyciągnął rękę, gdy Dora postanowiła zdradzić ich imiona. Nie miał jej oczywiście za złe. Samuel wydawał się miły, może trochę nieśmiały, ale przyjaciele jego przyjaciół byli jego przyjaciółmi czy jakoś tak.
- Piwo mogę zaraz przynieść, nie ma problemu, jest naprawdę dobre - zapewnił, pokazując na dowód butelkę z etykietą znanego czarodziejskiego browaru. W końcu jeśli chcieli go wykorzystać do innych obowiązków niezwiązanych z ogrodem, to należała się jakaś zapłata, nawet jeśli w postaci bursztynowego płynu.
- O tak, ten strach na wróble już nie działa tylko na kruki i wrony, ale i na mnie. Szczególnie jak zdarza mi się wracać późno z pracy, zawsze muszę podskoczyć na jego widok. Kilka razy widziałem też jak obszczekiwały go psy. Mam gdzieś jakąś starą koszulę, trochę już dziurawą, można ją wypchać na nowo słomą, a resztę doklecić z tego co pozostało po naszym strażniku - podpowiadał. Z rodzeństwem zawsze na nich spadała obowiązek wykonania stracha na wróble i zawsze mieli z tym wiele frajdy. - Ale najpierw te pranie - przypomniał, wiedząc, że lepiej rozwieszać białe prześcieradła będąc jeszcze w miarę czystym. Mrugnął do Sama, mają nadzieję, że trochę się rozluźni.