16.07.2024, 10:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.07.2024, 13:25 przez Brenna Longbottom.)
Brenna nadbiegła chwilę później, zdyszana, ubabrana krwią, ale wciąż w lepszym stanie niż oni – wszyscy zmarznięci, zmęczeni toczącą się pod wodą walką. Machnęła różdżką, wyczarowując strumień ciepłego powietrza, który ich otoczył… i roześmiała się, trochę histerycznie, kiedy Jonathan zażądał odpowiedniej temperatury dla swojej koszuli.
Było coś pocieszającego w tym, że pozostawał sobą nawet w takiej sytuacji.
– Trzeba będzie skontaktować się z Harper. Może zmodyfikować Lydii trochę wspomnienia. Zgłosić to musimy, ale przedstawiłabym to jako… anonimowe doniesienie, sprawdzanie czegoś w okolicy, natknięcie się na podejrzaną działalność – mruknęła Brenna, przeczesując rozczochrane włosy dłonią ubabraną ziemią.
Być może przez jej głowę przeszła myśl, że byłoby lepiej, gdyby wiedźma umarła. Gdyby zasnęła na zawsze pod wodą, a oni ukryliby tę sprawę. Ale nie miała w sobie jeszcze dość bezlitosności, wojna jeszcze nie zmieniła jej tak mocno, aby mogła teraz zakończyć życie tej kobiety. Pozostawało więc uzgodnić, co trafi do raportów – o zeznania Lydii zbytnio się nie martwiła, ta nie znała ich imion, nazwisk, nie wiedziała, skąd się tutaj wzięli, czy nie pojawili się z jej powodu, poza tym była na wpół szalona, a i dało się zaaranżować, żeby jej sprawę prowadziły konkretne osoby. Tak by po prostu nie zwróciła za wiele uwagi, która mogłaby przypomnieć ludziom, że w pobliżu kiedyś mieszkali Juliusowie.
Poza tym, wnioskując po tym, jak szybko rzuciła się w wodę, gdy zaistniała groźba schwytania, Brenna podejrzewała, że Azkaban złamie ją szybko. Jeszcze podczas oczekiwania na proces oszaleje do reszty lub umrze. Nie miała szans uniknąć więzienia czarodziejów, nie gdy ewidentnie była winna przynajmniej paru zgonom.
Może śmierć tutaj naprawdę byłaby dla niej błogosławieństwem.
Musieli "wyciąć" stąd na przykład taką Dorę, zadbać, by przedstawić walkę z Lydią jako skutek anonimowego doniesienia. Postarać się, aby w Biurze nikt spoza grona zakonnego nie został zaangażowany w sprawę, nawet nie dlatego, że zrobili coś nielegalnego - bo nie zrobili - ale jedynie by nie zwracać uwagi na Staw i dlatego, że nikt z nich nie sprzeda szczegółów prasie. Nieumarła, która walczyła z Millie, była niejako dowodem rzeczowym, zapewne też trafi do Biura Patologa...
Wiele dziś będzie miała do zrobienia.
– Wracajmy do Księżycowego Stawu.
*
Juliusowie nie byli przyjemną rodziną: nic niezwykłego w latach czterdziestych, w epoce Grindewalda, w rodzinie czystej krwi. Patrzyli na "gorszych" od siebie z góry, a kilka pokoleń wcześniej przejęli ziemie uważane przez miejscowych za miejsce kultu i nie mieli oporu wobec wycinania na nich lasów.
Ignas Julius miał kilkoro dzieci - Bastiana, Justine, Estellę, bliźniaczki Genevieve i Guinevre oraz małego Thomasa. W dzieciństwie nieraz bawili się ze swoją daleką krewną (po matce) Lydią oraz jej bękarcią siostrą Mary, które mieszkały w pobliżu. Dorosłość uwypukliła jednak różnice społeczne. Lydia oddaliła się od nich, a Mary, nie mająca wielkich mocy magicznych, nieuznana oficjalnie córka, stała się służącą... i z czasem i kochanką Bastiana. Ten jednak nigdy nie zamierzał jej poślubił: zaręczył się z Amarylis Greengrass.
