16.07.2024, 08:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.07.2024, 08:18 przez Brenna Longbottom.)
- I tak nie jest złamany - oceniła, cofając ręce. Z pewną ulgą, bo nie chciała łamać nosa komuś, kto płakał po jednym ciosie. Nawet Dani nie płakałaby, jakby oberwała jeden raz. Nie to że Brenna kiedykolwiek ją uderzyła, mogła bić brata, Mav i przypadkowych ludzi, ale nie biło się słodkich, drobnych puchoneczek, takich jak Nora czy Danielle. - Właścicielem? - powtórzyła z pewnym niedowierzaniem, bo zakładała, że cóż, miejsce nie ma właściciela. I nagle w jej wzrok wkradła się jakby odrobina współczucia. Ubranie miał czyste, nie sądziła, że mieszka w aż tak fatalnych warunkach! A ona dała mu w nos. Ludzie nie powinni mieszkać w takich miejscach, to było gorsze od tych zniszczonych domków w Dolinie Godryka... - Hm. To tego, bardzo malowniczy wystrój, pomysłowo, eee, klimatycznie, zwłaszcza ta zbroja rzucająca toporem na piętrze, prawie mnie trafiła, skubana i ten portret, co gada zagadkami. Jesteś pewien, że chcesz tutaj zostać? Dałoby się pewnie załatwić coś... no może nie tak robiącego wrażenie, ale bez tej całej pleśni, pleśń jest podobno bardzo niezdrowa, a przynajmniej tak mówiła Nora, nie sądziłam, że ktoś tutaj mieszka, bo no chyba nie powinien, skoro to... niezdrowe - powiedziała, jak zwykle rozgadana, ani trochę niezbita z pantałyku, chociaż właśnie się włamała i komuś dala w twarz. Może była to gryfońska odwaga, może gryfońska głupota, a może po prostu lomgbottomowa i potterowa pewność siebie, które łączyły się w Brennie i sprawiały, że w miłych, hogwarckich latach nie wyrobiła sobie jeszcze ani za grosz instynktu samozachowawczego.
Tak, nastolatka w mugolskich ubraniu, w znoszonych trampkach, wyglądająca na jakąś niekoniecznie zbyt bogatą mugolaczkę z Little Hangleton, właśnie oferowała Anthony’emu Shafiqowi pomoc w zmianie lokum.
- Jeśli nie jesteś wampirem i palące światło dziennej Gwiazdy cię nie zabija, wyszedłbyś oknem. Jak ja. Chociaż jak jest tyle chmur, to to może wyszedłbyś tym oknem i jak jesteś wampirem - skwitowała, chociaż tym bardziej było jej trochę głupio, że go zamknęła, no biedak mieszkający w takiej ruinie, a ona mu przywaliła i uwięziła w wieży. Nie żeby jakikolwiek rozsądny czarodziej ruszał się gdziekolwiek bez różdżki. (Wampiry zresztą też potrafiły czarować, Brenna po prostu tego nie wiedziała. Wampiry mieli przerabiać na lekcjach dopiero we wrześniu.)
- Oczywiście, że zasłużył. Jego teksty mieszają w głowie bardziej niż dwie godziny lekcji Binnsa - prychnęła Brenna, która pokochała Tolkiena od dnia, gdy zabrała pierwszą część Thomasowi, a potem próbowała innych mugolskich pisarzy i bardzo się Poem rozczarowała. - W sierpniu? I nie powiem. To jest totalnie pytanie, które mógłby zadać wampir.
Albo zboczeniec, ale skoro był taki biedny, że tu żył i doprowadziła go do łez, uznała, że nie będzie rzucać takich aż oskarżeń. Bo nie umknęło jej uwadze, że nie zaprzeczył, powiedział tylko, że jest właścicielem, a to nie wykluczało żadnej z trzech pozostałych opcji. I wampir absolutnie mógłby czytać Poego.
A jednocześnie te podejrzenia nijak Brennie nie przeszkadzały w byciu gotową iść i szukać mu lepszego lokum, gdyby uznał, że ta pleśń faktycznie mu szkodzi. Jej logika chodziła niespotykanymi ścieżkami.
Tak, nastolatka w mugolskich ubraniu, w znoszonych trampkach, wyglądająca na jakąś niekoniecznie zbyt bogatą mugolaczkę z Little Hangleton, właśnie oferowała Anthony’emu Shafiqowi pomoc w zmianie lokum.
- Jeśli nie jesteś wampirem i palące światło dziennej Gwiazdy cię nie zabija, wyszedłbyś oknem. Jak ja. Chociaż jak jest tyle chmur, to to może wyszedłbyś tym oknem i jak jesteś wampirem - skwitowała, chociaż tym bardziej było jej trochę głupio, że go zamknęła, no biedak mieszkający w takiej ruinie, a ona mu przywaliła i uwięziła w wieży. Nie żeby jakikolwiek rozsądny czarodziej ruszał się gdziekolwiek bez różdżki. (Wampiry zresztą też potrafiły czarować, Brenna po prostu tego nie wiedziała. Wampiry mieli przerabiać na lekcjach dopiero we wrześniu.)
- Oczywiście, że zasłużył. Jego teksty mieszają w głowie bardziej niż dwie godziny lekcji Binnsa - prychnęła Brenna, która pokochała Tolkiena od dnia, gdy zabrała pierwszą część Thomasowi, a potem próbowała innych mugolskich pisarzy i bardzo się Poem rozczarowała. - W sierpniu? I nie powiem. To jest totalnie pytanie, które mógłby zadać wampir.
Albo zboczeniec, ale skoro był taki biedny, że tu żył i doprowadziła go do łez, uznała, że nie będzie rzucać takich aż oskarżeń. Bo nie umknęło jej uwadze, że nie zaprzeczył, powiedział tylko, że jest właścicielem, a to nie wykluczało żadnej z trzech pozostałych opcji. I wampir absolutnie mógłby czytać Poego.
A jednocześnie te podejrzenia nijak Brennie nie przeszkadzały w byciu gotową iść i szukać mu lepszego lokum, gdyby uznał, że ta pleśń faktycznie mu szkodzi. Jej logika chodziła niespotykanymi ścieżkami.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.