16.07.2024, 17:21 ✶
Doskonale, zasługuję na uwielbienie.
No cóż, nie trzeba było być Krukonem, by wiedzieć, że z niektórymi faktami naukowymi nie warto było się kłócić. Zwłaszcza, gdy jeszcze zobaczył sztuczne ciało, które umierało wraz z płomieniami. Czy powinien się obrazić na sugestię, że dałby się jakimś głupim płomieniom? Chyba tak, ale był pod zbyt dużym wrażeniem, aby to robić.
– Wiem – odpowiedział szczerząc zęby, bo przecież zaklęcie było zdecydowanie ładne. To jak ten mafioza po prostu wyszedł! Tego typu czary szły mu coraz lepiej, a Selwyn czerpał naprawdę olbrzymie zadowolenie za każdym razem, gdy widział, jak ludzie po prostu tracili chwilowo całą swoją wolę i robili to, co im kazał. Oczywiście tylko ci, którzy na to zasłużyli! – Ja? Kochana, to ty z naszej dwójki zasługujesz na to miano. Gdybyśmy byli tu jeszcze za czasów Imperium Rzymskiego, byłabyś niezwłocznie okrzyknięta boginią wyzwalania złych intencji w ludziach. I chaosu.
Może nie była to najlepsza rzecz do mówienia komuś kto miał zaraz prowadzić auto i od którego zależało ich życie, ale Selwyn, jak zwykle, nieszczególnie sie tym przejmował.
Nie trwało to długo, gdy wreszcie znaleźli się w garażu, pełnym różnych kolorowych aut, o których Jonathan wiedział dokładnie tyle samo, co o skromności, a nawet pewnie i nieco mniej. Paradoksalnie jednak nie miał za dużego problemu z wyborem pojazdu.
– Bierzemy ten – oznajmił, wskazując palcem na jedyny czerwony pojazd w całym pomieszczeniu, a potem zerknął na Charlotte oczekujaco, bo przecież z ich dwójki jeśli ktoś miał jakiekolwiek pojęcie jak się to prowadziło, to ona. Eh, a mógł skorzystać z tego, że kiedyś, gdy odwiedzał państwo Kelly w Stanach, Ned zaproponował mu lekcję prowadzenia. Czemu wtedy odmówił? Już nawet nie pamiętał.
Jonathan na chwilę przeniósł wzrok ze lśniącego nowością i luksusem samochodu, na zupełne jego przeciwieństwo, czyli ducha.
– Zadbamy o to, aby twoja rodzina wiedziała co się stało, a ty otrzymasz godny pochówek – powiedział, a nagle na twarzy Selwyna nie można było dostrzec, ani cienia paniki, czy też ekscytacji tą całą sytuacją. – Obiecuję.
No cóż, nie trzeba było być Krukonem, by wiedzieć, że z niektórymi faktami naukowymi nie warto było się kłócić. Zwłaszcza, gdy jeszcze zobaczył sztuczne ciało, które umierało wraz z płomieniami. Czy powinien się obrazić na sugestię, że dałby się jakimś głupim płomieniom? Chyba tak, ale był pod zbyt dużym wrażeniem, aby to robić.
– Wiem – odpowiedział szczerząc zęby, bo przecież zaklęcie było zdecydowanie ładne. To jak ten mafioza po prostu wyszedł! Tego typu czary szły mu coraz lepiej, a Selwyn czerpał naprawdę olbrzymie zadowolenie za każdym razem, gdy widział, jak ludzie po prostu tracili chwilowo całą swoją wolę i robili to, co im kazał. Oczywiście tylko ci, którzy na to zasłużyli! – Ja? Kochana, to ty z naszej dwójki zasługujesz na to miano. Gdybyśmy byli tu jeszcze za czasów Imperium Rzymskiego, byłabyś niezwłocznie okrzyknięta boginią wyzwalania złych intencji w ludziach. I chaosu.
Może nie była to najlepsza rzecz do mówienia komuś kto miał zaraz prowadzić auto i od którego zależało ich życie, ale Selwyn, jak zwykle, nieszczególnie sie tym przejmował.
Nie trwało to długo, gdy wreszcie znaleźli się w garażu, pełnym różnych kolorowych aut, o których Jonathan wiedział dokładnie tyle samo, co o skromności, a nawet pewnie i nieco mniej. Paradoksalnie jednak nie miał za dużego problemu z wyborem pojazdu.
– Bierzemy ten – oznajmił, wskazując palcem na jedyny czerwony pojazd w całym pomieszczeniu, a potem zerknął na Charlotte oczekujaco, bo przecież z ich dwójki jeśli ktoś miał jakiekolwiek pojęcie jak się to prowadziło, to ona. Eh, a mógł skorzystać z tego, że kiedyś, gdy odwiedzał państwo Kelly w Stanach, Ned zaproponował mu lekcję prowadzenia. Czemu wtedy odmówił? Już nawet nie pamiętał.
Jonathan na chwilę przeniósł wzrok ze lśniącego nowością i luksusem samochodu, na zupełne jego przeciwieństwo, czyli ducha.
– Zadbamy o to, aby twoja rodzina wiedziała co się stało, a ty otrzymasz godny pochówek – powiedział, a nagle na twarzy Selwyna nie można było dostrzec, ani cienia paniki, czy też ekscytacji tą całą sytuacją. – Obiecuję.