16.07.2024, 20:24 ✶
– Zazdroszczę ci. Prześwietlanie mnie na wylot musiało być naprawdę fascynujące – odpowiedział niby to żartem, niby to na serio. Lubił te momenty, gdy Shafiq pozwalał mu jakkolwiek widzieć jego samego tymi jasnymi oczami. Dziwnie było nie znać nici, które ich łączyły. I oczywiście, wiedział, że uczucia przyjaciela do niego są szczere, ale nie oznaczało to, że Selwyn nigdy się nad tą przeklętą, antoniuszowa nicią, osłonioną oklumencją, nie zastanawiał. Jak bardzo zielona była? Jak gruba? Czy barwa była piękna nie tylko znaczeniowo, ale i kolorystycznie? Oh, nad tym akurat zastanawiać się nie musiał. Wszystko przecież, co jakkolwiek łączyło się z Anthonym było piękne, ale w ten sposób co piękny był dla Jonathana kolor niebieski. Kolor, który może, z wyjątkiem dzisiaj, nie nosił za często, uważając, że może inne barwy były ładniejsze, ale potem patrzył w błękit nieba, taflę wody, lub oczy przyjaciela i zmieniał zdanie. Alcuin naprawdę miał dużo szczęścia, że trafił na Tony'ego i chyba to wiedział.
Przymknął na chwilę oczy, gdy przyjaciel, przedstawiał mu swoją interpretację jego własnych myśli. Może rzeczywiście miał rację? Liczył się z takim następstwę ślubu, ale jednak się łudził. Tak, to chyba miało sens. A może po prostu pewne osoby były warte każdego ryzyka, a inne rzeczy dało się zastąpić?
– Tęsknię za nią – wyszeptał. – I boję się, że kiedy dostaniemy w końcu list od niej, będę tęsknić jeszcze bardziej.
Nie łudził się, że naprawdę mogliby otworzyć razem teatr, sam przecież nie chciał opuszczać Londynu, a jednak... A jednak szkoda, że ta piękna wizja nie mogła trwać trochę dłużej. Przynajmniej tyle ile wystarczyłoby mu wyobrażenie sobie tego, co mogliby założyć na premierę ich pierwszego spektaklu.
Cieszył się, że Anthony nie widział wyrazu jego twarzy, bo nagle zaczęły się w nim zbierać bardzo silne emocje. Smutek spowodowany stratą tego co mieli w Hogwarcie – ich czwórki zawsze w jednym miejscu, zmartwienie słowami Anthony'ego, bo chciał, by przyjaciela napędzało coś więcej, niż chęć, słusznego, pokazania ojcu gdzie jego miejsce, i wreszcie złość. Złość bo mecenasowanie nie było i nigdy nie będzie przyjemniejsze od grania. Czy on tego nie rozumiał? Miał gdzieś, że mógłby rządzić sztukami, miał gdzieś, że pieniądzmi mogły decydować o tak wielu aspektach teatru, gdy zamiast występować, grać na scenie, siedziałby na jednym z miejsc w loży. Nie mogę grać, to będę mówić wam co macie robić, krzyczałaby najpewniej wtedy jego mina. Nie obchodziło go bycie mecenasem. Obchodziło go bycie artystą.
Może w takim razie znajdziemy kogoś kto już ma wpływy i komu zapłacisz, aby przeskoczył w hierarchi twojego ojca? – chciał powiedzieć złośliwie, nawet jeśli trochę bez sensu. – Chodź, znajdziemy ci jakąś utrzymankę lub utrzymanka, którego będziesz wspierać w dalszych awansach i rozwijać ich karierę, a ty będziesz sobie stał z boku i na to wszystko patrzył?
I już miał mu to wygarnąć. Już miał z siebie to wyrzucić, a zamroczony alkoholem i rozpaczą umysł podpowiadał, by jeszcze na dokładkę, krzyknąć, że Tony w takim razie się na niczym nie znał. Już miał...
Potrzebuję Cię Jonathan.
Jonathan zamrugał oczami i tak, jak chciał powiedzieć bardzo dużo rzeczy, tak nagle nie powiedział nic.
Tony, jego Tony, go potrzebował, a on miał tak naprawdę jedynie dwa wybory – Nie robić nic lub przydać się chociaż na coś przyjacielowi. Przyjacielowi, o którego się martwił, bo nie można całego życia motywować jedynie wygraną nad ojcem. Powinien go ochronić prawda? Wtedy, gdy Shafiq osiągnie już swój cel, powinien być przy nim i zadbać o to, by miał kolejne. By nie zagubił sie w tym pragnieniu. By upewnić się, że jego przyjaciel zawsze kwitł, zamiast więdnąć.
Milczał. Mijały kolejne sekundy, a on wciąż nic nie mówił. Może... Może mógłby. Przynajmniej na przeczekanie... Poza tym Tony go potrzebował, skoro nie mógł być aktorem, mógł być chociaż jego wsparciem.
– Dobrze – powiedział w końcu. – Dobrze, zróbmy to. Ale na bogów, nigdy nie mów mi, że mecenasowanie może być przyjemniejsze, bo przysięgam nigdy, nigdy się z tym nie zgodzę drogi przyjacielu.