Zazdrosna Mary zepchnęła ją ze schodów, a Bastian, uparcie dążący do rozwikłania zagadki śmierci niedoszłej żony, dowiedział się o tym. Skonfrontował się z Mary nad brzegiem stawu, od którego posiadłość wzięła swoją nazwę i tam Mary zginęła, przypadkiem zabita przez Bastiana, a Ignas Julius ukrył tę śmierć.
Lydia nie zamierzała jednak darować im utraty ukochanej siostry. Jej magia, determinacja i cierpliwość sprawiły, że Juliusowie umierali jeden po drugim. Utopił Bastiana w stawie, rzuciła klątwę na Thomasa, zabiła Justine w żywopłotowym labiryncie, uśmierciła jedną z bliźniaczek. Gdy Estella i jej narzeczony, Galahad, obwiniający o te zbrodnie Ignasa, skonfrontowali się z nią, chcąc poznać prawdę, zabiła i ich - a ciała ukryła nieopodal swojego domu. Ignas, oskarżany o zabójstwo córki, popełnił samobójstwo.
Księżycowy Staw został opuszczony.
Wszystkie te nieszczęścia i magia Lydii ściągnęły poltergeista, który wraz z duchem Ignasa, niepokojącymi znaleziskami i staraniami samej Lydii, przepłaszali kolejnych lokatorów. Wiedźma kochała staw, wypełniony mocą i nie chciała odchodzić z miejsca, gdzie niedaleko spoczywało ciało jej siostry - ale wolała, by nikt nie grzebał w historii Juliusów.
I gdy zdała sobie sprawę z tego, że Staw ma kolejnych lokatorów, tym razem bardziej zdeterminowanych... postanowiła ich usunąć.
Schwytana jednak, została oddana w ręce Departamentu, a mając wiele mrocznych myśli, wiele złych wspomnień i wiele nienawiści – miała szybko osunąć się w otchłań szaleństwa w Azkabanie, a potem… w śmierć.
Było coś pocieszającego w tym, że pozostawał sobą nawet w takiej sytuacji.
– Trzeba będzie skontaktować się z Harper. Może zmodyfikować Lydii trochę wspomnienia. Zgłosić to musimy, ale przedstawiłabym to jako… anonimowe doniesienie, sprawdzanie czegoś w okolicy, natknięcie się na podejrzaną działalność – mruknęła Brenna, przeczesując rozczochrane włosy dłonią ubabraną ziemią.
Być może przez jej głowę przeszła myśl, że byłoby lepiej, gdyby wiedźma umarła. Gdyby zasnęła na zawsze pod wodą, a oni ukryliby tę sprawę. Ale nie miała w sobie jeszcze dość bezlitosności, wojna jeszcze nie zmieniła jej tak mocno, aby mogła teraz zakończyć życie tej kobiety. Pozostawało więc uzgodnić, co trafi do raportów – o zeznania Lydii zbytnio się nie martwiła, ta nie znała ich imion, nazwisk, nie wiedziała, skąd się tutaj wzięli, czy nie pojawili się z jej powodu, poza tym była na wpół szalona, a i dało się zaaranżować, żeby jej sprawę prowadziły konkretne osoby. Tak by po prostu nie zwróciła za wiele uwagi, która mogłaby przypomnieć ludziom, że w pobliżu kiedyś mieszkali Juliusowie.
Poza tym, wnioskując po tym, jak szybko rzuciła się w wodę, gdy zaistniała groźba schwytania, Brenna podejrzewała, że Azkaban złamie ją szybko. Jeszcze podczas oczekiwania na proces oszaleje do reszty lub umrze. Nie miała szans uniknąć więzienia czarodziejów, nie gdy ewidentnie była winna przynajmniej paru zgonom.
Może śmierć tutaj naprawdę byłaby dla niej błogosławieństwem.
Musieli "wyciąć" stąd na przykład taką Dorę, zadbać, by przedstawić walkę z Lydią jako skutek anonimowego doniesienia. Postarać się, aby w Biurze nikt spoza grona zakonnego nie został zaangażowany w sprawę, nawet nie dlatego, że zrobili coś nielegalnego - bo nie zrobili - ale jedynie by nie zwracać uwagi na Staw i dlatego, że nikt z nich nie sprzeda szczegółów prasie. Nieumarła, która walczyła z Millie, była niejako dowodem rzeczowym, zapewne też trafi do Biura Patologa...
Wiele dziś będzie miała do zrobienia.
– Wracajmy do Księżycowego Stawu.
*
Juliusowie nie byli przyjemną rodziną: nic niezwykłego w latach czterdziestych, w epoce Grindewalda, w rodzinie czystej krwi. Patrzyli na "gorszych" od siebie z góry, a kilka pokoleń wcześniej przejęli ziemie uważane przez miejscowych za miejsce kultu i nie mieli oporu wobec wycinania na nich lasów.
Ignas Julius miał kilkoro dzieci - Bastiana, Justine, Estellę, bliźniaczki Genevieve i Guinevre oraz małego Thomasa. W dzieciństwie nieraz bawili się ze swoją daleką krewną (po matce) Lydią oraz jej bękarcią siostrą Mary, które mieszkały w pobliżu. Dorosłość uwypukliła jednak różnice społeczne. Lydia oddaliła się od nich, a Mary, nie mająca wielkich mocy magicznych, nieuznana oficjalnie córka, stała się służącą... i z czasem i kochanką Bastiana. Ten jednak nigdy nie zamierzał jej poślubił: zaręczył się z Amarylis Greengrass.
Zazdrosna Mary zepchnęła ją ze schodów, a Bastian, uparcie dążący do rozwikłania zagadki śmierci niedoszłej żony, dowiedział się o tym. Skonfrontował się z Mary nad brzegiem stawu, od którego posiadłość wzięła swoją nazwę i tam Mary zginęła, przypadkiem zabita przez Bastiana, a Ignas Julius ukrył tę śmierć.
Lydia nie zamierzała jednak darować im utraty ukochanej siostry. Jej magia, determinacja i cierpliwość sprawiły, że Juliusowie umierali jeden po drugim. Utopił Bastiana w stawie, rzuciła klątwę na Thomasa, zabiła Justine w żywopłotowym labiryncie, uśmierciła jedną z bliźniaczek. Gdy Estella i jej narzeczony, Galahad, obwiniający o te zbrodnie Ignasa, skonfrontowali się z nią, chcąc poznać prawdę, zabiła i ich - a ciała ukryła nieopodal swojego domu. Ignas, oskarżany o zabójstwo córki, popełnił samobójstwo.
Księżycowy Staw został opuszczony.
Wszystkie te nieszczęścia i magia Lydii ściągnęły poltergeista, który wraz z duchem Ignasa, niepokojącymi znaleziskami i staraniami samej Lydii, przepłaszali kolejnych lokatorów. Wiedźma kochała staw, wypełniony mocą i nie chciała odchodzić z miejsca, gdzie niedaleko spoczywało ciało jej siostry - ale wolała, by nikt nie grzebał w historii Juliusów.
I gdy zdała sobie sprawę z tego, że Staw ma kolejnych lokatorów, tym razem bardziej zdeterminowanych... postanowiła ich usunąć.
Schwytana jednak, została oddana w ręce Departamentu, a mając wiele mrocznych myśli, wiele złych wspomnień i wiele nienawiści – miała szybko osunąć się w otchłań szaleństwa w Azkabanie, a potem… w śmierć.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.